Kosmate Myśli

Nie oddamy naszych kiecek!

Maj 29, 2016 — by Pusiek14

main

Kosmate Myśli

Nie oddamy naszych kiecek!

Maj 29, 2016 — by Pusiek14

Istnieje pewna szkoła, według której długą i wyczerpującą notkę dobrze zacząć od anegdotki. Niech tak będzie, zwłaszcza że akurat ta anegdotka dosyć dobrze koresponduje z dzisiejszym tematem. Tak więc… chodzę w dwóch różnych butach. To znaczy nie w tak całkowicie różnych, to po prostu jeden model zapinanych na rzepy Adidasów, w tym samym numerze z tym że prawy jest różowy, a lewy niebieski lub na odwrót, zależy jak najdzie mnie ochota. Bo widzicie kupiłam dwie pary identycznych butów, opatrzonych tym samym numerem katalogowym i o tym samym kroju, a jedynie różniących się tak mało istotnym szczegółem jakim jest kolor. I od tego momentu nie ma tygodnia, by jakaś zupełnie obca osoba mnie nie zaczepiła i nie uznała za stosowne skomentować mojego obuwia. Jeśli to nie jest ostateczny dowód na to jak koszmarnie zafiksowane na punkcie tego jak powinno się wyglądać jest nasze społeczeństwo, to już nie wiem co nim jest.

Warrior Princess

Jeśli miałabym powiedzieć dlaczego chodzę w jednym różowym Adidasie i jednym błękitnym, to powiedziałabym po prostu że tak mi się podoba. Poszłam do sklepu z zamiarem kupna wygodnych butów na rzepy (nie oceniajcie!), przyniesiono mi jeden model w dwóch kolorach, a ja jak ten Wiedźmin stwierdziłam, że akurat w tym wypadku wolę nie wybierać wcale i wyszłam ze sklepu z dwoma parami butów pod pachą. A czemu noszę je „na krzyż”? Może trochę jako manifest? Bo widzicie, koszmarnie mnie irytuje ta maniera samozwańczych strażników twojego ubioru, którzy za punkt honoru przyjęli sobie zgnojenie każdego kto chociaż troszkę odstaje od kanonu. Nie ważne czy ma tunele w uszach, bardzo krótką spódniczkę czy różnokolorowe buty. Mówiąc szczerze mam w nosie co myślą o mnie ludzie, których widzę raz w życiu.

kiecki2
Szykownie, dziewczęco, wygodnie? Nie dla wszystkich!

Dlatego też z cierpliwością anioła odpowiadam uśmiechem na wszystkie: „założyła pani dwa różne buty!” (@!#$% przecież wiem!), „muszę zapytać, czy to tak było czy ma pani dwie pary?” i „o różnych skarpetkach słyszałem, ale buty to pierwszy raz widzę!”. Psy szczekają, karawana jedzie dalej. Ale ostatnio dość mocno mnie uderzyło gdy grupka sporo młodszych ode mnie ludzi (gimnazjum maks) śmigając na rowerach koło mnie zawołała, że skoro noszę dwa różne buty to jestem odważna. I wiecie, albo ja czegoś nie rozumiem, albo odważni to są strażacy, ludzie skaczący na bungie i opiekunowie wijów w zoo (nie googlać!), a nie dwudziestoośmioletnia panienka w Adidasach na rzepy, bo nie chce jej się wiązać sznurówek. Zresztą nigdy nie uważałam siebie za osobę tchórzliwą, ale ze wszystkich swoich osiągnięć uważam, że zakładanie co rano butów jest tym z mniej spektakularnych (zwłaszcza jeśli do wyboru mam jeszcze kickboxing, z którego wychodzę cała w siniakach w kolorze burzowego nieba). Ale wiecie co mnie najbardziej zabolało? Że to wszystko powiedzieli mi bardzo młodzi ludzie, którzy powinni się buntować, bawić swoim wizerunkiem i przybić mi piątkę zamiast podziwiać jakiś mój rzekomy heroizm.

