10 naj

2016 w grach

Luty 2, 2017 — by Pusiek0

main

10 naj

2016 w grach

Luty 2, 2017 — by Pusiek0

Oj działo się ostatnio. W tym na blogu, który musiał się zmienić by nie przepaść gdzieś w odmętach Internetów. Przed Wami więc pierwsza oficjalna notka na Pusiekanej Kulturze i zarazem ostatnie z podsumowań roku 2016. Który nawiasem mówiąc jeśli chodzi o gry to wyjątkowo mnie zawiódł z jednej strony, a z drugiej absolutnym rzutem na taśmę wynagrodził wszystkie wcześniejsze niedogodności. Nie przedłużając przypomnę więc szybko zasady. To nie jest żadna konkretna lista, a jedynie zbiór kompletnie zmyślonych nagród i wyróżnień. Gram na obu Xboxach, a gierek przeglądarkowych i smartphonowych do zestawienia po prostu nie wstawiam. Cały czas też nie mogę się zmusić by zagrać w coś co nie jest typowym AAA (ale obiecuję pracę nad sobą). Pamiętajcie, że żeby gra załapała się do tego zestawienia jej polska premiera musiała odbyć się w 2016 roku i w tym samym roku musiała wylądować w mojej konsoli. I że to tylko dobra zabawa.

Pozłacana Rolka Papieru Toaletowego dla gry wyglądającej jak dwie poprzednie z wyłączeniem zasad podstawowej higieny

Far Cry Primal jest jak każdy inny Far Cry. Minus papier toaletowy, szczoteczki do zębów i mydło. Jeśli więc spodziewaliście się, że przeniesienie akcji w czasy prehistoryczne sprawi, że twórcy wreszcie zrobią coś z nudnym jak flaki z olejem, identycznym gameplayem, to pomyślcie jeszcze raz. To mogła być gra o survivalu ekstremalnym, a zamiast tego wyszła kolejna imitacja Rambo, tym razem umiejscowiona w czasach, w którym ktoś w moim wieku (wciąż dwójka z przodu!) był zgrzybiałym staruszkiem. I gdzie, no powiedzmy, miało się troszkę inne potrzeby niż jakieś tam przejmowanie trzech stert kamieni na krzyż stojących na jakimś ostatnim zadupiu. Ze wszystkich wprowadzonych innowacji, najlepsze jest głaskanie wirtualnych zwierzątek (które, nawiasem mówiąc, dość skutecznie osładzało mi resztę). Ubi, powiedz mi, ale tak szczerze. ILE KURNA JESZCZE MOŻNA?!

Hobbity co się nie trzymają kupy czyli wyróżnienie specjalne dla gry, którą musiałam sobie rozrysować (a sensu dalej w niej nie znalazłam)

Z produkcjami o podróżach w czasie jest trochę jak z Puśkiem. Udają, że są strasznie mądre, ale jak się głębiej zastanowić to okazują się całkiem głupkowate. Nie inaczej ma się sprawa z Quantum Break, które miota się we wszystkie strony, robi ze swoich bohaterów idiotów byleby wszystko pasowało do scenariusza i kręci fabułę, w której teoretycznie najlepsi kumple wolą się zastrzelić zamiast porozmawiać. A wszystko oczywiście przykryte pseudo-fizyką, marnym serialem z dobrymi aktorami, mocapem, którego nie trzeba się wstydzić (he he, czytajcie dalej) i całą masą lore poukrywaną w znajdźkach, bo w sumie kto bogatemu zabroni. Jeśli uważacie, że linia czasowa w „Terminatorze” nie ma większego sensu, to zagrajcie w Quantum Break i nie grzeszcie więcej.

Dmuchana lalka w kształcie Krystyny Pawłowicz dla gry z najbrzydszym mocapem ever

Jak ja na tę grę czekałam. Serio, odliczałam godziny. Co jak zwykle w moim przypadku nie oznacza nic innego niż dostanie mokrą ścierą w twarz (bo najwidoczniej zagranie w dobrą grę na którą czekało się wieki jest zbyt mainstreamowe). Deus Ex: Rozłam Ludzkości to najgorszy sequel jaki może dostać fan (i nie, świetna notka na Grotatniku mojego zdania nie zmieni). Z fabułą, która albo przeczy części pierwszej, albo ją radośnie ignoruje (serio, ruletka), z masą postaci pobocznych które nikogo nie obchodzą, ze scenariuszem urwanym w takim momencie, że byłam autentycznie przekonana, że wdepnęłam w jakiś „fake ending” i mocapem tak koszmarnym, że będziecie się śmiać lub płakać (tu również ruletka). Tak jak część pierwsza była jedynym RPGiem którego przeszłam po jasnej stronie mocy, tak w tym koszmarku miałam ochotę wszystkich pozabijać (z twórcami na czele). A informację o odwieszeniu serii na kołek przyjęłam z niekłamaną ulgą. Czasami eutanazja to jedyne wyjście.

