Kosmate Myśli

Wonder Woman a sprawa babska

Maj 6, 2016 — by Pusiek13

main

Kosmate Myśli

Wonder Woman a sprawa babska

Maj 6, 2016 — by Pusiek13

Jakiś czas temu, walcząc z ogromnymi wątpliwościami, przeczytałam komiks „Wonder Woman: Earth One”. Bo tak jak lubię całą tę linię wydawniczą, tak naprawdę nie pasuje mi pisarstwo Granta Morrisona (tak, „All-Star Superman” też nie lubię), a atakujące ze wszystkich stron recenzje wypunktowujące kontrowersyjne momenty publikacji nie nastrajały mnie optymizmem. Zaryzykowałam, przeczytałam, pocieszając się że nawet jeśli będzie bardzo źle to zostaną mi jeszcze prześlicznej rysunki Yannicka Paquette. I wiecie co? To nie jest idealny komiks (głównie brakuje mu jakiejś jednej, konkretnej linii fabularnej której mógłby się od początku do końca trzymać), ale nie jest to na pewno „totalna katastrofa i zaprzeczenie idei Wonder Woman” (cytat). Ale odkładając na bok, moje trochę zaskakujące uznanie dla scenariusz Morrisona – czym jest ta tajemnicza „idea Wonder Woman”? Dlaczego jest tak ważna i czy na pewno była obecna w komiksie od samego początku? Wreszcie jaki komiks z Cudowną Kobietą jest prawdziwą katastrofą? Nie dajcie sobie wmówić. Sprawa Wonder Woman, to zawsze jest sprawa babska.

BONDAGE

Zacznijmy od początku. 25 praździernika 1940 roku, psycholog William Moulton Marston w wywiadzie dla magazynu „Family Circle” omawiał niewykorzystany potencjał komiksów jako medium, które można byłoby wykorzystać by krzewić odpowiednie postawy w społeczeństwie. Artykuł nie przeszedł bez echa, a Max Gaines obecny wydawca w National Periodicals i  All-American Publications (późniejszym DC Comics) postanowił zatrudnić Marstona jako konsultanta. Nie minęło wiele czasu, a Gaines zaproponował, by to właśnie psycholog zaprojektował nowego superbohatera. Marston, który już wcześniej uważał, że komiksy superbohaterskie mogą i powinny kształtować umysły młodych pokoleń postanowił stworzyć bohatera, który problemy będzie rozwiązywał nie za pomocą pięści, a miłości co jego żona skwitowała dosadnym:

 „Fine. But make her a woman.” – Elizabeth Holloway Marston

( „W porządku. Tylko zrób z niej kobietę” – Elizabeth Holloway Marston)

I tak w All Star Comics #8 zadebiutowała Wonder Woman chociaż nie do końca w znanym nam później wydaniu. Diana, córka królowej Amazonek Hypolyty wychowywana na odizolowanej od Świata Mężczyzn wyspie, postanowiła odeskortować do Ameryki rannego pilota Steve’a Trevora, który przez przypadek rozbił się pośrodku Krainy Amazonek. Widząc zło jakie rozpanoszyło się na świecie (Wonder Woman zadebiutowała w 1941 roku) postanowiła poświęcić życie walcząc z nazistami. Jako swoje cywilne alter ego wybrała frontową pielęgniarkę Dianę Prince, a z czasem udało jej się dołączyć do Justice Society of America w roli… sekretarki. Pierwsze przygody Wonder Woman obfitują też w sceny które obecnie określilibyśmy nie inaczej niż… bondage. Bohaterka co chwilę było przez kogoś krepowana, albo sama związywała przestępców swoim ikonicznym lassem. Dzisiaj ten wątek w życiorysie Cudownej Kobiety jest dość często pomijany, a szkoda bo to naprawdę ciekawy przypadek gdy fikcja miesza się z życiem.

ww2
Nigdy nie miałam problemu ze strojem Wonder Woman. Więcej, to wtłaczanie jej w coraz to bardziej zakrywające ciuchy uważam za przejaw seksizmu.

