Kosmate Myśli

Nie jesteś pępkiem świata

Czerwiec 20, 2015 — by Pusiek32

main

Kosmate Myśli

Nie jesteś pępkiem świata

Czerwiec 20, 2015 — by Pusiek32

Raz na jakiś czas muszę spuścić trochę pary z wentylka. Na swój własny sposób, zazwyczaj dopiero wtedy gdy pierwsze kontrowersje przeminą. Nie wiem czy jest sens pisać, o tym o czym napisali wszyscy, ale z drugiej strony skoro już mam swój kawałek sieci to nie widzę powodu, by moje frustracje w sobie kisić. Jeśli nie chcecie czytać tej wybitnie subiektywnej, flejmogennej notki – nie obrażę się. Zawsze możecie po prostu poszukać kolejnego posta o alkoholu. A jeśli dalej jesteście ze mną to zapnijcie pasy. Nie gwarantuje, że zawsze będzie z sensem, ale będzie z całą pewnością szczerze. Bo musimy to sobie raz na zawsze powiedzieć. Nie jesteśmy pępkami świata.

NIE JESTEŚ WAŻNIEJSZY OD INNYCH

Jak może wiecie (jeśli nie to Wam zazdroszczę) jakiś czas temu przez internet przetoczyła się burzliwa dyskusja na temat braku postaci o kolorze skóry innym niż biały w grze Wiedźmin 3. Oczywiście od razu z jednej i drugiej strony barykady podniosły się głosy świętego oburzenia. Jedni rzucali paskudnymi słowami najcięższego kalibru (czego osobiście nienawidzę), drudzy wykopali wilcze doły, okopali się na swoich pozycjach obronnych i rozpoczęli walkę pod sztandarem czystości kanonu. Wbrew pozorom nie chcę pisać o tym dlaczego reprezentacja w popkulturze jest ważna (bo umówmy się, lepiej niż Misiael to o tym nie napiszę), ani nawet o tym dlaczego szafowanie pewnymi określeniami szkodzi jakiejkolwiek merytorycznej dyskusji (bo już to kiedyś zrobiłam). Nie chcę nawet pisać polemiki do tekstu Salantora, mimo że kilka zaprezentowanych w nich poglądów mam zamiar tutaj omówić. Po prostu chcę Wam pokazać, że chorobliwe bronienie dzieł popkultury jest nie mniej durne niż doszukiwanie się wszędzie przejawów świadomej dyskryminacji, bo wiecie może jestem naiwna, ale jestem zdania że większość wpadek bierze się ze zwykłego braku pomyślunku, a nie w pełni intencjonalnej chęć dokopania jakiejś grupie społecznej. Ludzie! Troszkę empatii! Nauczcie się patrzeć troszkę dalej niż skraj własnego tyłka!

pepek2
Zdjęcia samoyedów bo są białe i puchate. Wszelkie podobieństwo do Puśków jest totalnie przypadkowe.

Bo tak jak domagam się zaprzestania nazywania mnie rasistką tylko dlatego, że nie podoba mi się Khal Drogo – Aquaman, tak samo nie podoba mi się deprecjonowanie odczuć pewnych ludzi tylko dlatego, że nie są zgodne z naszymi przekonaniami. Jestem w stanie zrozumieć, że biały mieszkaniec Europy początkowo nie widział problemu w kwestii reprezentacji mniejszości etnicznych w Wiedźminie. Zrozumiem nawet gdy stwierdzi, że to nie jego problem, gdy powie, że mu to nie przeszkadza. Ale gdy słyszę histeryczne głosy palladynów kanonu zbywające każdą jedną uzasadnioną (!!!) uwagę mniejszości jakimś głupim tekstem, albo kretyńskim argumentem to nóż mi się w kieszeni otwiera. Chcecie przykładu? Ot wracając jeszcze na chwilę do Wiedźmina 3, koronnym argumentem obrońców gry jest to, że przecież w jednej misji można spotkać czarnoskórego sukkuba. Nie ważne, że sam główny bohater mówi o nim otwartym tekstem per „potwór”, że sukkub to pół człowiek-pół koza. Ważne, że przecież w tej monumentalnej grze mamy jedną postać o niebiałym kolorze skóry. Tadam! In your face, wszyscy podnoszący kwestie etniczności NPCów. Macie kontrprzykład, problem nie istnieje. Od siebie dodam, że do tej wyliczanki dorzuciłabym jeszcze biesa, gobelin na ścianie i Czarną Marę. Jak szaleć to szaleć.

