10 naj

2014 w grach

Styczeń 22, 2015 — by Pusiek13

main

10 naj

2014 w grach

Styczeń 22, 2015 — by Pusiek13

Kończąc ten gorący okres, przed Wami ostatnie podsumowanie roku 2014. To było skrajnie dziwne 365 dni, w których pierwszą grę na premierze kupiłam około października, wcześniej ogrywając wszystko to co znalazłam na wyprzedażach. Z którego uciekły prawie wszystkie wyczekiwane przeze mnie produkcje. I w którym znowu pokochałam i ostatecznie znienawidziłam Assassin’s Creed. Zanim więc przejdziemy do właściwej notki (która jak pamiętacie nie jest jakkolwiek ułożoną listą, a zbiorem kompletnie zmyślonych nagród i wyróżnień) dwa słowa przypomnienia. Gram na obu Xboxach, a gierek przeglądarkowych i smartphonowych do zestawienia po prostu nie wstawiam. Nie dziwcie się więc, że lista jest dość homoplatformowa. Po raz kolejny nie udało mi się też zmusić mojej skromnej osoby do zagrania w gry artystyczne i niezależne. Pamiętajcie, że żeby gra załapała się do tego zestawienia jej polska premiera musiała odbyć się w 2014 roku i w tym samym roku musiała wylądować w mojej konsoli. I że to tylko dobra zabawa.

Pluszowy magnetowid czyli Nagroda dla Mojego Nowego Pieszczoszka

xbox4

Co prawda bocian (w osobie Pana Kuriera) przyniósł mi go w rok po światowej premierze, ale już jest Xbox One, moja nowa dziecinka! Czarna, wyglądająca jak dekoder Cyfrowego Polsatu i posiadająca pady do których musiałam przystosować moje nienawykłe krzywe łapki. Gry wyświetla w wyższej rozdzielczości niż mój pierworodny Klocek, działa ciszej, ściąga 40GB patcha w stanie czuwania i co najważniejsze ma różowego dashboarda zamiast groszkowej zieleni. Czasem mnie denerwuje, jak każde dziecko, wtedy gdy nie zlicza mi achievementów, albo gdy przez 15 minut nie potrafi się dobić do sieci wi-fi, ale już teraz wiem, że to była dobra inwestycja. Nextgen/currentgen – jak zwał tak zwał. Dla mnie i tak „Bonek.”[PIERWSZE WRAŻENIA]

Nagroda im. Zbigniewa* dla Najbardziej Zabugowanej Gry Roku

unity1

Gra, na widok której zeszłoroczny zwycięzca tej jakże zaszczytnej kategorii ucieka z podkulonym ogonem. Mowa oczywiście o Assassin’s Creed: Bugnity, które zawiesiło mi konsolę ze trzydzieści razy, wylogowywało mnie z profilu gracza z konsekwencją godną lepszej sprawy, odmawiało współpracy głośno domagając się cold restartów, a dodatkowo serwowało takie graficzne kwiatki jak bieganie po głowach przechodniów czy randomowe ludki wcinające mi się w środek cutscenki (całkiem dosłownie po prostu „włażące” w filmik). Nie pomogły trzy kolejne patche z czego ostatni o rozmiarach mastodonta. A jakby tego wszystkiego było mało, Bugnity jest grą z fabułą, którą najwidoczniej pisał Michael Bay, protagonistą będącym popłuczynami po Ezio i Rewolucją Francuską  sprowadzoną do roli krwawej dekoracji. Pusta, zabugowana, zła gra. Z dwóch bliźniaczych produkcji wypuszczonych przez Ubisoft jednego dnia, to Bugnity jest Dannym deVito.[RECENZJA]

*Zbigniew był karaluchem. Świeć Panie nad jego duszą.