Złote Wielkie Nic dla najnudniejszej gry roku

Tak jak granie w tą grę przypominało oranie pola, tak pisanie o Mafii 3 to już jakiś wyższy poziom masochizmu. Bo serio, po co w ogóle omawiać produkcję, której twórcy sami byli tak znudzeni, że metodą „copy’ego – paste’a” sztucznie przedłużali rozgrywkę o jakieś nikomu niepotrzebne identyczne zapychacze. I tak, jasne. Już na dwójce się przejechałam. Gołym tyłkiem. Do wanny ze spirytusem. Ale na litość boską, tamten kawałek kodu przynajmniej można było nazwać grą. Bo to co teraz uskuteczniło 2K to właściwie jeden wielki festiwal elektronicznego obierania ziemniaków przerywany co jakiś czas spektakularnymi bugami, żeby gracze nie pomarli z nudów przed konsolą. Jeśli kiedykolwiek przejdzie mi przez myśl, żeby kupić ewentualną „czwórkę”, kopnijcie mnie w tyłek.

Diamentowa Księga ze Zmyślanymi Naprędce Przekleństwami dla gry której nie dało rady przejść nie zawstydzając sąsiadów

Nie no świetnie mi się grało w Unravel. Szczególnie walcząc z kamerą, skopanym sterowaniem i wymyślając słowa, których nie zna chyba sam prof. Miodek. Ale przynajmniej moja Siostra miała niezłą zabawę, gdy nawet 34542523 upadek w tym samym miejscu, nie był w stanie zabić mojej słowotwórczej kreatywności. Miało być słodko, artystycznie i lekko inaczej, a ostatecznie wyszło wyjątkowo nieporadnie i to nie w ten uroczy sposób, ale w ten który sprawia, że jest Wam trochę głupio. I tak, najprawdopodobniej jestem zgorzkniała, bo kupiłam tę grę równo dwa tygodnie przed tym nim weszła do EAccess. Ale nawet odkładając na bok moje wyjątkowo beznadziejne poczucie czasu, powiedzmy to sobie jasno. Rayman to to nie jest.

NAGRODA SPECJALNA imienia Kuterłapki Spadłej Ze Stepu dla nijakiej gry o bieganiu

Jakiś czas temu zwichnęłam sobie nogę spadając ze stepu. Chodziłam więc wszędzie z ortezą, którą stukałam jak pirat, a po schodach w kinie lazłam tak nieporadnie, że aż obsługa była gotowa mnie zanieść na górę byleby tylko zakończyć moje cierpienia. Czemu o tym piszę? Z bardzo prostego powodu, bo to ciekawsze niż Mirror’s Edge Catalyst czyli gra, która jakimś cudem udowodniła, że jej twórcy nie mają najmniejszego pojęcia czemu wypuszczona przez nich cześć pierwsza okazała się pozycją kultową. Catalyst to więc reboot (?) z pretekstową fabułką, kretyńsko doklejonym martwym otwartym światem, skopanym sterowaniem (serio, devsi, nie naprawiajcie czegoś co nie jest zepsute!) i dorzuconymi na siłę obowiązkowymi sekwencjami walki wręcz (z mocapem tak koszmarnym że za każdym razem dostawałam śmiechawki), bo przecież to jest to na co czekają fani symulatora parkuru. Dzięki partacze! Teraz przynajmniej mam wymówkę czemu nie idę biegać.

