10 naj

10 NAJlepszych filmów 2014

Styczeń 16, 2015 — by Pusiek5

main

10 naj

10 NAJlepszych filmów 2014

Styczeń 16, 2015 — by Pusiek5

Dziwny to był rok. Do kin weszło wiele znakomitych filmów, które swoją światową premierę miały w zamierzchłych czasach, a które jakimś dziwnym trafem nie przebiły się do naszego kraju wcześniej. Zawiedli pewniacy. I tylko moje gusta jak zwykle rzadko potrafiły się przypasować do zdania większości. Niech obowiązku stanie się zadość i jeszcze raz Wam przypomnę. Żeby produkcja znalazła się na tej liście jej polska premiera kinowa musiała odbyć się w 2014 roku i musiała zostać obejrzana przez niżej podpisaną. To tylko zabawa i nie ma nic złego w tym, że nie podobają nam się te same filmy. Eksperymentujcie i dyskutujcie, bo przecież chodzi o to by bawić się kinem.

Poza podium

Lucy – za karkołomny pomysł z fenomenalnym wykonaniem, za Scarlett którą uwielbiam, za oczywiste skojarzenia z „Biegnij, Lola biegnij” i hipnotyzującą muzykę. Za montaż, który sprawia, że czujecie się jak na haju i fabułę, która złapie Was za gardło. I za odjechaną końcówkę, bo w tym narkotycznym widzie komu potrzebny jest sens.[GULASZ #34 – #35]

Czarownica – za Angelinę, która z każdym rokiem wygląda coraz piękniej. Za nienachalny portret emocjonalnej traumy i czytelne choć delikatne aluzje. Za pokazanie dorastania do macierzyństwa i przyjaźni między kobietami niepodszytej zazdrością. Za śliczne zdjęcia. A wreszcie za słodkie komputerowe trolle, które mnie kupiły swoimi wielkimi oczami puchatych szczeniaczków. [RECENZJA]

LEGO: Przygoda – za melancholijną podróż do wypełnionego klockami dzieciństwa. Za rechot na sali kinowej i za moją natychmiastową chęć, by pobiec do piwnicy i odkurzyć stare zabawki. Za Batmana, który mnie nie wkurzał i wszystkie popkulturalne smaczki. I za to, że znowu zatęskniłam za dawno zgubionym francuskim rogalikiem z klocków LEGO. [GULASZ #8]

10. Grand Budapest Hotel

gulasz2829b

Nie przepadam za filmami Wesa Andersona, bo mam wrażenie, że ich nie rozumiem. Że słodziutka wizja pudrowanych kadrów, świata pełnego symetrii i uroczo pierdołowatych bohaterów nie pasuje do mojego zblazowanego „ja”. Zawsze widziałam w nim reżysera dla hipsterów, którego w pewnych kręgach wypada lubić. Zawiodłam się i na „Fantastycznym Panu Lisie” i na „Pociągu do Dajreeling”, a „Grand Budapest Hotel” obejrzałam właściwie tylko po to by sprawić przyjemność Siostrze. O dziwo po raz pierwszy poczułam się kupiona tym jak Anderson maluje swój świat. Nie przeszkadzała mi wylewająca się z ekranu słodycz i kolor różowy, historia mimo kilku wpadek utrzymała do końca moje zainteresowanie, a Ralph Fiennes był jak zwykle doskonały. Bo jakżeby inaczej. Może jednak nie jestem tak zblazowana jak mi się wydaje. [GULASZ #28 – #29]

