Kosmate Myśli

Czy Twoją branżę też mogę zniszczyć?

Wrzesień 18, 2015 — by Pusiek6

main

Kosmate Myśli

Czy Twoją branżę też mogę zniszczyć?

Wrzesień 18, 2015 — by Pusiek6

Świat jest pełen dobrych rad. Tych, które witasz z otwartymi ramionami, tych które łykasz jak gorzką pigułkę i tych, przy których masz ochotę przywalić komuś w zęby. Co obejrzeć? Co sobie odpuścić? Jak zmienić koło w samochodzie? Który klub fitness jest najlepszy i czy na pewno powinnam kupić te spodnie? Dzięki, może się na coś głupio nie natnę. I jeszcze kilka tych zgniłych jaj, których nikt nie chce widzieć na oczy, a którymi co raz częściej karmią mnie oświecone popkulturalne portale. Rób to i to, bo zniszczysz branżę i sama sobie będziesz winna. Gryźcie się wszyscy. Siedzimy w tym razem. I razem pójdziemy na dno. Tylko, że ja będę się przy tym świetnie bawić.

Jakiś czas temu pisałam, że dość mam podzielonego środowiska graczy. Do tego stopnia, że już nie czuję się jego częścią. Gram po swojemu, na własnych zasadach i zdecydowanie zbyt długo by musieć komukolwiek cokolwiek udowadniać. Nauczyłam się wszelkie wojenki omijać szerokim łukiem i nie przejmować najgłośniej krzyczącymi. Ale naprawdę nóż mi się w kieszeni otwiera gdy nawoływania do złapania za widły spoglądają na mnie z branżowych portali. Poniżej macie więc klasyczną notkę zrodzoną z wkurwu. Spowiedź Tej Która Psuje Branżę i ma przy tym dobrą zabawę. Drugie spojrzenie na Wasz zaminowany w okopie punkt widzenia. Nie musimy się we wszystkim zgadzać. Nie musimy się nawet rozumieć. Po prostu nie stawajmy po dwóch stronach barykady, skupiając się na drobnych, dzielących nas różnicach. Wszyscy kochamy grać. I niech nam to wystarczy.

(Ilustracje do wpisu sponsorują szczurki)

Preordery

Nie do końca wiem czemu niektórym tak przeszkadzają. Podobno dlatego, że wydawca widząc okrągłą sumkę zebraną z wcześniejszych zamówień zaczyna olewać proces produkcyjny i ma gdzieś to jakiej jakości okaże się finalny produkt. Serio? To znaczy wiecie, nie neguję faktu że ostatnio wyszło kilka spektakularnych crapów, ale czy na pewno dlatego że ludzie je preorderowali? A może dlatego, że projektem zarządzał ktoś niekompetentny, że terminy goniły, że firma chciała szybko napchać sobie kieszenie? Czy gra wyszłaby choć trochę lepsza gdyby nie była preorderowana? Nie sądzę. Oczywiście możemy jeszcze pochylić się nad Spiskową Teorią dziejów i stwierdzić, że nagonka na wczesne zakupy jest spowodowana histerią dziennikarzy, którzy w momencie gdy grę kupujemy nie zawracając sobie głowy ich światłą opinią czują się trochę jak kwiatek przy kożuchu. Albo nad tym, że po prostu ludzie troszkę gorzej sytuowani finansowo nie mogą znieść, że ktoś inny może sobie bez żalu zamrozić gotówkę na kilka miesięcy, a w końcu też chcieliby pierdołkowate dodatki z preordera.

branzunia3

Dlaczego lubię preordery: bo dostaję grę przed premierą. Bo mam pewność, że nie zabraknie dla mnie kopii. Bo jestem na tyle zabiegana, że naprawdę wolę poczekać na kuriera niż w dniu premiery biegać jak kot z pęcherzem. Bo preorderuję gry, które i tak bym kupiła nie patrząc na recenzje. Bo gdyby nie preorder, mogłabym o premierze autentycznie zapomnieć. Bo nie wierzę recenzjom, tak ogólnie i co do zasady. No i przede wszystkim nie wierzę w bajki o „psuciu branży”.

