Kosmate MyśliRecenzja

Spokojnie, jesteś (nie) normalny!

Lipiec 21, 2016 — by Pusiek3

main

Kosmate MyśliRecenzja

Spokojnie, jesteś (nie) normalny!

Lipiec 21, 2016 — by Pusiek3

Zwykle nie lubię stosowania wielkich słów w kontekście popkultury. Ważny, kultowy, przełomowy i czego tam jeszcze recenzenci nie wymyślą. Wydają mi się puste, nadmuchane do granic przyzwoitości i wbrew pozorom całkowicie pozbawione znaczenia. No bo na litość boską, ważny to może być egzamin na studiach, rozmowa o pracę, albo odebranie dziecka z przedszkola. Popkultura to popkultura. Jasne, że może nam sprawić przyjemność, zapewnić jakąś tam chwilę rozrywki czy nawet totalnie zapchać nam mózg perypetiami jakichś zmyślonych postaci (z tego miejsca pozdrawiam wszystkich autorów fan fiction i fan artów), ale ostatecznie przecież i tak to nic naprawdę istotnego, prawda? Ot, jakiś tam przyjemny dodatek do życia, między rachunkami, a sprzątaniem…

jak wygląda rzeczywistość

Dobra, teraz już na poważnie. Nie czytalibyście tego bloga, gdyby popkultura nie była dla Was ważna. A ja bym go nie pisała gdyby obserwowanie wymyślonych światów nie było moją pasją i ucieczką od rzeczywistości. Chrzanić rachunki gdy można przeczytać jeszcze kilka stron książki, olać sprzątanie gdy w grze łeb podniósł final boss i przecież nic się nie stanie jak się trochę spóźnicie, bo musicie dokończyć serial, prawda? Łeb wypychają Wam wielkie roboty, statki kosmiczne, albo wojny magów, a życie wydaje się troszkę bardziej znośne gdy na nudnym spotkaniu możecie powymyślać przygody ulubionego elfa, albo w środku morderczego treningu z zadowoleniem stwierdzić, że jesteście jak Batgirl. To prawdziwi Wy.

batman2
Warstwa graficzna A True Batman Story ładnie koresponduje z aktualnymi wydarzeniami komiksu. Jest kolorowa i okrągła w spokojniejszych momentach…

Bo na zewnątrz, o każdej porze dnia i nocy powiecie, że jesteście poważnymi, odpowiedzialnymi ludźmi. W pracy myślicie o pracy, w domu o ważnych sprawach, w wolnym czasie o polityce, albo o gospodarce, a w popkulturze orientujecie się właściwie tylko dlatego, że wypada. Jasne gracie w gry, jasne czytacie komiksy, coś tam pewnie lubicie, ale gdzie by tam wychodzić poza rolę biernego widza. Nikomu więc się nie przyznacie, że w głowie macie już ułożoną kompletną sagę na temat romansu Waszych ulubionych postaci, że na kurs rysunku chodzicie po to, by rysować własne komiksy o Batmanie, albo że po prostu na kilka minut przed zaśnięciem snujecie alternatywne scenariusze dla swoich ulubionych bohaterów. A nawet jeżeli nie macie z tym problemu, to i tak myśli zachowacie dla siebie, rysunki ukryjecie w szufladzie, a opowiadania w zaszyfrowanych plikach. Bo jesteście już duzi. Bo tak nie wypada. Bo nie chcecie by prześmiewczy artykuł w „Polityce” czy innym „Newsweeku” był przypadkiem o Was. Bo to w końcu trochę nienormalne tak się zajmować zmyślonymi pierdołami mając lat x-dzieści, prawda? Nieprawda. I Dark Knight: A True Batman Story, najnowszy komiks Paula Diniego Wam to doskonale udowodni.

Prawdziwa opowieść o batmanie

True Batman Story to nie jest komiks o Batmanie. A jednocześnie to publikacja, która dotyka samej istoty komiksowych bohaterów. To jednak przede wszystkim szczera opowieść Paula Diniego na temat jego życia, podejścia do własnej twórczości i próba przepracowania traum i starych blizn. To jednocześnie komiks niesłychanie meta, idealnie balansujący pomiędzy literaturą faktu, a udziwnionym i nieczytelnym wodotryskiem. Ale po kolei.

Paula Diniego chyba nie muszę przedstawiać nikomu, kto w sobotnie ranki wskakiwał rodzicom do łóżka, by obejrzeć kolejny odcinek kultowego Batman: The Animated Series. Nie ważne czy potem Wasze ścieżki z komiksem się rozeszły czy na zawsze związaliście się świętym węzłem, jeśli jesteście w pewnym przedziale wiekowym na pewno wiecie o jakiej kreskówce mówię. Paul Dini był jednym z jej scenarzystów i do dzisiaj uważany jest za ojca i ducha całego projektu. Gdy produkcja serialu została zakończona, przeszedł do DC Comics i do dzisiaj można powiedzieć, że w komiksowym światku ma status absolutnej megagwiazdy. Taki Mick Jagger skrzyżowany z Marlonem Brando. Kto siedzi w komiksach, a nie zna Paula Diniego powinien jak najszybciej wrócić na karnego jeżyka.

batman3
… i ostra, wyrazista gdy akcja przyśpiesza.