9. Frank

frank1

Uwielbiam gdy aktor przekracza swoje własne ograniczenia. Gdy gra w roli dziwnej, karkołomnej i trudnej. W porządku, uwielbiam Michaela Fassbendera i po prostu dorabiam teorię. Ale z drugiej strony co powiecie na to, że jeden z najzdolniejszych aktorów młodego pokolenia przez 85% filmu chodzi po ekranie w wielkiej masce z paper mache? A jeśli dodacie do tego niegłupią fabułę o sławie, spełnieniu i o tym co czyni jednych z nas artystami i idolami to dostaniecie najoryginalniejszy film muzyczny zeszłego roku. W którym za natchnione utwory wystarczają warknięcia i brzęki, a za charyzmatycznych liderów, ekscentryczni dziwacy. Prawdziwie odważne kino. [RECENZJA]

8. Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz

wintersoldier1

Dla mnie nie ma lepszego filmu ze stajni Marvela. I kropka. „Zimowy Żołnierz” to idealnie wyważony kolaż gatunków i prawdziwy film szpiegowski nowej fali. Świetnie zagrane, wyreżyserowane i napisane kino dorzucające do wartkiej akcji nienachalny komentarz polityczny. Ale to przede wszystkim genialna rozrywka trzymająca widzów na krawędzi fotela. Marvel pokazał, że biorąc na warsztat uznany komiks jest w stanie stworzyć produkcję dowolnego gatunku i że kino superbohaterskie ma szerokie spektrum odcieni pomiędzy radosną kiczowatością, a skrajnym patosem. Coś czego WB musi się dopiero nauczyć. Panie i panowie, tak wygląda król sequeli. [RECENZJA]

7. Na skraju jutra

edge1

Rzadki przypadek gdy Hollywood biorąc na warsztat klasyczną japońszczyznę upichciło z niej wyborne danie. Przeszczep zakończył się wielkim sukcesem. Historię zmieniono na tyle, by pasowała do zachodnich realiów, a jednocześnie pozostawiono ją wierną początkowym założeniom. Bez sentymentów wycięto bzdurki i doszyto nowe wątki pasujące do całości. Zmieniono zakończenie i choć raz zrobiono to dobrze. „Na skraju jutra” to film, który przywraca wiarę w Hollywood i pokazuje, że machina produkcyjna nie zawsze rozbija zakupione franczyzy na drobne kawałki. A do tego Emily Blunt, w roli tak bliskiej Komandor Shepard jak to tylko możliwe bez naruszania praw autorskich. Obejrzałam „Na Skraju Jutra” i o ekranizacje moich ulubionych historii, boję się już jakby mniej. [RECENZJA]

6. Tajemnica Filomeny

filomena2

Kameralny dramat matki, która straciła dziecko i wielka-mała rola Julie Dench. Wbrew obiegowym opiniom „Filomena” nie osądza ani nie krytykuje kościoła czy wiary, a pokazuje że zarówno wśród wierzących jak i tych trochę mniej znajdują się ludzie zdolni do czynienia dobra i zła. To film o pogodzeniu się z losem, o rozliczeniu z przeszłością i o przepracowaniu własnych traum. O tym kiedy trzeba walczyć, a kiedy złożyć broń. A przy tym to po prostu ciepła opowieść o starciu dwóch filozofii życiowych z których żadna nie wydaje się łatwiejsza, ani słuszniejsza od drugiej. Film, który roztrzaska Wam serca, by potem z najwyższą dbałością posklejać je na nowo. [RECENZJA]

5. Wielka Szóstka

bighero6

Jeśli ktokolwiek wątpił, że z przejęcia Marvela przez disneyowskie imperium może wyniknąć coś dobrego – niech obejrzy „Wielką Szóstkę”. To nie tylko pierwszy animowany film superbohaterski, świetna zabawa i dający się polubić od pierwszej minuty bohaterowie, ale przede wszystkim złożona, niegłupia fabuła. Disney udowodnił, że nawet ciężką historię potrafi zamknąć w rozrywkowych ramach, a Pixar wcale nie ma monopolu na tworzenie tzw. „głębokich filmów animowanych”. I że nawet ze średnio udanego komiksu da radę stworzyć coś kultowego. No i Baymax rządzi! Lalalala….[RECENZJA]

