Kosmate Myśli

Ty też jesteś rasistą

Marzec 14, 2015 — by Pusiek22

main

Kosmate Myśli

Ty też jesteś rasistą

Marzec 14, 2015 — by Pusiek22

Dzisiejszy wpis sponsorują ponury filmowy Aquaman, chude rączki Wonder Woman, Twoje własne headcannony i Social Justice Warriors. Bo właściwie gdzie kończy się zwykła ludzka krytyka, a zaczyna brzydkie obgadywanie? Czy mamy prawo wszystko komentować? Czy są tematy, przy których powinniśmy siedzieć cicho? I kto decyduje gdzie przebiega cienka granica między paskudnym słowem na „r”, a osobistymi preferencjami? Czy powinniśmy bać się każdej dyskusji o powierzchowności czy może przestać udawać, że wszystkim nam podoba się to samo i w tym samym stopniu?

Zanim dojdziecie do wniosku, że podobną notkę napisałam już jakiś czas temu (Kup sobie prawo głosu) szybciutko Was uspokoję, że dzisiaj tylko z pozoru podejmę podobny temat. Owszem, pewnie znowu zaczniemy w tonie wyważonej dyskusji, a skończymy płomiennym rantem, ale tym razem skupimy się na innej kategorii krytyków. Judaszy Twojego własnego fandomu, którzy przy pierwszej lepszej okazji przykleją Ci łatkę rasisty i mizogina. W imię wojny o lepsze jutro oczywiście. To dokładnie te osoby, które za każde słowo krytyki postanowią założyć Ci knebel na usta utkany z paskudnych łatek, z którymi nigdy nie chciałbyś być kojarzony. Z widelcem na barykady!

Sprawa Aquamana

Jak może wiecie, „Aquaman” to mój obecnie ulubiony komiks superbohaterski. Czekam na każdą ostatnią środę miesiąca, subskrypcję na Comixology mam zamówioną od kilkunastu miesięcy, ulubione numery trzymam na komórce, wypatruję fajnej koszulki na Society6 i ogólnie nieskromnie powiem, że sama siebie zaliczam do dość core’owego fandomu Króla Atlandyty. Przy tym wszystkim nie przepadam za stylem mrocznych ekranizacji Zacka Snydera (łapcie recenzję Człowieka ze Stali), nie podoba mi się Jason Mamoa (ale bez przesady, to nie Chris Pine), a pomysł nakręcenia Aquamana na ultrapoważnie zakrawa mi na zbrodnię przeciw popkulturze. Ale jako, że w głównej roli obsadzono aktora o kolorze skóry innym niż biały, a moim fancastingiem zawsze był i zawsze zostanie wysoki blondyn (Nikolaj Coster-Waldau) to znaczy że jestem rasistką. Do tego stopnia, że każdy mój argument odbijany jest mi w twarz bez jakiegokolwiek innego słowa komentarza niż wyraz na „r”.

rasizm2
Nikolaj Coster-Waldau czyli mój wymarzony Arthur Curry. I nie, mówiąc to głośno nie uważam, że obrażam kogokolwiek.

Zatrzymajmy się na chwilę. Oczywiście, że rasizm to problem. Oczywiście, że nie tylko ludzie o białym kolorze skóry potrzebują reprezentacji. Oczywiście, że reżyser ma swoją wizję i oczywiście wreszcie, że nic nie stoi na przeszkodzie, by do roli zaangażować po prostu dobrego aktora, a nie aktora o określonym kolorze skóry. To wszystko prawda. Tylko, że moja krytyka nawet nie ociera się o te zagadnienia. A mimo to zostaje zbyta oskarżeniami najcięższego kalibru. Chyba w popkulturze coś poszło bardzo nie tak. Zresztą oceńcie sami na ile dyskryminuję mniejszości mówiąc, że:

  • „Aquaman” to kolorowy, przygodowy komiks, opierający się na dziwacznym, pokręconym świecie, w który nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy. To opowieść, w której morskie ludki jeżdżą na krabach, albo w zaprzęgach ciągniętych przez narwale, gdzie istnieje Atlantyda, a Główny Zły nosi nocnik na głowie. Jak TO pasuje do plakatu (patrz nagłówek)?! I jak TO można przerobić na ultrapoważną „badassiarską” fabułę?! Na samą myśl robi mi się słabo. Odpowiedź SJW: Jesteś uprzedzona przeciwko wprowadzeniu polinezyjskiego folkloru do scenariusza. Serio?!
  • Aquaman to w sumie miły facet, który próbuje z jednej strony ratować świat, z drugiej przewodzić prastarej cywilizacji, z trzeciej być dobrym mężem. Dlaczego ten w gruncie rzeczy poczciwy chłop na plakacie wygląda jak Attyla Wódz Hunów i kolejne skrzywdzone dziecko Batmana w jednym?! Odpowiedź SJW: Przeszkadza ci Mamoa, bo nie jest biały. Litości! Aquaman mógłby być i dla mnie różowy w fioletowe ciapki tak długo jak byłby Aquamanem, a nie nieślubnym dzieckiem Namora z Kalem Drogo. I tak, Jasona Mamoę można naprawdę wystylizować inaczej niż w dredy i eyeliner.
sjw3
Aquaman… tzn. tfu, pomyliłam uniwersum.