Marston wymyślił Dianę na wzór dwóch kobiet, które zajmowały szczególne miejsce w jego życiu. Żony Elizabeth i swojej studentki Olive Byrne, która żyła razem z Marstonami w poliamorycznym związku (który panie kontynuowały nawet po śmierci Williama). Jak na tamte czasy (przypominam, że cały czas jesteśmy w latach 40.), była to dość wywrotowa koncepcja, a jeśli dodamy do tego fakt, że Elizabeth Marston była kobietą, którą w dzisiejszych czasach określilibyśmy jako kobietę sukcesu (z powodzeniem prowadziła swoją karierę naukową, której nie przerwała nawet po urodzeniu dzieci) przestanie nas dziwić fakt, że to właśnie ją William Marston wybrał jako swoją inspirację. A wracając do wspomnianego bondage w Wonder Women i tego skąd w ogóle wziął się ten motyw, powiedzmy że nie mam najmniejszego zamiaru wtrącać się w życie seksualne dorosłych ludzi. Warto też zaznaczyć, że państwo Marston brali udział w badaniach mających na celu powiązanie ciśnienia krwi z kłamaniem, a ich praca bardzo aktywnie przyczyniła się do powstania poligrafu. Kropki połączcie sami i już wiecie skąd wzięło się magiczne lasso Wonder Woman zmuszające spętanego do mówienia prawdy.

ww3
Umówmy się. Żadna inna superbohaterka nie była tyle razy przerabiana reinterpretowana co Wonder Woman. Tutaj Atomic Wonder Woman z gry Infinite Crisis.

Co najciekawsze, sam Marston uważał swój komiks nie tylko jako misję, ale także jako w pewnym sensie propagandę. Psycholog sądził, że nie tylko kobiety dorównują mężczyznom, ale nawet w niektórych sytuacjach ich przewyższają swoją szczerością i efektywnością działania za wzór bezsprzecznie stawiając swoją żonę, której kariera naukowa w zdominowanym przez mężczyzn świecie lat 40. była jak na tamte czasy czymś całkowicie bezkompromisowym.

„Wonder Woman is psychological propaganda for the new type of woman who should, I believe, rule the world”,  – William Moulton Marston

(„Wonder Woman” jest psychologiczną propagandą dla nowego typu kobiet, które, jak uważam, powinny rządzić światem – William Moulton Marston).

Co najciekawsze, Marston w swoich rozważaniach nad naturą relacji damską męskich i ogólnie pojętej kobiecości w popkulturze doszedł do mniej więcej podobnych wniosków co te, które obecnie przetaczają się przez popkulturalne debaty. Psycholog wierzył, że to sama kultura sprawia, że dziewczynki nie chcą być dziewczynkami, ustawiając to co kobiece w wiecznym antagonizmie do tego co atrakcyjne i męskie. W słynnym artykule z American Scholar pisał:

„Not even girls want to be girls so long as our feminine archetype lacks force, strength, and power. Not wanting to be girls, they don’t want to be tender, submissive, peace-loving as good women are. Women’s strong qualities have become despised because of their weakness. The obvious remedy is to create a feminine character with all the strength of Superman plus all the allure of a good and beautiful woman.” – William Moulton Marston

(„Nawet dziewczynki nie chcą być dziewczynkami tak długo jak długo naszym kobiecym archetypom brakuje siły, mocy i władzy. Skoro nie chcą być dziewczynkami to nie chcą być też czułymi, podległymi, kochającymi pokój dobrymi kobietami. Najsilniejsze strony kobiet zostały odrzucone, bo  są postrzegane jako słabość. Najbardziej oczywistym remedium jest więc stworzenie kobiecej bohaterki mającej całą siłę Supermana oraz przymioty dobrej i pięknej kobiety” – William Moulton Marston)

I jeśli w tym momencie stwierdzacie, że coś Wam w tym obrazie podległej, nadludzko silnej, idealnej Wonder Woman nie pasuje to wiedzcie, że nie jesteście jedyni, a już za swoich czasów Marston musiał odpowiadać na zarzuty, że ustawia kobiety na ewolucyjnie podległej mężczyznom pozycji. Jednak sam psycholog nie uważał uległości jako cechy gorszej. Więcej, sądził że tylko dzięki niej społeczeństwa są w stanie funkcjonować, a nie pogrążać się w spirali wojen i nie bał się łączyć jej z seksualnym spełnieniem.

„The only hope for peace is to teach people who are full of pep and unbound force to enjoy being bound… Only when the control of self by others is more pleasant than the unbound assertion of self in human relationships can we hope for a stable, peaceful human society… Giving to others, being controlled by them, submitting to other people cannot possibly be enjoyable without a strong erotic element.” – William Moulton Marston