Znów się kochamy, czyli Nagroda dla Gry Przez Którą Odnalazłam Miłość Do Znienawidzonej Serii

rogue5

You failed me brain! Again! Jasne, że Assassin’s Creed: Rogue miał potencjał, by stać się moją ulubioną odsłoną serii, bo na możliwość wepchnięcia ukrytego ostrza między żebra jakiegoś patafiana w kapturze czekam mniej więcej od AC 3. Ale czy to naprawdę musiała być tak dobra gra? Z jedynym protagonistą wśród taśmowych sequeli, który nie mści się za kogokolwiek, ma łeb na karku i więcej osobowości niż muszka owocówka i gameplayem, który ze znanych mechanik wyciska wszystkie soki. Bądź przeklęty Ubisofcie! Dokładnie w momencie gdy nauczyłam się żyć z moim syndromem sztokholmskim i pogodziłam się z faktem, że będę trwać w tym toksycznym związku bo już nigdy z AC nie wezmę rozwodu, serwujesz mi taką laurkę na przeprosiny. Obiecajcie mi spin-offową serię o Templariuszach i przyrzekam, że przestanę się gniewać.  [RECENZJA]

Pusiek i jego dwie lewe łapki czyli Nagroda Specjalna dla Gry, W Którą Chciałabym Umieć Grać

gulasz3839b

Czasem choćbyś niewiadomo jak się starał to i tak nie jesteś w stanie przeskaczyć swoich ograniczeń. I tak na przykład ja nigdy nie będę potrafiła grać w skradanki bez bluzgów na wrogą AI, kilkukrotnych zgonów na każdym checkpoincie i wzbudzania powszechnej wesołości moją łajzowatością. Widać bozia stworzył mnie do innych rzeczy. Co oczywiście nie zmienia faktu, że Metal Gear Solid V: Ground Zeroes, sprzedawane za połowę ceny gry rozbudowane demo, to dokładnie taki kawałek kodu, który bardzo lubię oglądać z drugiego fotela. Z wrogami, którzy nie zachowują się jak idioci, pokręconą fabułą, fajnym soundtrackiem i ogromnym potencjałem na Zmyśloną Historię Alternatywną. Niech grają cierpliwsi![GULASZ #38 – #39]

Nagroda sponsorowana przez „Ideologię Gender” dla Sandboxa, w Którym Nie Grałam Przystojniakiem

sunset3

Jestem płytką kobietą, która zawsze gdy ma możliwość zbudowania swojego bohatera z dostępnych klocków, spędza długie godziny w kreatorze postaci próbując stworzyć absolutnego Adonisa. Skoro już mam się gapić na czyjś cyfrowy tyłek przez najbliższe 30 godzin, niech przynajmniej będzie to przystojny tyłek, prawda? A jednak od mojej żelaznej Zasady Grania Ciachem zrobiłam jeden wyjątek. W Sunset Overdrive masakrowałam zombiaki odmieńców wychudzonym emo-gothem ubranym w skórzany gorsecik i tęczowe legginsy. W szaleństwie Sunset City po którym lepiej jeździć na drutach wysokiego napięcia niż spacerować, gdzie wrogów wykańczałam bronią ładowaną pluszowymi misiami i przez kilkanaście dobrych minut biegałam z pijawkami na plecach można się zakochać. Obawiałam się zrzynki z Saints Row, a dostałam grę, która doskonale wie jaka jest i od nikogo nie ściąga. A przy tym jest kolorowa, szybka i rozkosznie głupkowata. Insomniac Games robisz to dobrze.[RECENZJA]

Złote Wąsy Na Słoniu dla Gry Z Najlepszymi Cyfrowymi Górami (bo tylko takie góry jestem w stanie znieść) 

