Kosmate Myśli

O tym jak zepsułam sobie filmy akcji

Kwiecień 9, 2016 — by Pusiek23

main

Kosmate Myśli

O tym jak zepsułam sobie filmy akcji

Kwiecień 9, 2016 — by Pusiek23

Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale czasem gdy widzę to co Hollywood robi z niektórymi rzeczami na temat których mam nieszczęście się znać, to ogarnia mnie pusty śmiech. I tak rechoczę za każdym razem gdy jakiś aktor jadąc konno skacze po siodle jak worek ziemniaków, albo gdy ekranowi informatycy przerzucają się bez ładu i składu technicznym żargonem, a każde kolejne zdanie przeczy poprzedniemu. I do pewnego momentu ta kolorowa, filmowa fantazja była nawet śmieszna, ot bzdurka zapewniająca masaż przepony i pełne uznania spojrzenia współoglądających gdy jednym tchem wymieniam co w danej produkcji poszło totalnie nie tak. Do momentu gdy zaczęłam trenować kickboxing i odkryłam, że nikt w filmach akcji nie potrafi walczyć. A ponieważ nie mam zamiaru cierpieć w samotności, pozwólcie, że i Wam zepsuję filmy akcji.

Na początek, zacznijmy od tego co jest małym druczkiem, żeby nikt nie toczył piany w komentarzach. Tak, dopiero zaczynam moją przygodę z kickboxingiem i tak, na skali między galaretą, a pewnym Jean-Claudem jestem zdecydowanie bliżej tego pierwszego (tak zwana Galareta Która Liznęła Trochę Techniki). Jeśli jednak taki świeżak w temacie jak ja, potrafi nawet podczas dynamicznych scen akcji, najczęściej filmowanych tzw. kamerą spod jajec wypatrzyć wszystkie opisane tutaj błędy, to wiedzcie, że jest źle. I już sobie wyobrażam jak dajmy na to taki Muhammad Ali ogląda filmy akcji i sika po nogach. Po drugie, wiem, że aktorzy to nie bokserzy, a zdecydowana większość społeczeństwa jednak nie lubi dostawać po mordzie (nie rozumiem czemu, ale szanuję). Ale wierzcie lub nie, większość z tych błędów dałoby radę prosto wyeliminować i to nawet bez kręcenia snuff movie i krwi chlustającej na kamerę. Po trzecie wreszcie, wiem, że kino rządzi się swoimi prawami, a większość akcyjniaków rozgrywa się w rzeczywistości alternatywnej, w której pistolety świecą przy wystrzale, człowiek ma 20 litrów krwi, a prawa fizyki są dla słabych. Skoro jednak i tak mówmy o psuciu filmów (albo i niepsuciu, bo czy komukolwiek przeszkadzają te świecące karabiny?) to możemy się czepiać detali. Po czwarte, niektóre filmy mają fajne sceny walki, nawet jeśli nie są zbyt realistyczne. Tych się nie czepiam (Wściekłe Pięści król!!!!). Tyle słowem wstępu.

filmyakcji2
A obrazki oczywiście sponsoruje King Bruce Lee Karate Mistrz!

Wpis zasponsorowała jedna scena z drugiego sezonu Daredevila, która jeśli chodzi o realizm walki była tak tragicznie słaba, że w pewnej chwili po prostu wybuchnęłam śmiechem, a moja Siostra miłosiernie zasłoniła mi oczy. A żeby nikomu nie spoilerować to powiem tylko, że chodzi mi o końcówkę odcinka 5, ostatnią scenę z retrospekcji. A teraz już lecimy z tym koksem. W punktach, bo wszyscy kochamy wyliczanki.