WSZYSCY SIĘ UCZYMY

Widzicie, tak naprawdę nie oczekuję wiele. Wszyscy pochodzimy z różnych środowisk, mamy inne doświadczenia, inny gust, inny próg wrażliwości. To nie jest tak, że każę komukolwiek analizować wszystkie dzieła popkultury, albo skreślić je za jakiś błąd. Wkurza mnie jedynie jakiś chorobliwy strach przed analizą, jakaś dzika fobia przed krytyką. Bo widzicie, ja naprawdę rozumiem, że nie wszyscy widzą w dziełach kultury te same problemy. Tylko, że w tym momencie jedyną logiczną reakcją jest stwierdzenie „ok, nie pomyślałam o tym, rzeczywiście grupa XYZ może to tak odebrać i dla niej to może być problem” zamiast tworzenia mętnych polemik i taśmowego produkowania sofizmatów. I nie ważne czy mówimy tutaj o czarnoskórych w Wiedźminie czy gwałtach w Grze o Tron.

pepek3

Zanim uniesiecie kopie i zasłonicie się wolnością artystyczną twórcy jak tarczą, powiem Wam tylko że nigdy ten argument do mnie nie trafiał. Nie widzę znaku równości między uzasadnioną krytyką, a cenzurą i nie uznaję istnienia dzieł bez wad. Powiedzmy więc to sobie jeszcze raz. Może Wam się podobać dzieło realizujące niektóre tematy w sposób powiedzmy to „wątpliwy” i nie świadczy to źle o Was samych. Ba! Nawet krytycy tego dzieła mogą je uznać ze obiektywnie dobre i wartościowe pomimo potknięć w kilku kwestiach. Więc dlaczego na litość boską każdy przejaw krytyki uważacie za jakiś atak na świętość, ostateczne bluźnierstwo czy przejaw w najlepszym wypadku niekompetencji a w najgorszym cenzury? Pozwólcie na chwilę, że zacznę tu wygłaszać truizmy, ale krytycy nie krytykują dla samej radości „dokopania” komukolwiek. Oczywiście nie mogę się tutaj wypowiadać za wszystkich, ale wierzcie mi, że przynajmniej część z nich ma poczucie misji. Zależy im. Żeby gra była jeszcze lepsza, żeby popkultura ewoluowała, a nie mieliła w kółko zgrane tropy, żeby kolejni artyści mieli łatwiejszy start i mogli uczyć się na błędach swoich poprzedników. To nie jest żaden „dyktat oburzonych”, żadna forma cenzury, żaden knebel nałożony na twórców.

Oczywiście w tym momencie powinniśmy odnieść się do skrajnych pieniaczy, ale umówmy się, że nie będziemy zajmować się rozhisteryzowanymi hejterami z obu stron barykady. Ich i tak nie przekonamy, im nie wytłumaczymy. Jedyne co nam pozostaje to liczyć na to, że kiedyś sami zmądrzeją. Chwilowo obchodźmy ich szerokim łukiem.

test własnego tyłka

Wiecie, w pewnym sensie mnie to fascynuje. Ten odwrót od zdroworozsądkowej logiki i jakaś ślepa forma okopania się na zastanych pozycjach. Ten stan, który wielu każe pisać mętne polemiki zamiast z pokorą stwierdzić: „rzeczywiście nie pomyślałem o tym, dla Ciebie to może być problem”. W którym łatwiej stwierdzić „durni SJW znowu się o coś rzucają” zamiast spróbować postawić się w skórze innego człowieka i chociaż spróbować spojrzeć na sprawę z jego strony.