Bo widzicie, mam idealnie w nosie jak kto się ubiera. Nie przeszkadza mi ani pan w sukience, ani pani w smokingu, ani siwa jak gołąbek osoba w koszulce ze „Star Wars”, ani osoba z nadwagą w obcisłych ciuchach, ani człowiek z mnóstwem kolczyków. Ogólnie uważam, że poza pewnymi ścisłymi sytuacjami, mamy tylko to jedno życie i jeśli ktoś czuje się dobrze ubierając się czy stylizując w taki, a nie inny sposób to innym nic do tego. Niech więc sobie facet przyjdzie w sukience choćby i na pogrzeb, byleby to była skromna kiecka w ciemnych barwach. Żyj i daj żyć innym.

kiecki3
Supergirl to taki słodziak, że próby ubrania jej w zbroję podciągnęłabym pod zbrodnię przeciw ludzkości.

Przechodząc od tak zwanych dowodów anegdotycznych do popkultury, uważam że ta nasza ogólnospołeczna koszmarna fiksacja na punkcie tego jak powinno się wyglądać, to nudne i bezcelowe porównywanie do jakiegoś ogólnego wzorca najbardziej objawia się w nieustannych wojenkach o to jak powinny się ubierać kobiece bohaterki. A od z pozoru niewinnej batalii o spodnie na tyłku Wonder Woman już tylko krok do pewnego paskudnego słowa na „s”. Ale po kolei.

Tits & Ass

Jakiś czas temu przeglądając Tumblr (ja wiem, że to tylko wycinek internetu i do tego mocno specyficzny, ale dajcie mi rozwinąć) natrafiłam na obrazek przedstawiający redesign stroju Supergirl opatrzony komentarzem, że przecież żadna z nas nie poszłaby walczyć w kiecce (ekhem, śmiem się niezgodzić). Ogólnie na tym fanarcie biedna Kara wyglądała jak Henry Cavil w blond peruce i nie mówię tutaj o kresce jako takiej, bo ta była przyzwoita, a o tym że nastoletnią dziewczynę ubrano w zbroje wielkości szafy trzydrzwiowej z „S” na piersi, by biedna kryptonianka nie świeciła gołymi nogami. Dla wszystkich, którzy może się nie orientują, strój Supergirl w najbardziej klasycznej inkarnacji to niebieska bluzka z długim rękawem, czerwona spódniczka przed kolano, kozaki i peleryna. Nic specjalnie wyuzdanego ani nic co potrzebuje własnego pola grawitacyjnego, żeby się trzymać na miejscu. Ogólnie? Nuda. Poziom kontrowersji? Zero. A jednak mimo to ktoś stwierdził, że bluzka i spódniczka to seksizm i dziewczynę trzeba musowo wepchnąć w ciuchy, w których wygląda jak cosplayujący Supermana Thor. Seksizm? A czy to przypadkiem nie jest zupełnie na odwrót?

kiecki4
Jeśli chodzi o Supergirl to przyczepiłabym się tylko tych rozpuszczonych włosów. Nawet jazda na rowerze potrafi być z nimi upierdliwa, a co dopiero superbohaterskie rzemiosło.

Wróćmy na chwilę do tych wszystkich Świętych Argumentów™ obrońców komiksowych kobiet, którzy najchętniej wszystkie superbohaterki przebraliby w worki pokutne. Po pierwsze, to co pojawia się absolutnie zawsze, żadna kobieta z własnego wyboru nie ubrałaby kiecki idąc w ostateczny bój. I wiecie co, ani trochę nie uzurpuję sobie prawa do bycia głosem wszystkich kobiet, ale o ile z butów na wysokim obcasie rzeczywiście bym zrezygnowała i prawdopodobnie dałabym sobie spokój z rajstopami, o tyle nie rozumiem co ludziom przeszkadza w tych nieszczęsnych kieckach. Ale zresztą odczepmy się ode mnie. Popatrzmy na Serenę Williams, której chyba nikt nie odmówi ekstremalnej sprawności fizycznej. Umówmy się, jeśli jakiejkolwiek kobiecie na tej planecie jest najbliżej do Supergirl to właśnie Serenie. I teraz jak ta tenisistka wszechczasów wbiega na kort? Olaboga! W spódnicy! A do tego biega, skacze, serwuje, uderza, czasem nawet z poświęceniem ląduje na ziemi, a przy tym ma dokładnie gdzieś ile osób lub ile kamer podejrzy kolor jej majtek. I zanim powiecie, że spódniczki na tenisistkach to relikt dawnych czasów i element tradycji, to zastanówcie się przez chwilę czy przypadkiem Serena nie ma takiej pozycji, że gdyby naprawdę chciała mogłaby przyjść na kort w spodniach (zwłaszcza, że shorty są strojem jak najbardziej regulaminowym) i nikt by jej nie wyrzucił.