Platynowe Morze Pusiowych Łez dla gry, którą bałam się skończyć (jak się okazało – słusznie)

Ogólnie rzadko się wzruszam na filmach, grach czy książkach. I tak sobie siedzę z tym moim resting bitch face, czasem komuś podam ramię do wysmarkania, czasem się zaśmieję w najmniej odpowiednim momencie, a czasem zbyt głośno stwierdzę, że przepraszam, ale to jest kicz. Nazwijcie to jak chcecie. Że mam serce z kamienia, albo że jestem martwa w środku niczym dziecko z „Powidoków”. Ale czasem trafi się coś co poruszy we mnie jakąś zapomnianą nutę i zaczynam ryczeć jak bóbr (a znajomi zbierają moje łzy do fiolki, bo podobno zapewniają nieśmiertelność). Tak było z Final Fantasy XV, którego bałam się skończyć, całą końcówkę przebiegłam na jednym wdechu i mało co z niej pamiętam i przez którego łkałam w poduszkę do wczesnych godzin rannych. Do którego obsesyjnie piszę fanficka, bo serio, naprawię wszystko, obiecuję Wam. Wiem, że ta gra ma swoje wady, ale dla mnie jest perfekcyjna. Zwierz kiedyś powiedział, że historia może być dowolnie nielogiczna jeśli tylko emocje są na właściwym miejscu. I znowu cholera miała rację.

Srebrny Dowód Na To Że Jestem Batmanem czyli nagroda dla gry, którą gdzieś już widziałam

Jak na kogoś kto nie lubi Batmana, zadziwiająco dużo o nim wiem. Może nie uzurpuję sobie stwierdzenia, że mam kanon w małym paluszku, ale powiedzmy, że czytałam już na tyle dużo żeby wiedzieć co by zrobił Batman. Dodajcie do tego Typową Fabułę Gier Telltale™, w której im bardziej się starasz wszystko zmienić tym bardziej wszystko zostaje takie samo (minus Gra o Tron) i dostaniecie najlepszą definicję odcinkowego Nietoperka. Którego przeszłam z jednej strony klikając przyciski, a z drugiej rozmawiając z Siostrą, rozmyślając nad tym co ugotuję na jutrzejszy obiad, zastanawiając się jak to możliwe, że Donald Glover jest tak cholernie zdolny i kontemplując bezmiar wszechświata. Bo wiecie, achievementy się same nie zrobią. Jeśli więc z jakiegoś powodu potrzebujecie elektronicznego ekwiwalentu gumy do żucia, to pamiętajcie, że Telltale jak zawsze służy pomocą. To się nigdy nie skończy.

WYRÓŻNIENIE SPECJALNE IMIENIA DZIEWICY CO CHCIAŁABY I BOI SIĘ

Jak zwykle na koniec wyróżnienia dla gier, na które czekam w 2017. Mass Effect: Andromeda to przedziwny przypadek gry, w którą chciałabym zagrać jak najszybciej i której jednocześnie cholernie się boję. Niby to jedno z moich ulubionych growych uniwersów, ale z drugiej strony marketing tej grze to robili chyba studenci, a gumowe ludziki z trailerów sprawiają że Jensen z Mankind Divided to przy nich Meryl Streep gamingu. Dalej nie wierzę, że ta gra wychodzi w marcu, a przypominam, że mamy początek lutego i ogólnie śpij sobie moje serduszko, bo tylko się nastawisz, a ostatecznie dostaniesz crapa. W każdym razie jeśli tak jak ja podchodzicie do tej produkcji jak pies do jeża to wpisujcie miasta. Przynajmniej będzie nam łatwiej stworzyć grupę wsparcia.

Wyróżnienie specjalne imienia Żelaznej Pięści, bo król może być tylko jeden

Każdy kto choć trochę mnie zna, wiedział że na tej liście po prostu musiał pojawić się Tekken 7, bo najwidoczniej nie mam nic innego do robienia ze swoim życiem i pieniędzmi niż wydawanie kupy kasy na turniejowego arcade sticka (a ja nawet nie biorę udziału w turniejach!) i ślęczenia długich godzin przed monitorem ucząc się każdej jednej klatki na pamięć. Za to satysfakcja ze sprania kolejnej wirtualnej gęby? Bezcenna! Jeśli więc macie fetysz i chcielibyście dostać ode mnie wpiernicz, to nie musicie przyjeżdżać do Wrocławia! Wystarczy, że kupicie Tekken 7. Bo ja tam będę. Czaić się w online i bezlitośnie tłuc kogo mi tam podrzuci machina losująca od Namco. Ostrzegałam. A teraz wracajcie się bawić, póki macie czas. Widzimy się w czerwcu!

To by było na tyle jeśli chodzi o podsumowania. Ufff. Przenosiny na nową domenę zabiły Disqusa, więc komentarze się nie ładują. Jak próbowałam go naprawić to zabiłam bloga. Zobaczymy czy pomoże mi support, jak nie, to zaczniemy od nowa, bo to jest to co Puśki umieją robić najlepiej. Buźka!