 

  • Skoro przy stylizacji jesteśmy. Filmowy Aquaman przypomina mi tę inkarnację komiksowego. A to dokładnie ta, której nie chcecie widzieć na ekranie. Nigdy. Nawet jakby dopłacali do biletów. W którymś miejscu moja tolerancja na Snyderyzm się kończy. I przebiega ona właśnie tutaj. Odpowiedź SJW: Przeszkadzają ci rytualne tatuaże ludności polinezyjskiej. Tak sobie tłumaczcie, że to w tatuażach jest problem, a nie pełnym angstu wcieleniu superbohatera, którego lepsza wersja dosłownie leży pod nosem.
  • Do tak wyglądającego Aquamana nie pasuje mi absolutnie żadna Mera, która nie wygląda jak Czerwona Sonia. I nie mówię tutaj tylko o mojej wymarzonej Jessice Chastain, ale ogólnie o tym, że tak wyglądający bohater naprawdę nie potrzebuje by ktokolwiek walczył u jego boku. A już na pewno nie wygląda jak ktoś, kto regularnie jest ratowany przez swoją własną żonę. „Aquaman” bez Mery, albo z Merą pełniącą rolę ozdobnika to zbrodnia. Odpowiedź SJW: Przeszkadza ci to, że Mera będzie polinezyjską kobietą. Nie moi drodzy, przeszkadza mi to, że nawet jeśli gdzieś pojawi się w fabule to nie spełni w niej roli większej niż Seksowna Zabójczyni, albo Piastunka Ogniska Domowego. Trochę jednak ból.
rasizm4
I pomyśleć, że mogliśmy mieć Jessicę Chastain w filmie superbohaterskim…

 

  • Nie lubię gry Jasona Mamoa. Po prostu. Kochani SJW nie odpowiadajcie. Tak, wiem. Bo jestem rasistką.
  • Wreszcie argument z jednej strony najbzdurniejszy z drugiej najtrudniejszy do obalenia. Zaprezentowany Aquaman nie podoba mi się jako kobiecie. No po prostu totalnie nie wpada w moje seksualne gusta, zdarza się. Szkoda, bo komiksowy to mój niekwestionowany Mister Multiversum DC. Może gdyby zatrudnili Nicolaja i Jessicę… I w tym momencie dyskusji zostaję zazwyczaj zrównania z ziemią. Pół biedy gdyby były to argumenty w stylu „masz pecha” (głównie dlatego, że „no mam” i „no wiem”), ale zazwyczaj dowiaduję się, że jestem rasistką bo preferuję jeden typ mężczyzny nad drugim. Wizualnie. Pora znaleźć sobie inną planetę.

Sprawy takie jak ta z filmowym Aquamanem zawsze przypominają węzeł gordyjski bo nakładają się w nich problemy kultury popularnej, ludzkie gusta i przyzwyczajenia, a wreszcie zwykle oszołomstwo tych, którzy może nie są najliczniejsi, ale na pewno potrafią głośno krzyczeć. Nie próbuję Wam wmawiać, że każdy głos warto wysłuchać, że w każdej wypowiedzi znajduje się racja i że ludzka opinia jest tylko opinią. Problem jest jednak taki, że niektóre części fandomu reagują histerycznie na jakąkolwiek formę krytyki wrzucając do jednego worka autentycznie zacietrzewionych rasistów i ludzi, którym nie podoba się casting. Dla mnie te wszystkie wyolbrzymione reakcje i nerwowe pokrzykiwania na zupełnie niewinne „nie wyobrażam sobie Aquamana, który nie jest blondynem” to nic innego jak wylewanie dziecka z kąpielą. Paradoksalnie taki szum prowadzi do rozmycia pojęcia rasizmu i jego osłabienia. Okalecza dyskusje kneblując wszystkich tych, którzy nie chcą mieć nic wspólnego z krzywdzącą łatką. Świat trzeba zmienić. Wciąż daleka droga przed nami. Nie spychajmy z niej tych, którzy maszerują w tempie innym od naszego.