pepek4

Żeby nie było, że piszę palcem po papierze przeanalizujmy kilka afer ostatnich miesięcy. Jakiś czas temu DC w ramach świętowania 75-lecia powstania postaci Jokera postanowiło wypuścić na rynek kilka specjalnych wariantów okładkowych. Jak można przypuszczać, jedne z nich były lepsze, inne gorsze, jedne bardziej pasowały do komiksu inne mniej. Trafił się też wariant z Batgirl, w najlepszym wypadku skrajnie problematyczny. Nie tylko dość wyraźnie nawiązywał do komiksu Killing Joke, w którym Joker okaleczył (a możliwe, że i zgwałcił) Barbarę Gordon, dodatkowo stawiał Batgirl w pozycji ofiary i pasował do radosnego, kolorowego wnętrza komiksu jak pięść do nosa. Fani Barbary (i nie tylko) rozpoczęli kampanię mającą na celu zmianę okładkowego obrazka, a w końcu DC jak i sam autor przyznali im rację wycofując grafikę z oficjalnego obiegu. Ze wszystkich stron podniosły się głosy o cenzurze, feminazistkach i biednych twórcach zmiażdżonych pod obcasem SJW. Oczywiście, jak możecie słusznie przypuszczać, najgłośniej krzyczeli ci, którzy Batgirl nie kupują i którzy o całej sprawie dowiedzieli się z internetu. Więc jak sami wiecie, ich głos uważam za wyjątkowo mało ważny. Odkładając jednak sarkazm na bok. Czy rzeczywiście zmiana okładki to przejaw niezdrowego trendu w popkulturze? Ani trochę. Po pierwsze pamiętajmy, że wielkie wydawnictwa tworzą dla fanów. Koniec, kropka. Jeśli ktokolwiek uważa, że Marvel czy DC to organizacje charytatywne to niech jak najszybciej zleci ze swojej chmurki na Ziemię. To twórcy kultury masowej, takiej która ma trafić do jak najszerszego grona odbiorców. Nie zależy im na kontrowersjach i unikają ich jak ognia. To nie znaczy, że nie popełniają błędów, ale wierzcie mi naprawdę nikt nikogo do niczego nie zmusił. Ludzie wyrazili swoją dezaprobatę dla okładki, mądre głowy w centrali przeliczyły na ile to się sprzeda i stwierdziły, że gra jest nie warta świeczki. Po drugie, sam twórca nie jest jakąś nieomylną boską istotą i im szybciej wszyscy zdamy sobie z tego sprawę tym lepiej. Pisarze, aktorzy, scenarzyści czy wreszcie komiksowi rysownicy też popełniają błędy. I czasami tworzą coś co w teorii wyglądało super, a w praktyce okazało się dalekie od ideału. Im szybciej zrozumiemy, że samym aktem tworzenia i wypuszczenia swojego dzieła w świat twórca nie kupił sobie magicznej kolczugi chroniącej go przed krytyką (+10 do lansu) tym lepiej.

pepek5

Bo widzicie, kultura, a szczególnie jej masowa odmiana to zawsze był dialog. Nie ważne czy piszecie bloga, czy publikujecie książki, czy rysujecie komiksy – w momencie, w którym zdecydujecie się pokazać je światu, musicie być pewni, że nie będą podziwiane z daleka i przez szybkę, ale że ktoś prędzej czy później przeprowadzi na nich wiwisekcję. Jeśli nie potrafisz znieść krytyki, pisz do szuflady. To jedyne wyjście. I zanim mnie zakrzyczycie, że przecież czasem krytyka potrafi ocierać się o hejt, powiem Wam tylko, że to nie o hejt chodzi. On był, jest i będzie czymś daleko rozłącznym od merytorycznej analizy i wyważonej krytyki. I to nie o hejcie jest ta notka. Wracając jednak do meritum tego akapitu. Krytyka dzieła nie jest krytyką autora, a zmiana jego kontrowersyjnych aspektów nie jest automatyczną porażką twórczej wolności i zwycięstwem cenzury. Naprawdę nie wszystkim trzeba się dzielić ze światem.

NOWE LEPSZE JUTRO

Zapytam Was wprost. Naprawdę wierzycie w to, że jeśli będziemy głośno wyrażać nasze niezadowolenie to trwale zmienimy popkulturę i stworzymy jakąś dziwną komunę, w której autorzy będą siedzieć pod miotłą i bać się wychylić z jakimś kontrowersyjnym tematem? A może po prostu wszystko jest kwestią realizacji, delikatności i wyczucia? Może nie ma tematów zakazanych per se, a istnieją po prostu pewne motywy, które powinny zostać raz na zawsze porzucone?

