main

10NAJgorszych filmów 2012

10 NAJgorszych filmów 2012

Grudzień 28, 2012 — by Pusiek11

10NAJgorszych filmów 2012

Cóż jest lepszego do roboty między Świętami a Nowym Rokiem niż tworzenie wszelkiego rodzaju podsumowań ostatnich trzystu sześćdziesięciu pięciu dni? Co innego można robić teraz, gdy gwiazdkowe zapasy jedzenia są na wyczerpaniu, a sylwestrowa sukienka wciąż grzecznie wisi w szafie? Tak więc na Malkontentkę (nieco przejedzoną po Świętach) powraca 10NAJ – tym razem w nostalgicznym, podsumowującym rok wydaniu.
Stworzenie listy dziesięciu najgorszych filmów mijającego roku to zawsze łatwe zadanie. Kandydatów są całe dziesiątki, a każdy jeden wywołuje we mnie dreszcze. Poniżej przedstawiam Wam więc listę dziesięciu najgorszych filmów 2012 roku jakie dane mi było zobaczyć. I choć lojalnie ostrzegam, że zaprezentowane dzieła to w większości bardzo słabe produkcje marnujące czas widzów, to jednak pamiętajcie, że zawsze zachęcam do samodzielnego wyrobienia sobie zdania na dany temat. Poszukujcie! Ale pamiętajcie, że ostrzegałam.

Tuż za podium

Avengers 3D – za bycie chyba najnudniejszym filmem o superbohaterach jaki można sobie wyobrazić, za pokazanie, że nawet niespieprzalne licencje można spieprzyć. I za Downey Juniora.
Saga Zmierzch: Przed Świtem – za pokazanie, że akcja to nie wszystko, a film jej pozbawiony może okazać się kasowym hitem, za najgłupszą scenę walki nie tylko anno domini 2012 ale prawdopodobnie całej dekady. Za Kristen Stewart. A konkretniej za jej brak mimiki.
Gangster – za tak koszmarne zmarnowanie potencjału, że aż sprawiające, że Pusiek piszczy, za brak pointy i przyczyny, za lenistwo twórców.

10. Projekt X

Zastanówcie się przez chwilę, czy nie lepiej samemu iść na imprezę zamiast oglądać takiego gniota?
Naprawdę nie rozumiem idei filmów imprezowych. O ile zapoczątkowujący cały nurt „Kac Vegas” był nie tylko innowacyjny, ale autentycznie śmieszny, o tyle jego nieudolne klony przypominają bardziej potwora Frankensteina niż śliczną owieczkę Dolly. Dodatkowo filmowcy jakby zapominają, że melanż przedstawiony w „Kac Vegas” był jedynie przyczynkiem do zawiązania akcji, a nie istotą filmu samą w sobie. Z tego też powodu tworzą kurioza takie jak „Projekt X”(w założeniu komedia o imprezie wyrywającej się spod kontroli) które okazują się sztuczne, nierealistyczne, nieśmieszne i na dłuższą metę niestrawne. Paradoksalnie więc film o najlepszej balandze w historii przypomina imprezę szachistów, na której nikt nie bawi się dobrze, z wyjątkiem samych organizatorów. Lepiej iść do klubu.

9. Ted

Pluszowy miś, prostytutki, kupa i naiwne życiowe mądrości
Teoretycznie niegrzeczna komedia, w praktyce zmontowany na szybko przekładaniec w którym sceny z kupą na dywanie mieszają się z pogadankami o potrzebie ustabilizowania się i wzięcia odpowiedzialności za własne życie. Wszystko podlane odpowiednią dawką dydaktyzmu, naiwności i typowo hollywoodzkiego lukru. Miało być śmiesznie i sprośne, ale doklejenie do filmu cienkiej filozofii kompletnie osłabiło jego wyraz tworząc z niego przysłowiowe ni-to-ni-sio, skierowane do wąskiej grupy wiekowej, którą z jednej strony śmieszą niewybredne żarty, a z drugiej strony nie przeszkadzają jej pudrowane mądrości o życiu wpychane do gardła. Zamiast rubasznego rechotu – słabiutki uśmieszek.