Sprawa Wonder Woman

Kilka dni temu internet obiegły zdjęcia Gal Gadot ćwiczącej na siłowni i przygotowującej się do roli Wonder Woman. Sieć zaraz została zalana oceanem komentarzy oceniających jej tężyznę fizyczną. Jak można się domyślić część z nich prezentowała poziom rowu mariańskiego, część wymieniała aktorki lepiej pasujące do roli, część wreszcie stanowiła wyraz osobistych preferencji względem muskulatury Królowej Amazonek. Tym razem wszyscy powyżsi zostali wrzuceni do worka z napisem „mizoginia”.

rasizm5
Ja ogólnie stoję gdzieś z boku, bo moją wymarzoną Wonder Woman jest Charlize Theron

Podczas mojego dość neutralnego stwierdzenia, że wolę WW w rozmiarze 40 (napakowanej Herod-Baby nie znoszę równie mocno co Wiotkiej-Mimozy) usłyszałam, że oczywiście, tylko kobiety poddaje się tak surowej ocenie wyglądu. Co nie do końca jest zgodne z prawdą, bo przypomnijcie sobie ile rozmów było o tym, że Raynolds jest za przystojny na Deadpoola, Bale za brzydki na Batmana czy Pratt za gruby na Star-Lorda. Tak moi drodzy działa popkultura. Komentujemy wszystko. Zestawiamy kanon obrośnięty własnymi wyobrażeniami z rzeczywistością i porównujemy każdy centymetr, w którym odstaje od naszej normy. Tym żyjemy, bo hej, cykl producencki wyczekiwanych blockbusterów jest tak niemożebnie długi, że po prostu musimy mieć o czym dyskutować przez długie miesiące jakie przyjdzie nam spędzić między zobaczeniem pierwszego plakatu, a wycieczką do kina. Jasne, że niektóre z tych dyskusji przypominają poziom rynsztoka, ale tak długo jak będziemy do niego wrzucać wszystkich stojących w opozycji do Jedynej Słusznej Wizji tak długo nie osiągniemy reprezentującej wszystkich w równym stopniu popkultury, o którą wszyscy walczymy.

Rok 2084

Ja też chcę, żeby na ekranie było więcej kobiet i POC. Ludzi o różnej orientacji, w różnym wieku i o różnej budowie ciała. Hollywood naprawdę zbyt długo było białym mężczyzną. Z tym, że naprawdę nie tędy droga. Wrzeszczenie ludziom do ucha, lub histeryczne wbijanie im do głowy własnych przekonań przynosi odwrotny skutek. Zamyka dyskusje. Sprawia, że pewne tematy stają się „śliskie”, zakazane, takie które z zasady lepiej omijać. W efekcie z debaty wycofują się głosy neutralne, bo zrównanie ich ze skrajnym ekstremizmem za użycie jednego niefortunnego zdania, albo kulturalne wyrażenie własnych przekonań, sprawia że obojętnieją na temat, albo co gorsze stwierdzają, że może w tych inwektywach coś jest i zaciągają się do radykalnego obozu. To nie tak powinno wyglądać. Kij jeszcze nigdy nie wygrał z marchewką.

rasizm6
Ostatecznie co jest złego w fan castingach? Albo w stwierdzeniach, że woli się kanon? Chyba najwyższa pora zrobić sobie urlop od Tumblr.

Spiszmy na straty ekstremistów. Do nich nigdy nie trafimy. Zainteresujmy się siedzącym na barykadzie środkiem. Wysłuchajmy jego zdania, zapytajmy o opinię, wytłumaczmy własną. Nawet jeśli jest za wcześnie na jakiekolwiek deklaracje, zasiejmy wątpliwości. Nie każdy musi przyznać nam rację dokładnie w tej chwili. Nie używajmy słów najcięższego kalibru tak jak nie strzelamy z armaty do muchy. Za każdym komentarzem odnośnie czyjejś muskulatury może stać po prostu uwielbienie do kanonu, za stwierdzeniem, że aktor nie pasuje do roli coś więcej niż kolor skóry. Nawet za dość infantylnym: „nie wyobrażam sobie czarnoskórej postaci X” może chować się autentyczna chęć zmian. Nie wprowadzajmy terroru milutkich komentarzy pod każdym newsem o obsadzeniu, którejś z mniejszości w głównej roli. Nie wołajmy „pożar” widząc zapaloną zapałkę. Jeśli chcemy aktorów o innym kolorze skóry niż biały traktować przede wszystkim jak ludzi to dopuśćmy możliwość krytyki ich powierzchowności. Tak zwyczajnie i po prostu. Pozwólmy fanom kulturalnie stwierdzić, że ich idealna heroina, którą wyobrazili sobie w głowie wygląda jednak inaczej. Że wystylizowanie ich ukochanego bohatera na kolejnego klona jednej postaci to pójście na łatwiznę. Rozmawiajmy. Milcząc jeszcze niczego nie zmieniliśmy.

Słowo na „r”

Podsumowując, fandom nie zawsze jest milutki. Potrafi być straszny, niesprawiedliwy i okrutny. Ale tak długo jak będziemy widzieć w ludziach to co dobre, a nie to co złe, tak długo możemy dyskutować. Nie wzruszajmy ramionami, albo nie odpyskowujmy inwektywami za każdym razem gdy trafimy na kogoś kto nie rozumie idei reprezentacji. Nie odwracajmy się plecami od kogoś kto przyzna się, że jego headcanon wygląda trochę inaczej. Bądźmy cierpliwi i wyrozumiali. Dostrzegajmy różnice i cieszmy się nimi, zamiast zamiatać je pod dywan. Jeszcze daleka droga przed nami. Umilmy więc sobie podróż jak tylko się da.