(„Jedyna nadzieja na pokój to nauczyć ludzi, którzy są pełni werwy i nieskrępowanej siły by cieszyć się z bycia skrępowanym… Tylko wtedy gdy kontrola jednostki przez innych jest bardziej miła niż nieskrępowane domaganie się swoich racji w relacjach międzyludzkich, wtedy możemy mieć nadzieję na zbudowanie pokojowego ludzkiego społeczeństwa. Dawać innym, być przez nich kontrolowanym, podporządkowywać się, nie może być przyjemne, bez silnego erotycznego pierwiastka w nim zawartego” – William Moulton Marston)

glina

Lata mijały, Złota Era Komiksów ustąpiła miejsca Srebrnej. W tym czasie Wonder Woman dorobiła się tak zwanej Wonder Family (w składzie Hyppolyta, Wonder Woman, Wonder Girl i Wonder Tot), straciła swoje moce, prowadziła butik z ciuchami, tłumaczyła przy ONZ, a co najważniejsze w pewnym sensie oddzieliła się od Steve’a Trevora i zaczęła swoją własną karierę, znacznie bardziej przypominającą typowe historie superbohaterów. A wszystko to aż do momentu gdy Kryzys na Nieskończonych Ziemach wymazał wszystko co do tej pory opowiedziano (niedawny Convergence wszystko przywrócił, ale nie mieszajmy), a scenarzysta George Perez dostał niemal nieograniczony kredyt zaufania na zdefiniowanie nowej Wonder Woman. Co zresztą skwapliwie uczynił, a jego pomysły przez bardzo długi czas uznawane były za żelazny kanon bohaterki i jej niezmienne origin story porównywalne z zagładą Kryptona u Supermana czy zabójstwem Wayne’ów u Batmana.

ww4
Lubię gdy strój Wonder Woman nawiązuje do greckiej tradycji. Tutaj znowu grafika z Infinite Crisis.

W nowej wersji, królowa Amazonek Hypolyta wybłagała od greckich bogów upragnioną córkę. Ulepionego z gliny noworodka, za pomocą swojego tchnienia odżywiła Afrodyta (od zawsze opiekunka Amazonek), a każde z pozostałych bóstw podarowało małej Dianie nadludzkie przymioty. Tym samym dziewczynka, która później stała się Wonder Woman była jedyną Amazonką niespłodzoną przez mężczyznę, autentyczną Cudowną Kobietą i darem od niebios, którego wspólnym wychowaniem zajęła się cała społeczność Rajskiej Wyspy (czasem zwanej Themyscirą). Jednocześnie opowieści o Dianie, mimo że w samym swoim źródle mocno zakorzenione w mistycyzmie, mitach i nadludzkich ingerencjach, nigdy nie uciekały od komentowania aktualnych problemów kobiet. I tak Wonder Woman w cywilu musiała pracować by zarobić na swoje utrzymanie, a także nie raz i nie dwa rozbijała się o sposób w jaki społeczeństwo tradycyjnie traktuje kobiety.

W tym miejscu zatrzymajmy się na chwilę zanim przejdziemy do wymysłów z rebootu znanego jako New 52. Zacznijmy może od tego dlaczego Wonder Woman tak bardzo odróżnia się od innych superbohaterów i dlaczego stała się tak ważną ikoną, w świecie w którym superbohaterki możemy liczyć w setkach? Tym co ja osobiście najbardziej lubię w Wonder Woman jest jej podejście, diametralnie różne od tego co serwują nam Superman czy Batman. Diana jest więc jednocześnie wojowniczką, córką, ambasadorką, a przede wszystkim myślącą i czującą młodą kobietą. W momencie gdy panowie w pelerynach walczą do ostatniej kropli krwi, Wonder Woman odkłada broń i wyciąga rękę do zgody. Przed każdą walką zaapeluje o pokój, a w jej trakcie kilka razy wezwie wroga do poddania się. Gdy potrzebuje zdobyć informacje, słabym obieca ochronę zamiast bezceremonialnie ich zastraszyć. Jeśli dziewczynki mają Sailor Moon, to kobiety mają Wonder Woman,

ww5
W swojej historii Wonder Woman wiele razy zmieniała zawód. Była właścicielką butiku i superszpiegiem. Pracowała nawet jako kelnerka czy sekretarka, Tutaj jako rockmenka z Infinite Crisis.

Bo i sama Wonder Woman wydaje mi się w pewnym sensie rozwinięciem bliskiej każdej z nas idei Magical Girl. Z jednej strony silna, z drugiej kobieca, walcząca o miłość i sprawiedliwość, ale nigdy nie zamieniająca się gotowego na wszystko brutala. Skłonna do poświęceń, mądra, a przy tym nieżyjąca w próżni. Posiadająca wspierające ją przyjaciółki czy rodzinę, dla których gotowa jest na wszystko. Marston doskonale to wszystko wymyślił, lepiąc z tego wszystkiego co trafia do małych dziewczynek na każdej szerokości geograficznej i dorzucając do wszystkiego komentarz na tematy bliskie sercu tych troszkę starszych. Przy tym dobrze pisana Wonder Woman nigdy nie popada w dydaktyzm i nawet jeśli jest ideałem, to wydaje się czymś wyjątkowo bliskim. W końcu jakakolwiek inna superbohaterka może się przyznać, że ma cellulitis i zupełnie jej to nie przeszkadza?