gulasz4445b

Na Far Cry 4 czekałam od momentu gdy skończyłam grać w trójkę, a zaczęłam go potrzebować jak powietrza od chwili gdy wpadł mi w łapki Blood Dragon. I chociaż nie wszystko się udało (szumnie zapowiadana „wciągająca fabuła” to wciąż szmatka, a „wybory moralne” są równie angażujące co mecz curlingu) to jednak to dalej dokładnie ten sam sandbox, który kocham. Tym razem w wysokogórskich ciuszkach co pozwala mi pooglądać zapierające dech w piersiach krajobrazy jednocześnie nie wylewając ani kropli potu (profit!). Niektórzy będą kręcić nosem, że to wszystko już było, ale dla mnie Far Cry 4 jest jak pierogi ruskie. Nie ważne ile już zjadłeś, cały czas masz ochotę na więcej. To gra, w której spędziłam jakieś chore ilości godzin świetnie się bawiąc w bieganie w kusych gatkach po Shangri-La z tygryskiem u boku, odbijanie zajętych posterunków w jakimś zmyślonym kraiku wielkości znaczka pocztowego i szlachtowanie bogu ducha winnych lokalesów. To nie „Obywatel Kane” świata gier, a po prostu fenomenalna rozrywka starczająca na wiele dni. I zima nagle stała się jakby mniej straszna.[RECENZJA]

Gdzie leziesz, głupolu?! czyli Nagroda Specjalna dla Gry, w Którą Gra Się Nie Indywidualnie

lcttoo2

Niech będzie, że Lara Croft and the Temple of Osiris nie dorasta do pięt nieodżałowanemu GOLowi. Że łatwiejsza, mniej zróżnicowana i fabularnie głupsza. Tylko co z tego, skoro to dalej najlepsza kooperacyjna gra logiczna zeszłego roku z Larą Croft w roli głównej. Możemy się więc zżymać, że jeszcze dwa lata temu sympatyczna pani archeolog miała nie lada problem, by rozgryźć niektóre zagadki, a teraz skacze przez nie z pieśnią na ustach, ale to nie zmienia faktu, że w 2014 nie znajdziecie kanapowej współpracy generującej równie dużo funu. Ach, wszystkie te momenty gdy zlecicie w przepaść, bo wkurzyliście swojego towarzysza o jeden raz za dużo, albo gdy Wasz przyjaciel spali się na wiórek, bo się przypadkowo rozkojarzyliście! Kanapowe granie for the win![RECENZJA]

Złoty Pusiek czyli nagroda specjalna dla Gry, Którą Zjechali Profesjonalni Krytycy, A Mnie Się Podobała

korra2

Jako, że z natury jestem dość marudna (duh!), co jakiś czas zdarza mi się przeżyć momenty autentycznego mindfucka. Przyzwyczaiłam się, że zjeżdżam z góry na dół produkcje powszechnie chwalone i z odwagą godną lepszej sprawy bronię mojego kontrowersyjnego zdania niczym matka niedźwiedzica. Ale sytuacja odwrotna to dla mnie wciąż pewne novum. Zawsze gdy zachwycam się czymś co powszechna krytyka uznała za koszmarnie złe, mieszają się w mnie dwie postawy stojące gdzieś pośrodku między „jestem dumna, że mam gust, a oni się nie znają”, a „o rany! upadłam na głowę!”. Zresztą skończmy z tą amatorską psychoanalizą (Puśki, tego nie ogarniesz) i przejdźmy do Legend of Korra, która okazała się bardzo przyjemną rozrywkową grą, nie szargającą oryginalnego serialu w sposób choćby zbliżony do „dzieła” Michaela Baya. To po prostu oparty o pretekstową fabułę, wykonany z rzemieślniczą precyzją devsów z Platinum Games bezkrwawy slasher, który pozwala się bawić czterema żywiołami. Jasne, że chciałabym avatarowego RPGa, ale nie zmienia to faktu, że Legend of Korra to po prostu bardzo dobry kawałek kodu. I kto tu upadł na głowę drodzy profesjonalni krytycy?[RECENZJA]

Nagroda im. Piąchy i Siniaka, dla Bijatyki z Najgorzej Ubranym Protagonistą EVER!