DLC

To już ogólnie jakaś paranoja. Podobno jeśli kupujesz DLC to jesteś frajerem i to przez Ciebie niezależne studia deweloperskie upadają, tworzą się plamy na słońcu i umierają szczeniaczki. Co najśmieszniejsze, jeśli wykażesz się nadludzką cierpliwością i poczekasz na edycję GOTY albo przynajmniej porządną wyprzedaż to możesz ograć DLC, a Twoja nieśmiertelna dusza pozostanie nieskalana. Serio, ja naprawdę rozumiem pesymistów miauczących o wyciętej zawartości. Ale niejako z natury szklanka jest dla mnie częściej w połowie pełna. Po prostu cieszę się dodatkowym rozdziałem historii, którą lubię. I nie, nie wierzę w czarne wizje przyszłości, w których za dwie godziny gry każą mi płacić 200 zł. No chyba, że to wizje w których wszyscy mielibyśmy odpowiednio więcej zarabiać.

branzunia5

Dlaczego lubię DLC: bo to po prostu kolejny odcinek czegoś co lubię. To jak opowiadanie autora, dobre fanfiction i epizod specjalny w jednym. Bo może jestem dziwna, ale kupuję DLC tylko do gier, które lubię i które chcę wspierać moimi pieniędzmi. Bo jestem niecierpliwa i dobrze mi z tym. Bo chcę mieć o czym pisać w Gulaszu.

Edycje kolekcjonerskie

Serio, rozumiem. Nie chcesz mieć śmiecia na półce, nie chcesz przepłacać, to wszystko i tak tylko przystawki do tego co najważniejsze czyli do GRY. Tak jestem frajer, tak daję się dusić jak cytrynka i tak nabieram się na reklamę. Ale serio tam ciężko zrozumieć, że ktoś może po prostu chcieć postawić sobie figurkę za szybką? Że dla kogoś cena za super-duper-edycję nie jest taka znowu wygórowana? Może po prostu przestańmy sobie zaglądać do portfeli zamiast snuć przepowiednie o tym jak to edycje kolekcjonerskie wyprą te standardowe, bo są podobno bardziej dochodowe. To wciąż jest margines zamówień. Bujać to my, ale nie nas.

Dlaczego lubię edycje kolekcjonerskie: bo jestem gadżeciarą. Bo nie wstydzę się mojego hobby. Bo lubię pokazywać wszystkim jak wygląda mój konik. Bo uwielbiam stawiać fajne rzeczy na półce, nawet jeśli miałyby zbierać kurz. Bo lubię pokazywać twórcom ulubionych gier, że stoję po ich stronie. I bo mój plastikowy Jensen czuje się samotny.

Blockbustery

Jasne, wszystkich nas już trochę męczą taśmowe produkcje podobne jedna do drugiej. Jasne, że doskonale wiemy, że oryginalność jest w innym zamku. Że artyzm, że wolność, że nietuzinkowość. No dobra, hipsterstwo trochę też. Ale wiecie, ja naprawdę nie sądzę, że między tymi dwoma światami zieje dziura nie do przeskoczenia. Albo grasz w kolejny symulator mordowania, albo chodzisz i oglądasz widoczki, zdecyduj się jak najszybciej, bo nie ma odwrotu. W końcu przecież w każdym może siedzieć i cham i artysta, każdy może mieć gorszy dzień, w którym tylko gry AAA wydają się wybawieniem, bo w końcu nie nam decydować czego inni oczekują od popołudniowej rozrywki. Zabijać piksele też lubię.

branzunia2

Dlaczego lubię gry AAA: bo mam plebejski gust. Wolno mi.

REMASTERY

Może naprawdę gdzieś istnieją ludzie, którzy po przejażdżce na zjeżdżalni wodnej spokojnie oddalają się do wyjścia bo wystarczy im wrażeń, albo tacy którzy są w stanie odmówić dokładki ukochanych maminych pierogów. Czółko. Samokontrolę opanowaliście do perfekcji. Należy Wam się order z ziemniaka. Ja niestety nie jestem takim mistrzem zen. Ukochane gry jestem w stanie przechodzić kilka razy pod rząd, a potem kupić remastera, by w wyższej rozdzielczości zafundować sobie więcej tego samego. I nie, nie myślę że z tego powodu cała branża zawali się jak domek z kart, bo w końcu przemysł filmowy wciąż jakąś przędzie.

Dlaczego lubię remastery: bo naprawdę w nie wszystko zdążę zagrać zanim skończy się generacja. Bo lubię gry, które lubię. Bo pierogi też wpycham w siebie w ilościach hurtowych i nigdy nie kończę na jednym talerzu. Raz się żyje.

Produkcje z FACETAMI w roli głównej

Wszystkie wiemy, że żeby coś zmieniło się w branży, w grach muszą zacząć pojawiać się protagonistki. I nie tylko ubrane jakby urwały się z imprezy BDSM i wijące się po podłodze w trakcie deszczu. Że kobiece bohaterki są po prostu fajne. Macie moje poparcie. Ale żeby było jasne. Nie kupię żadnej gry dla pustej idei, dlatego że jej bohater ma lub nie ma pary cyfrowych cycków. I już zupełnie na marginesie. Ja po prostu lubię grać facetami. Takimi bez koszulki jeszcze bardziej.

branzunia4

Dlaczego lubię grać facetami: bo jestem płytka jak kałuża. I tyle w tym temacie.

Czy Twoją branżę też mogę zniszczyć?