Może więc, uwaga uwaga łamię światopoglądy, po prostu niektóre kobiety lubią chodzić w spódnicach. Bo lubię swoje nogi, bo im tak wygodnie, bo chcą być modne i z pierdyliona innych powodów. Może więc to nie jest tak, że każda z nas spaliłaby stanik gdyby mogła? I zresztą, czy przypadkiem wpychanie superbohaterek w spódniczkach w regulaminowe spodnie nie zalatuje seksizmem? Wiecie, takim w stylu „ok, pogadamy z tobą, ale najpierw upodobnij się do faceta”. Zdejmij kieckę, załóż spodnie, zwiąż włosy. Ok, teraz można traktować się na równi. Czy przypadkiem takie podejście nie buduje fałszywych podziałów na kobiece-złe i męskie-dobre? Supergirl w spódnicy? Panie, z czym do ludzi. Ta sama postać w zbroi? No teraz dopiero możemy pogadać. I wiecie, może się mylę, ale czy w feminizmie nie chodzi o to by wszyscy ludzie byli traktowani jednakowo, a nie wyglądali jednakowo? Tak pod rozwagę.

kiecki5
Uważam, że wszystkie jesteśmy kobietami. Nie ważne czy spódnice nosimy codziennie, od święta, czy wcale.

Drugim z koronnych argumentów wszelkich redisgnerów, którzy z dobroci serca poubierają wszystkie superbohaterki w golfy, jest moje ukochane „żadna nie chce świecić golizną”. Objawiające się zresztą w wyjątkowo paskudnym komentarzu „wreszcie nie wygląda jak dziwka”, który zawsze pojawia się pod informacjami o nowych kostiumach kobiecych bohaterek. Zacznijmy więc od tego, że nienawidzę potępiania kobiet, które wybrały taki a nie inny sposób na życie. Kropka. A wracając do tych nieszczęsnych odsłaniających strojów, pozwólcie że znowu złamię światopoglądy, niektóre kobiety naprawdę lubią pokazać kawałek nogi, ramienia czy brzucha. I po raz kolejny, poza pewnymi ścisłymi przypadkami gdy to naprawdę nie wypada, dlaczego mielibyśmy rzucać się na nie z ręcznikiem i bohatersko zakrywać? Czy to naprawdę taki koszmarny dramat, że jakiś złoczyńca podejrzy kawałek majtek Supergirl? Śmiem wątpić. Zwłaszcza, że z własnego doświadczenia wiem, że w pewnym momencie podczas walki przychodzi taki poziom zmęczenia, że jest ci absolutnie wszystko jedno ile osób aktualnie ogląda twoją bieliznę. No i zastanówmy się czy to przypadkiem nie jest tak, że nasze społeczeństwo z jednej strony najchętniej do każdej reklamy wepchnęłoby nagą laskę (tzw. „szczucie cycem”), ale gdy ta sama dziewczyna nie jest już taka znowu anonimowa (choćby to i była wymyślona superbohaterka) to już wtedy lepiej żeby wszystko po bożemu pozakrywała. Czy nie jesteśmy tu przypadkiem jak ci stereotypowi tatusiowie, co to by swoje córeczki najchętniej poubierali w worki po ziemniakach i zamknęli w piwnicy? I dlaczego na litość boską, kobiecie która ma troszkę krótszą spódniczkę niż taka która znajduje się w naszej strefie komfortu przyklejamy jakieś paskudne łatki?