gulasz4041b

Pani powyżej nie jest Najgorzej Ubranym Protagonistą. Najgorzej Ubrany Protagonista wygląda tak. Pomijając jednak ewidentny brak gustu niektórych fighterów (o tobie Jago mówię), nieistniejącą fabułę, chimeryczny tryb losowania przeciwników, długie loadingi i kontrowersyjny model dystrybucji (który mnie się podoba), Killer Instinct to naprawdę przyjemna mordoklepka z systemem jakiego nie spotkacie nigdzie indziej. W tym półautomatycznym szaleństwie jest metoda, bo najnowsze KI to idealny przykład „easy to learn, hard to master”, w którym klepiąc guziki jak małpa będziecie w stanie obijać pyski swoim znajomym, ale by w pełni opanować system przyjdzie Wam spędzić długie godziny licząc klatki i dopracowując combo. Wydany w 2014 sezon drugi całkowicie przemodelowuje frame datę, dodaje fighterom nowe ruchy i zmienia menu, a także dorzuca do całej ferajny unikatowych wojowników, z których żaden nie jest klonem innego (ekhem, Tekken, ekhem). Playstation bierz sobie Street Fightera. Mam KI i niczego więcej nie potrzebuję.[GULASZ #40 – #41]

Wyróżnienie specjalne im. „Homopropagandy”, dla Gry z Najlepszą Zmyśloną Fabułą od Czasu RE

gry2014b

A teraz przechodzimy do wyróżnień przyznawanych grom, na które czekam. Jestem absolutnie przekonana, że w Metal Gear Solid V: Phantom Pain nie zagram ani pół minuty. Co oczywiście w żaden sposób nie stoi na przeszkodzie, bym na jakąkolwiek wzmiankę o dacie premiery zaczęła jarać się jak pochodnia. Głównie dlatego, że Ground Zeroes ostatecznie udowodniło, że król skradanek może być tylko jeden, a ja świetnie się bawię kibicując zwinięta w kłębek na fotelu i trzymając się od pada na bezpieczną odległość. Chociaż po prawdzie najbardziej czekam na pokręconą fabułę, która ma potencjał na stanie się najlepszym Zmyślonym Romansidłem od czasu nieodżałowanego RE. Tak więc jasne, że będą pieski, superszpiedzy, panie w bieliźnie i usiłujący grać Pusiek biegający po planszy jak kot z pęcherzem, ale będzie też nasz własny scenariusz (mój i Siostry), którego nie powstydziłaby się „Moda na Sukces”. Potrzebuję tej gry na wczoraj.

Łzy PSowców czyli wyróżnienie specjalne dla Gry, w Którą Jakże Mi Smutno, Że Nie Zagrasz

gry2014c

Chociaż powyższy tytuł może brzmieć jak wbijanie szpileczek (nie mogłam się powstrzymać po miesiącach uszczypliwości od PSiarzy) to jednak jest mi autentycznie przykro, że fani Lary, którzy znaleźli się po przeciwnej stronie barykady będą musieli obejść się smakiem. Co oczywiście nie zmienia faktu, że ja cieszę się jak norka na Rise of Tomb Raider, czyli To Czym Powinno Być Uncharted A Nie Jest. A jeśli musiałam za to przechandlować Street Fightera? So be it. Reboot przygód Lary Croft to dla mnie idealny dowód na to, że „filmowość”, której tak nienawidziłam w Uncharted da radę wziąć na smycz gdy ma się ciekawą fabułę i sympatyczną bohaterkę, a zabijanie hord wrogów w grze teoretycznie eksploracyjnej może być świetną zabawą o ile da się graczowi łuk. Jeśli dodatkowo szumne zapowiedzi o powrocie sekwencji zręcznościowych i rozległych grobowców okażą się prawdą to jestem absolutnie przekonana, że dostaniemy najlepszego Tomb Raidera od lat. A Lara wreszcie pokaże pewnemu bucowi, kto rządzi w grach przygodowych. Tak więc smutno mi, że nie zagrasz. Będę o Tobie myśleć świetnie się bawiąc.

I to by było na tyle kochani. Kolejne 10NAj już za rok. Oby dobrych gier było jak najwięcej, złych jak najmniej i by Wasz portfel dzielnie zniósł kolejne 365 dni. Trzymajcie się cieplutko!