Pytam na serio, bo rozpaczliwy argument w stylu: „czy chcecie żeby tak wyglądała popkultura!!!oneone!!” napotykam prawie przy każdej dyskusji. I zawsze mam ochotę wrzasnąć wtedy, że tak, właśnie tego chcę. Utworów, które mnie nie obrażają, twórców, którzy biorą pod uwagę moje zdanie. Bo za to do cholery im płacę. I zanim roztoczycie przede mną jakąś straszną wizję jak np. z tej kretyńskiej wypowiedzi z której wynika, że pewnych grup nie można „obrażać”, zapytam Was o jedno: pod jakim kamieniem siedzieliście przez ostatnie kilka lat? Jakoś nie przypominam sobie, żeby Ripley z każdej potyczki z Obcym wychodziła nienaruszona, żeby Sarah Connor jakimś magicznym sposobem nigdy nie dostała po gębie, żeby Furiosa przez cały film wyglądała jakby wyszła spod prysznica. Jak widzicie chcemy i możemy cieszyć się dziełami nie stroniącymi od przemocy skierowanej przeciwko bohaterkom. Świat nie jest czarno-biały i nie przebiega w nim prosty podział na linii, albo zostaje tak jak jest, albo słodkie pierdzenie w stołek. Każdy temat jest do zrealizowania. Ale nie w każdy sposób.

pepek6

Bo wiecie kiedy kobieta-słodka idiotka opowiada o wszystkich kobietach? Gdy jako jedyna znajduje się w filmie. I nie zżymajcie się teraz na głupie baby nie mogące oddzielić jednej durnej postaci od głosu w dyskusji o nich samych, bo to mechanizm, który funkcjonuje niezależnie od płci. Pamiętacie Ściganego i Stanisławę Celińską jako wredną Polkę, która nie chciała pomóc Harrisonowi Fordowi? To tylko jedna postać w długim filmie, ale czy przypadkiem nie pomyśleliście, że „tak Hollywood widzi Polaków”? A może pamiętacie aferę związaną z filmem Pokłosie? Opowiadającym o jakiejś jednej (dodatkowo zmyślonej) wsi? Może w duchu przybiliście piątkę Bogusławowi Lindzie, który stwierdził, że w Pokłosiu nie zagrał bo powinniśmy nakręcić 100 filmów, w których jesteśmy bohaterami na ten jeden, w którym wychodzimy na drani? Więc może następnym razem gdy usłyszycie głosy krytyki ze strony jakiejś grupy przypomnicie sobie o tym, że czasem sami możecie być tą grupą. I niby wszyscy wiemy, że to fikcja, ale ogląda Wam się to jakoś nie fajnie? Czy chcielibyście, żeby reszta świata wzruszała wtedy na Wasz widok ramionami czy może grzecznie stwierdziła, że rozumie, że to dla Was może być problem?  Może więc zamiast wyciągać z szafy miecz i tarczę i stawać w obronie jakiegoś dzieła, po prostu przeprowadzicie na nim „test własnego tyłka”? I grzecznie zamkniecie dziób.

PĘPKI ŚWIATA

Podsumowując, rozmawiajmy, analizujmy, dyskutujmy i krytykujmy. Ale na litość boską, dopiero wtedy gdy to jest tego warte. Nie malujmy trawy na zielono i nie wygłupiajmy się sofizmatami wtedy gdy sprawa jest oczywista. Nie zasłaniajmy się kanonem jak tarczą, ani nie rzucajmy oskarżeń najcięższego kalibru. Postarajmy się stanąć w skórze drugiej osoby zamiast bronić zastanego świętego porządku. Bo to nie jest tak, że nagle macie każde dzieło rozkładać na czynniki pierwsze lub doszukiwać się w nim kontrowersyjnych wątków na siłę. Po prostu zrozumcie, że dla kogoś innego to może być problem nawet jeśli Was bezpośrednio nie dotyczy. I na litość boską, przestańcie się wydurniać jak z tym nieszczęsnym sukkubem.

PS1. Na wypadek jakby Was korciło – nie, wcale nie uważam, że nie powinniśmy kręcić filmów jak Pokłosie. Ale jestem też daleka od stwierdzenia, że każdy który na tym filmie czuł się nieswojo jest antysemitą. Bo widzicie to o czym pisałam, działa w dwie strony.

PS2. Notka Salantora aż prosi się o skomentowanie kilku dalszych karkołomnych stwierdzeń jak to, że krytycy skupiają się wyłącznie na mainstreamowych przykładach negatywnych, ale nie mam już siły. Następnym razem.

PS3. Jeśli w odmętach bloga wyszukacie chociażby tę notkę, to powiem Wam tylko tyle. Tak, dalej uważam że jako ludzkość mamy większe zmartwienia niż kilka fikcyjnych postaci. Tak, dalej problem „skąpo ubranych kobiecych bohaterek” to nie jest mój problem. I tak, dalej mam gdzieś co bohaterka ma na sobie tak długo jak ma charakter. Ale nie mam zamiaru deprecjonować kogokolwiek, komu to autentycznie przeszkadza. Niech będzie, że dorosłam.