1. Czy nikt już nie umie trzymać gardy?!

Dobra, rozumiem. Nasz bohater jest tak zajebisty, że co go tam tak przyziemne rzeczy jak ochrona zębów przed spotkaniem z pięścią. Albo tak szybki, że może sobie trzymać łapy gdziekolwiek tylko nie przy twarzy, bo i tak go nikt nie trafi. Albo przeciwnicy tak skretyniali, że postanawiają ustawić się w kółku, atakować pojedynczo, a swoje ataki zapowiadać flarą sygnałową. Odłóżmy jednak to wszystko na bok i zastanówmy się czemu każdy hero ma taką awersję do trzymania gardy? W końcu garda to życie, garda to dobro (nawet jeśli cały czas dostajesz w pysk własną rękawicą). I ok, rozumiem że taka prawdziwa garda by nie przeszła bo nie za bardzo można by się wtedy było ponapawać błękitem oczu aktualnego amanta, ale na litość boską, cokolwiek! Byle nie zwiędłe rączki majtające się gdzieś w okolicach bioder, albo jakies wyjątkowo niedorobione ustawienie kończyn górnych, które aż się prosi o skomplikowane złamanie. No i na litość boską niech hero trzyma tę gardę zawsze, nie ważne że akurat kopie. Mała rzecz, a cieszy.

filmyakcji3

2. Macham jak cepem

W walce wbrew pozorom trzeba myśleć i to wcale nie mało. A połową sukcesu jest ukrycie swoich prawdziwych zamiarów i zaskoczenie przeciwnika. Co Hollywood radośnie ma tam gdzie światło nie dociera, bo bohaterowie machają łapami (nogami też) na prawo i lewo wołając do przeciwnika: „A-Teraz-Dostaniesz-Prawym-Sierpowym-Ty-Wstrętny-Draniu!”. I jasne, że to wszystko jest pochodną choreografii (żeby broń boże nikt w pysk nie dostał, bo jeszcze ubezpieczyciel nam zrobi wjazd na plan) i leniwego kręcenia sekwencji akcji, ale wierzcie mi, że jeśli widz na sali kinowej wie gdzie za chwilę uderzy bohater to tym bardziej wie to jego zaprawiony w boju przeciwnik. I uwierzcie mi na słowo, że z każdym kolejnym treningiem przesadne machanie łapami na ekranie zacznie Was śmieszyć coraz bardziej.

filmyakcji6

3. Salto, salto i jeszcze raz piruecik

Nie rozumiem, nie ogarniam, nie chcę żyć na tej planecie. OK, te wszystkie salta i pirueciki wyglądają całkiem efektownie, kaskaderzy (i kaskaderki) to fajne, wysportowane chłopaki (i dziewczyny), ale jaki sens ma kręcenie bączków podczas walki? Nie wiem do dziś. I już nawet pomijam prosty fakt, że ludzie jednak mają zazwyczaj skończony pasek wytrzymałości, który kiedyś się wyczerpuje, a każde bezsensowne salto to potencjalny cios trafiający w cel, którego bohater nie wyprowadził, bo postanowił się przypodobać publiczności. Ale takie kręcenie kółeczek dookoła zazwyczaj daje przeciwnikowi sporo czasu do namysłu i opracowania techniki (patrz punkt drugi). Nie jestem jakimś mistrzem (pamiętacie? Galareta!), ale jakby przyszło mi się zmierzyć z jakimś skaczącym salta gościem, w pierwszej chwili pomyślałabym że wariat, w drugiej zeszłabym mu z drogi, a w trzeciej pozwoliłabym mu tak skakać dookoła aż nie dostałby obustronnej kolki. Mniej, znaczy więcej. I tak, im więcej treningów zaliczycie tym bardziej kretyńskie pokazówki będą Was śmieszyć.