Jeśli więc istnieje gdzieś artysta, który nie musi już nic nikomu udowadniać to z całą pewnością Paulowi Diniemu niewiele do niego brakuje. Kochają go miliony, krytyka szanuje, a całe pokolenia po kolei wychowują się na jego dziełach. Może dlatego, że scenarzysta osiągnął już absolutny top, może dlatego, że chciał mieć ten komiks w swoim portfolio, a może po prostu dlatego że wierzy w kataryczną moc popkultury, Dini postanowił napisać A True Batman Story. Szczerą do bólu historię swojego życia i walki z traumą spowodowaną brutalną napaścią i długą rekonwalescencją. To komiks, który niczego nie owija w bawełną, w którym autor nie próbuje ukryć gorzki słów czy przykrych obserwacji. To opowieść o wychodzeniu w dołka i powstawaniu z popiołów. Choć troszkę inna niż coachingowe brednie.

(nie) jesteś normalny

Dini ani trochę nie wstydzi się tego że popkultura to całe jego życie, a ucieczka między wymyślonych bohaterów to dla niego czasem zdecydowanie ciekawsza opcja niż szara rzeczywistość. I tak nawigując nas przez kolejne etapy swojego życia (Dini jest narratorem komiksu, a szkatułkowa konstrukcja True Batman Story sprawia, że całość jest bardzo meta) bohater i autor zarazem pokazuje nam, że tak naprawdę popkultura nigdy go nie opuszcza. Nie ważne czy jest to Bruce Wayne podpowiadający jak przetrwać pierwszą randkę, postaci z popularnych kreskówek dotrzymujące towarzystwa zamkniętemu w sobie introwertycznemu chłopcu czy wreszcie Joker podszeptujący głupkowate pomysły. Bohaterowie, których lubi Dini stanowią istotny kawałek jego życia, nie tylko dlatego że pozwalają mu zarobić na życie.

Gdy więc cała rzeczywistość wali się bohaterowi na głowę, a brutalny napad niemal kosztuje go życie, cała ta pracowicie skonstruowana bańka zaczyna się zapadać. Ostatecznie Batman nie zeskoczył z dachu gdy usłyszał wołanie o pomoc, nie powstrzymał bandytów gdy niewinnemu człowiekowi łamali czaszkę, a opiekującym się sprawom policjantom wiele brakowało do nieustępliwości Komisarza Gordona. Wymyślone postaci zniknęły więc z życia Diniego, został ból i proza życia, bo w końcu bujanie w obłokach jeszcze nikomu nie pomogło, prawda? A jednak po kilku bardzo gorzkich miesiącach, a w komiksie po kilkunastu bardzo smutnych stronach, bohaterowi udało się stanąć na nogach, przy pomocy Batmana, bo kogo innego? Nie będę odbierać Wam przyjemności poznania tej wzruszającej historii we własnym zakresie, powiem więc tylko że wnioski Diniego na temat popkultury, jej ikon i ich miejsca w naszym życiu bardzo bliskie są moim osobistym przekonaniom.

batman4
Kto powiedział, że liczy się tylko to czego możesz dotknąć?

Bo właściwie przeszłam podobną drogę. Od małego dziecka snułam opowieści o moich ulubionych bohaterach, fan fiction zaczęłam tworzyć niedługo po tym gdy nauczyłam się pisać i czasem zdarza mi się rozmyślać o ulubionych postaciach gdy chwilowo nie mam nic lepszego do roboty (a nawet i wtedy gdy mam, ale cicho, to tajemnica). Zawsze trochę żal było mi ludzi, dla których film jest tylko filmem, a jego fabuła trwa dokładnie tyle ile czas projekcji. Którzy w kolejce do lekarza są tylko w kolejce do lekarza, a nie latają po kosmosie ulubionym robotem i którzy nigdy nic nie przypalili, bo zagapili się domyślając kolejny rozdział ulubionej powieści. A jednak dwa lata temu, niemal zupełnie przerwałam swoje związki z popkulturą. Życie przypomniało mi o własnej śmiertelności, więc dość naturalnie stwierdziłam że w świecie, w którym ludzie umierają nie ma miejsca na przeżywanie zmyślonych bzdetów. Że jest tu i teraz, bo każdy dzień może być twoim ostatnim. Dalej uczestniczyłam w popkulturze, blog przecież nie zniknął z sieci, ale nie było we mnie tego entuzjazmu. Film trwał tyle czasu ile zajęło dotrwanie do napisów końcowych, gra tyle ile doczłapanie do ostatniego bossa, książka mgnienie jakie zajmuje przerzucanie kartek. Ale wiecie co? Z czasem wszystko wróciło. Entuzjazm z zapowiedzi kolejnej części ulubionej sagi, bohaterowie których wymyślone przygody umilały mi prozę życia, całe fabuły, spisane czy nie, które do granic możliwości wypychają mi głowę. I choć to nie Batman pozwolił mi stanąć na nogi, a zrobił to stary dobry czas, to teraz wiem, że dowolnie pokiereszowana ja wciąż zostanie ze swoimi ulubionymi historiami. Na dobre, złe i jeszcze gorsze. Ostatecznie więc nie mamy się czego wstydzić, nawet tego że wymyślone światy są dla nas czasem bardziej realne niż to co mamy przed oczami. No i dzięki Paulowi Diniemu i jego A True Batman Story wiemy, że nie jesteśmy sami.

Nie warto być normalnym.