W tym momencie powróćmy na chwilę do historii naszej heroiny. W niedawnym reboocie New52 zupełnie na nowo zdefiniowano jej origin, jednocześnie zatracając coś co od zawsze było w naszym popkulturalnym świecie rzadkie. Całkowicie kobiecą narrację. I tak Diana w nowym wydaniu nie jest już ulepionym z gliny darem bogów, a owocem romansu Hyppolyty i Zeusa, a podczas walki nie tyle sama powstrzymuje się przed zadaniem ostatecznego ciosu, co magiczne bransolety nie pozwalają zamienić się jej w żądnego krwi berserkera. Bohaterka z Cudownej Kobiety w jednej chwili przeistoczyła się w jedną z miliona protagonistek silnych siłą swoich braci czy ojców. Jeśli do równania dorzucimy jeszcze zamienienie Amazonek w gwałcicielki-morderczynie, które porywają marynarzy tylko po to by się z nimi rozmnożyć, a potem wrzucić ich do morza, córki zostawiają sobie, a synów oddają w niewolę Hefajstosowi to dostaniemy naprawdę smutny obraz „ufajnienia” komiksu przez zrównanie go z innymi. Jak widać nie zawsze by zapanował mrok potrzebny jest Snyder.

ww6
Alternatywna okładka komiksu ładnie nawiązująca do jeszcze jednej ikony feminizmu, Rosie the Riverter

Cała nadzieja w najnowszym reboocie, w którym stery nad komiksem o Wonder Woman na nowo przejmuje Greg Rucka, autor jednych z najbardziej cenionych opowieści o Dianie. Pewnym powiewem świeżego powietrza jest natomiast wspomniany już wcześniej album „Wonder Woman: Earth One”. Nie dajcie się zwieść recenzjom, to naprawdę dobry i świetnie zrealizowany retelling klasycznego origin story Cudownej Kobiety. Opowieść, w której Diana jest młoda, trzpiotowata i pozbawiona obycia, ale jednocześnie pełna dobrej woli, współczucia i troski. Gdy kogoś obrazi, bez wahania przeprosi, gdy przyjdzie kogoś obronić, nadstawi własną pierś. Zbuntuje się przeciwko matce, ale nigdy nie będzie chciała jej skrzywdzić. I tak jak nie po drodze mi z pisarstwem Morrisona, tak uważam że bardzo dobrze oddał ducha najsłynniejszej superbohaterki. I mimo pewnych scenariuszowych zabiegów pozornie podobnych do tych, które zaserwował nam Azzarello w New52, ani przez moment nie stracił z oczu ducha kobiecej narracji.

Bo widzicie, sprawa Wonder Woman to zawsze jest sprawa babska. Nie twierdzę, że panowie nie mogą świetnie się bawić czytając jej przygody, ale mam wrażenie, że tylko kobiety sięgając do jej komiksów odnajdą cząstkę siebie. Córkę, ambasadorkę pokoju, obrończynię czy inspirację do działania. Diana jest jak przyjaciółka, z którą możesz pogadać o wszystkim. I nawet jeśli wolisz spędzać czas z Czarną Wdową, Batgirl czy Sztorm to i tak wiesz, że Wonder Woman nigdy cię nie zawiedzie. Ona zawsze tam będzie, gotowa stoczyć walkę z toksycznym patriarchatem, nie zawsze na pięści i niekoniecznie by wygrać za wszelką cenę. Cała idea Wonder Woman to idea ogólnokobiecego siostrzeństwa, w którym łączą nas podobne doświadczenia i cele. Czy komuś jeszcze potrzebny jest Batman?

The best man for the job will be a woman! – anonim

Źródła:

  1. Wikipedia [1] [2] [3]
  2. Comicvine [1] [2] [3]
  3. Moje osobiste komiksowe zbiory

Co przeczytać/obejrzeć (kolejność przypadkowa):

  1. Wonder Woman: Eyes of the Gorgon
  2. Wonder Woman: The Hiketeia
  3. Justice League: The League of One
  4. Wonder Woman: Earth One
  5. Wonder Woman: Animated Movie
  6. Batwoman: World’s Finest