8. Niesamowity Spider-Man

Człowiek-Hipster
Czy znajdzie się choć jedna osoba, która będzie mi potrafiła wytłumaczyć dlaczego Świat potrzebował rebootu, całkiem świeżego przecież, „Spider-Mana”? Albo dlaczego nowy Peter Parker to irytujące skrzyżowanie emo z hipsterem? Albo dlaczego film akcji, może być z akcji tak koszmarnie wykastrowany, bo takiego braku wciągających wątków niską kategorią wiekową wytłumaczyć się nie da? Jeśli podobnie jak ja nie znacie odpowiedzi na te i podobne pytania to wierzcie mi na słowo – stara trylogia o Człowieku Pająku była jaka była, ale przy „Niesamowitym…” jawi się niczym arcydzieło sztuki filmowej. Tobey wróć!

7. Sherlock Holmes i Gra Cieni

W piekle pewnie mają oddzielny krąg dla tych, którzy robią z Holmesa i Watsona duet bęcwałów
Tak, wiem. „Sherlock” BBC kompletnie zmienił mi optykę i teraz każda próba reinterpretacji dzieł sir Conan Doyla jest przeze mnie odbierana niczym świętokradztwo. W porządku, to wszystko prawda. Nie zmienia to jednak faktu, że „Gra Cieni” to bardzo zły film – tandetny, efekciarski i zwyczajnie pozbawiony jakiegokolwiek sensu. O ile pierwsza część Holmesa a la Richie, była całkiem udanym filmem awanturniczym osadzonym w realiach wiktoriańskiej Anglii, o tyle jego sequel to na wpół błąd w sztuce na wpół niezamierzona autoparodia podlana sosem czystego debilizmu. Niestrawne.

6. Przetrwanie

Scena z walką na pięści (łapy) z wilkiem to kwintesencja durnoty tego filmu
Wiecie, jeśli mam być szczera, to sam setting filmu uważam za jeden z oryginalniejszych i ciekawszych w ostatnich dokonaniach gatunku filmowego jakim jest horror. Co z tego jednak, kiedy niesłychanie intrygujący punkt wyjścia do przejmującego dramatu o zmaganiu człowieka z bezlitosną naturą szybko ginie pod lawiną piramidalnej durnoty scenariusza i stadem wilków rodem z CGI. Zresztą pal sześć, że z tak ciekawym początkowym pomysłem „Przetrwanie” miało szansę stać się amerykańskim „Zejściem” – gorzej, że film jest wyjątkowo nieudany i niestraszny, a w momentach gdy na scenę wkraczają koszmarnie animowane wilki wręcz groteskowy. Zmarnowany potencjał wyje do księżyca.

5 ex equo. Ghost Rider 2/ Abraham Lincoln: Łowca Wampirów

Nicholas Cage z doklejonymi włosami? Grający w rebooto – sequelu? To się nie mogło udać
Ten film jest tak koszmarnie nieoglądalny, że w trakcie jego trwania razem z zaprzyjaźnionym blogerem wymyśliliśmy fabułę dla jego polskiego sequela pod wdzięcznym tytułem: „Piłsudski – Łowca Ghuli”
Nie pchaj palca między drzwi. Ta stara jak świat maksyma, nie ma dla mnie zastosowania jeśli chodzi o filmy. Dlatego też z uporem maniaka oglądam produkcje, o których po prostu wiem, że są koszmarnie słabe. Panie i panowie przed Wami dwa najgorsze filmy roku 2012, które znajdują się tak nisko na liście tylko i wyłącznie dlatego, że sam ich tytuł ostrzega widza o ich wątpliwej jakości. Nie ma więc mowy o pomyłce ani niewinnych ofiarach kłamliwej reklamy – to złe filmy, które krzyczą do kinomanów o tym, że są złe (w przeciwieństwie do farbowanych lisów z pierwszej trójki). Dlaczego więc „Ghost Rider 2” i „Abraham Lincoln”? Bo te filmy są jak rzyganie po imprezie. Najpierw zastanawiasz się po co tyle piłeś, potem obiecujesz sobie, że nigdy nie tkniesz alkoholu, a na końcu i tak znowu lądujesz z głową nad sedesem.