I wreszcie trzeci i ostatni argument, ale ten już tak absurdalny, że nie będę się nad nim rozwodzić No więc wyszukane, powycinane i odsłaniające stroje superbohaterek są nierealistyczne, bo podczas prawdziwej walki te wszystkie szmatki by się albo podarły albo spadły. Wiecie, argumenty wyznawców Świętego Realizmu™, dla których niekrępujący ruchów gorset jest mniej wiarygodny niż kosmita z odległej galaktyki wyglądający jak przechodzień, bogacz który zamiast zając się kampanią prezydencką i wyprowadzaniem dochodów do Panamy woli przebierać się za nietoperza i stary dziadek, który za pomocą zastrzyku i magicznej tarczy wygląda jak bożyszcze wszystkich kobiet. Superbohaterki! Załóżcie pierwsze lepsze ciuchy z Zary, wtedy wreszcie komiksy staną się literaturą faktu!

kiecki6
Może jestem dziwna, ale wcale nie uważam że gdy ktoś zobaczy kolor moich majtek to okrywam się tysiącletnią hańbą.

Kwestia reprezentacji

Jeszcze jednym z częstych argumentów obrońców moralności jest stwierdzenie prostego faktu, że bohaterki komiksów nie są prawdziwymi ludźmi i jako takie nie mogą decydować w co mają zamiar się ubrać. W myśl tego argumentu kobieta złożona z krwi i kości może podjąć świadomą decyzję by pójść na bijatykę w kiecce, za to Supergirl ubierze to co wybierze dla niej rysownik/scenarzysta. A ten oczywiście ubiera ją w odsłaniające ciuszki coby sobie popatrzeć. Mam ogromny problem z tym argumentem głównie dlatego że na kilometr śmierdzi sofizmatem. Tak, jasne, superbohaterki nie podejmują świadomych decyzji na temat swojego wizerunku. Ale skoro w ostatnich latach zrobiliśmy ogromny krok w stronę reprezentacji różnych grup etnicznych, skoro wciąż i wciąż domagamy się  zróżnicowanych postaci na naszych ekranach, dlaczego nie przyjdzie nam do głowy, że tak zwane „dziewczyńskie” dziewczyny też potrzebują reprezentacji. Choćby po to, by żadna mała dziewczynka nie myślała że musi wybierać między spódnicą, a programowaniem, albo lekcjami krav magi i makijażem. Bo wiecie, my naprawdę możemy się wszystkie poubierać w spodnie, ale chyba nie tędy droga.

Może więc zamiast desperacko odziewać biedną Starfire, lepiej zostawić ją równie skąpo ubraną co zawsze, a zamiast tego skoncentrować się na innych problemach? Na przykład na tym, że ładne, kobiece dziewczyny z automatu uważa się za głupsze i mniej kompetentne? Że kobiety które lubią seks i się tego nie wstydzą spotyka ostracyzm? Że społeczeństwo zamiast wysłuchać co Kori ma do powiedzenia woli bezczelnie pogapić się jej w dokolt? Bo pomyślcie tylko przez chwilę, może tak naprawdę problemem nie jest długość niczyjej spódniczki, a to jak na nią reagujemy i jak wiele łańcuchowych skojarzeń ona pobudza? I czy przypadkiem nie jest tak że w idealnym świecie to jak ktoś jest ubrany powinno być dla nas wartością absolutnie transparentną, a ludzi powinniśmy mierzyć po ich innych przymiotach? Bo tego problemu nie rozwiążę najpiękniejsza nawet zbroja.

kiecki7
Tak, komiksowe kiecki magicznie trzymają się na miejscu. CO Z TEGO?!

Na koniec powiecie wreszcie, że ok, może wojna o spódniczkę Supergirl to wylewanie dziecka z kąpielą, ale co z przeseksualizowanymi strojami? Co z Sarą Pezzini biegającą w metalowych stringach, z marsjańską wojowniczą księżniczką Dejah Thoris paradującą w swoim komiksie z nagimi piersiami zasłoniętymi w jakichś 5% fikuśną biżuterią czy z Vampirellą w bikini z dwóch pasków? Z mniej drastycznych przykładów co z Emmą Frost i jej strojem wielkości chusteczki, albo z Batwoman i jej sutkami odznaczającymi się nawet pod lateksowym kostiumem? Co z tzw. boob-armor, które może i podkreśla piersi, ale z drugiej strony naraża wojowniczkę na wieloodłamowe złamanie mostka? Co z wszystkimi komiksowymi kobietami powyginanymi na okładkach komiksów w niemożliwych pozach byleby tylko najlepiej zaprezentować ich walory? Czy to nie jest „szczucie cycem” i czy nie powinnyśmy z tym walczyć?