4. Brud

2014d

To skandal, że fenomenalny, narkotyczny „Brud” z genialną rolą Jamesa McAvoy’a pojawił się w naszych kinach wiele długich miesięcy po swojej światowej premierze. Lekko oniryczna historia niezbyt uczciwego gliniarza, jest ponadziewana czarnym jak smoła humorem i niedającymi się przewidzieć zwrotami akcji. To film, który łapie widzów za gardło, a potem mocno nimi potrząsa, bo nigdy nie jesteśmy w stanie stwierdzić co stanie się dalej, a gatunki filmowe przeplatają się w „Brudzie” jak w warkoczu. Wielka w tym zasługa McAvoya, który gra jak natchniony. Kino, które zasługuje na wszystkie pochwały i pełne uznanie. Mam nadzieję, że dystrybutorzy wreszcie się czegoś nauczą.[GULASZ #22]

3. Wilcze Dzieci

gulasz3233d

Jeśli „Brud” pojawił się w naszych rodzimych kinach skandalicznie późno to co powiecie na „Wilcze Dzieci”, które mogliśmy obejrzeć na wielkim ekranie niemal dwa lata po ich oficjalnej premierze? Prawdopodobnie dystrybutorzy przestraszyli się japońskiej animacji bez pieczątki jakości Studia Ghibli. A szkoda, bo „Wilcze Dzieci” to mądra i ciepła historia o trudach samotnego macierzyństwa, poszukiwaniu własnej drogi życiowej i akceptacji życia dokładnie takim jakim jest. To film, który całkiem dosłownie sączy się przez palce, idealnie ukazując kolejne fragmenty życia bohaterów i ani przez moment ich nie oceniając, a wszystko to ujęte w nawias niepodrabialnej wschodniej wrażliwości. Studio Ghibli nie może spać spokojnie. [GULASZ #32 – #33]

2. Locke

locke2

Nie ma dla mnie większego dowodu na tryumf kina niż „Locke”. Film, w którym widzimy tylko jednego aktora jadącego samochodem i rozmawiającego przez telefon, który chłoniemy niczym słuchowisko i na którym siedzimy na krawędzi fotela to jasny dowód, że nie cała kinematografia zwątpiła w inteligencję widza. Że nie wszystko trzeba pokazać, że równie dobrze część akcji można przenieść do jego wyobraźni. I że paradoksalnie wcale nie ucierpi na tym fabuła. A jeśli do oryginalnej, ascetycznej formy dorzucicie jeszcze bohatera, który zachowuje się po staroświecku i „chyba-nie-do-końca-tak-właściwie-jak-myśli” i świetne aktorstwo (także tych, których nie widzimy) to otrzymacie fenomenalną, małą produkcję. Po raz pierwszy opowieść o mieszaniu cementu wbiła mnie w fotel.[RECENZJA]

1. Zniewolony

zniewolony1

Film kompletny. Po raz pierwszy styl Steva McQueena i jego bezkompromisowa skłonność do okrutnego naturalizmu w pełni do mnie przemówiły. „Zniewolony” to film o strasznych czasach, nakręcony bez historycznego romantyzmu, czy płaskiej martyrologii. To szczery zapis niezbyt chlubnych kart z historii USA, ale jednocześnie pozbawiony reżyserskiej oceny żyjących w nim ludzi. Film, który nie myśli i nie odczuwa za widza, a wyrobienie sobie zdania o przedstawionych wydarzeniach pozostawia w jego indywidualnej wrażliwości. To także świetny popis gry aktorskiej i festiwal pięknych, surowych kadrów. Trudne, uwierające kino. Arcydzieło. [RECENZJA]

Na zakończenie tej listy, życzę Wam żebyście lądowali w kinie tylko na takich filmach, które się Wam spodobają. Kolejny filmowy ranking już za rok, a w międzyczasie wpadnijcie do podsumowania gier, które pojawi się na blogu już niedługo.