3. Królewna Śnieżka

Ta sukienka. I nagle trzecie miejsce na tej liście przestaje kogokolwiek dziwić.
Czyli dowód na to, że nawet najprostszą i najbardziej sztampową opowieść można modelowo spieprzyć. Prawdopodobnie film miał być oryginalnym powiewem świeżości w zepsutym, zatęchłym Hollywood, a okazał się ni psem ni wydrą – nudną, nieśmieszną i przyciężką papką żeniącą musical z żenującą komedią. Podczas kręcenia filmu wiele rzeczy może pójść źle, od biegunki aktorów pierwszoplanowych zaczynając, a na tsunami zalewającym plan kończąc. Ale na litość boską, są na tym świecie historie, których zwyczajnie spieprzyć się nie da. Albo inaczej – da się, ale oglądanie takiego filmu jest jak podziwianie wypadku samochodowego. Bolesne i w bardzo złym guście.

2. Uprowadzona 2

To wszystko już widzieliśmy. Znerwicowanego tatuśka, mocno dojrzałą nastolatkę  i zidiociałych gangsterów.
I to widzieliśmy w lepszym wydaniu.
Pierwsza część ojcowskich rozterek Liama Nessona była bardzo przyzwoitym kinem akcji, które nie tylko trzymało w napięciu i zapewniało odpowiednią dawkę rozrywki, ale dodatkowo było jeszcze całkiem inteligentne. Niestety przy realizacji sequela wszystko to co tak podobało mi się oryginale zostało wyrzucone w błoto niczym wiadro pomyj. Zamiast przejętego ojca, dostajemy zdziwaczałego faceta, który ratuje własną dupę narażając swoją córkę na śmiertelne niebezpieczeństwo. Zamiast akcji, nuda i sztampa. Zamiast niewymuszonego, lekkiego humoru, wyjątkowo mało udane puszczanie oka do widza. Zamiast zatroskanych, gotowych do poświęceń rodziców – patologiczne dzieciństwo.

1. Dziedzictwo Bourne’a

Jakby tego wszystkiego było mało to w filmie występują Renner i Norton.
Do pełni szczęścia brakuje jeszcze tylko Anne Hathaway.
Bardzo lubię oryginalną Bournowską trylogię. Może nie jest to przykład najwierniejszej książkowej adaptacji, a sukces filmu sprawił, że całe kino akcji ostatnich lat się „zbournizowało”, ale nie zmienia to faktu, że początkowe trzy produkcje to naprawdę świetna, sensacyjna rozrywka. Tak jak jednak nie ma Bourna bez Ludlama, tak nie ma też Bourna bez Damona. Obsadzony w roli spec-agenta Renner jest tak wyjątkowo bezbarwny, że przez cały czas projekcji myślałam tylko o tym jak nisko upadła agencja po zdemaskowaniu całego Czarnego Echelonu. Jakby tego wszystkiego było mało to najprawdopodobniej scenarzysta zagrał w „Resident Evil” o jeden raz za dużo przez co zaserwował nam niestrawnego gniota na temat zdobyczy współczesnej wirusologii (jak widać od czasów Bourna stare, dobre pranie mózgu poszło w odstawkę). O tym przydługim, rozwlekłym i nadspodziewanie nudnym filmie nie można powiedzieć nawet tyle, że dobrze że się skończył, bo okazuje się, że to produkcja bez zakończenia. Żadnej pointy, żadnego rozwiązania akcji. Nic, nada – ot bohaterowie sadzają na chwilę tyłki na ławce, uśmiechają się do siebie i tada! Lecą napisy końcowe. Zupełnie jakby bzdury, którymi zapchano scenariusz tak zdominowały film, że aż ktoś stwierdził, że co za dużo to nie zdrowo i zakończył tą radosną twórczość. I słowem podsumowania. Renner totalnie nie jest sexi.
W razie gdybyście pytali – z troski o własne zdrowie psychiczne nie oglądałam „Kac Wawa”, a że dzieła nie ujrzały me piękne oczy to i dlatego nie umieściłam go na liście.