Nie wiem czy jestem kompetentna wypowiadać się w tym temacie, ale jak może wiecie bardzo lubię komiks Witchblade (zanim Ron Marz go nie skiepścił), sztandarowy przykład nurtu zwanego T&A (z ang. „cycki i tyłki”). I wiecie, nigdy nie przeszkadzało mi że Sara Pezzini świeciła tym i owym. Bo po pierwsze dosyć dobrze zakotwiczono to w fabule, a po drugie bohaterka miała tyle charakteru, że z powodzeniem odbijała wszelkie zarzuty na temat pustej seksualizacji. Z drugiej strony cholernie przeszkadzała mi Quiet z Metal Gear Solid, która z jednej strony jest zdolną snajperką a z drugiej biega w biustonoszu ze szmatek. Nazwijcie mnie hipokrytką, ale wydaje mi się, że jak zawsze chodzi o umiar i złoty środek. O umiejętne wyważenie kilkunastu składowych elementów, o pisanie bohaterek, a nie ozdobników i o zakotwiczanie wszystkiego w znośnej fabule. Dlatego rozerotyzowana, półnaga Poison Ivy nikogo oprócz garstki desperatów nie kuje w oczy, ale naga Batgirl wyglądałaby już idiotycznie. Zresztą umówmy się, i komiksowym panom daleko do rzeczywistości, gdzie każdy z nich ma klatę Pudziana, szczękę tak kwadratową, że idzie nią mierzyć kąty proste i spodnie tak wypchane, że co wrażliwsze mogą się zaczerwienić. Może więc popkultura to po prostu jedna, wielka zgrywa i nie za bardzo jest tu o co kruszyć kopie?

kiecki8
Serio, tak ubrana dziewczyna gorszy chyba tylko desperatów.

Bo widzicie, nie wierzę w proste przełożenie wedle, którego długość spódniczki takiej czy innej bohaterki realnie wpływa na życie jakiejkolwiek kobiety. Nie wierzę, że gdy tylko poubieramy heroiny w spodnie to wszystkie nasze problemy znikną. Że jak tylko Wonder Woman zacznie biegać w dżinsach, to nagle społeczeństwo odrzuci wyśrubowane kanony piękna. A dlaczego w to nie wierzę? Bo dalej będziemy mieć aktorki o buźkach tak ślicznych, że zwykłe śmiertelniczki mogą o nich co najwyżej pomarzyć czy sportsmenki o figurach tak idealnych, że aż z pewną dozą zawodu spojrzysz na swój daleki od ideału brzuch. Nie mówię, że problemu z nierealnymi wymaganiami stawianymi kobietom nie ma. Po prostu nie wierzę, że istnieje tutaj prosta recepta i wystarczy, że rysownicy zmienią kilka kresek, by wszystkie kompleksy wszystkich ludzi na świecie zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Bo zawsze będzie istnieć jakiś kanon piękna, do którego można kogoś przyrównać. Może więc zamiast wyważać otwarte drzwi wystarczy spojrzeć na nie z innej perspektywy?

I może właśnie w tym pomogą nam komiksy z nie do końca odzianymi paniami? Może po prostu wystarczy pokazać ludziom, że jesteśmy czymś więcej niż ciuchami i kilogramami? Że osoba ładna może być mądra, że skąpo ubrana sympatyczna, że zapięta pod szyję ma wyjątkowy temperament? Że w każdym z nas, jak w warkoczu przeplatają się różne cechy? Że jesteśmy bardziej złożeni i wielkowymiarowi niż nam się wydaje? Że pierwsze wrażenie bywa mylne, że stereotypy są szkodliwe, że porównywanie do wzorca mija się z celem, a każdemu człowiekowi powinniśmy przyznać czystą kartkę? Zastanówcie się nad tym następnym razem gdy będziecie zakładać parę identycznych butów.