filmyakcji4

4. Rączki T-rexa

A to już dowód na czyste lenistwo, bo nawet ciosy trafiające idealnie w powietrze (pamiętajcie o ubezpieczycielu!) da radę wyprowadzić tak by nie wyglądały jak wyjątkowo paskudny atak skurczu (z tego miejsca pozdrawiamy Daredevila!). Wbrew pozorom dobre uderzenie to nie tylko ręka czy noga i nie tylko szybkość, ale ruch całego ciała, angażujący wiele mięśni i prawie całą masę walczącego. Tak więc nasz hero raczej nie powinien stać jak na szkolnym apelu i nie machać kończynami, a skręcać się, wyginać, uchylać i podnosić. Nie wymagam idealnej perfekcji (powiedziałam, to ja, Galareta!), ale na litość boską jakichkolwiek pozorów realizmu. Zresztą wierzcie mi, prawidłowo wyprowadzony cios wygląda o wiele efektowniej niż jakiś kopniaczek na odwal. No chyba, że kręcicie teledysk Taylor Swift, wtedy róbta co chceta.

filmyakcji7

5. Piękna i pachnąca wojowniczka

A skoro przy teledyskach Taylor Swift jesteśmy, pozwólcie że zalecę prywatą. Nie istnieje coś takiego jak piękna i pachnąca wojowniczka, która po pokonaniu dwudziestu chłopa wygląda jakby wyszła prosto od fryzjera i makijażystki. Wojowniczka może więc być piękna, ale przy okazji jeszcze śmierdząca, mokra, czerwona, rozczochrana i często zapluta (spróbujcie gadać z ochraniaczem na szczękę! I tak, jeśli go wyciągniecie na zewnątrz i przytrzymacie zębami to i tak skończycie z melą śliny na koszulce. Próbowałam). A czemu piszę tylko o kobietach? Bo filmowym walczącym facetom reżyserowie zazwyczaj pozwalają się przynajmniej spocić. Tak więc za każdym razem gdy zobaczycie bohaterkę, która wygląda tak że nie da rady rozpoznać czy wyszła z ringu czy zeszła z wybiegu, to wiedzcie, że ktoś tu robi Was w konia.

filmyakcji5

6. Zabiła nas rutyna

Nie jesteśmy dziećmi i wiemy, że do filmowych walk układa się choreografię, którą potem żmudnie się ćwiczy. Tak więc zdaję sobie sprawę, że wszyscy zaangażowani znają się jak łyse konie i pamiętają co mają robić i w jakiej kolejności. Ale kurcze, jeśli do ostatecznej wersji filmu trafia to ujęcie, w którym złole padają jeszcze zanim główny bohater zdąży machnąć ręką to coś jest serio nie tak. Nie dość że wygląda to beznadziejnie to do tego autentycznie kładzie całą scenę na łopatki i przenosi cały film w okolice kina klasy „Ź”. I jasne, że wprawione oko widzi więcej niż oko statystycznego zjadacza chleba, ale nie zmienia to faktu, że niżej podpisaną Galaretę irytuje jakieś 80% scen walki. Bo choreografia wyłazi z nich okrutnie i bezlitośnie dusi cały fun. Z tym, że tu chyba nie ma lekarstwa. Albo pozostaje CGI, albo (olaboga!) zrobienie ze sceny walki sportu potencjalnie urazowego. Co jak wiemy, wkurzy smutnego ubezpieczyciela.

filmyakcji8

7. Auć!

A o walce w obierających ciuchach już pisałam (choć w trochę innym kontekście). I pół biedy gdy naszego bohatera zaatakują gdzieś w najmniej spodziewanym momencie i nie za bardzo jest czas martwić się krwawymi pręgami w delikatnych miejscach. Mówię bardziej o tych wszystkich wariatach idących do boju z własnej i nieprzymuszonej woli w ciuchach, w których aż się proszą o ziazie i ałki. Na przykład taki Kapitan Ameryka. Nie musicie mi dziękować.

I to by było na tyle, mam nadzieję że nie zrujnowałam Wam filmów akcji zbyt mocno i że jeszcze mnie trochę lubicie. Ze swojej strony dodam tylko, że wpis pisałam za pomocą idealnie dwóch palców, bo na treningu naciągnęłam sobie coś w prawej dłoni. Sport to zdrowie.