main

Kosmate MyśliNiespodzianka

2-gie urodziny Recenzji Malkontentki

Czerwiec 1, 2014 — by Pusiek14

urodziny1.jpg

Jeśli miałabym być z Wami absolutnie szczera, blog obchodził drugie urodziny 20 maja. Jako, że okazało się, że jestem większym nieogarem niż myślałam, zupełnie przegapiłam tę datę. Na szczęście Recenzje Malkontentki to blog, który startował dwa razy (trzy jeśli liczyć jego stareńką inkarnację na OVH). 20 maja 2012 roku napisałam notkę o tym jak to zaczynam bloga, nazywam się Pusiu i lubię grać na konsoli. 1 czerwca pojawiła się pierwsza notka, która miała jakąkolwiek treść. Więc chyba z tymi urodzinami nie wyszło tak najgorzej, prawda? :)

Niespodzianka

Urodziny bloga

Maj 20, 2013 — by Pusiek25

Urodziny bloga

Wow! Jak to szybko minęło. Jestem zaskoczona. Też tym, że udało mi się wytrwać w postanowieniu prowadzenia bloga, że ktoś czyta moje wypociny (dzięki!) i że je komentuje. Wow. Po prostu W-O-W!
Obrazek autorstwa Catherine. Ja tak dobrze nie rysuję. Jeszcze.
Czym byłaby rocznica bez podsumowań? A więc przez ostatni rok:
  • Na blogu pojawiło się 85 notek co daje średnią liczbę 1,63 notki na tydzień
  • Na dzień dzisiejszy Recenzje Malkontentki zaliczyły ponad 19100 odwiedzin (ale dobijemy do 20000 prawda? :)
  • W historii bloga wystawiłam tylko jedną 10 (malkontenctwo zobowiązuje! :)
  • 1 były dwie
  • Napisaliście ponad 700 komentarzy, co daje 8,23 komentarza na notkę. Tyle pięknych dyskusji!
  • Najczęściej komentującym użytkownikiem jest Piko. Prywatnie moja ukochana Siostra <3

 W ciągu tego roku udało się:

  • Zakupić domenę. Recenzje Malkontentki to od pewnego czasu pusiekanakultura.pl
  • Przenieść system komentarzy w całości na Diqusa
  • Stworzyć konto na Twitterze, które stara się korespondować z blogiem :D
  • Poznać mnóstwo ciekawych blogerów, którzy w tym miejscu na pewno wiedzą, że o nich mówię. Kocham Was wszystkich i każdego z osobna!
  • No i poznać Was, moich czytelników. Jesteście W-I-E-L-C-Y! Bez Was ten blog dawno by upadł. Niezmiernie się cieszę, że mogę dla Was tworzyć ten kawałeczek internetu. Dziękuję!

Plany na przyszłość?

  • Jeszcze więcej jeszcze ciekawszych recenzji! Puśki zjadliwe jak nigdy xD
  • Jeszcze więcej „Kosmatych Myśli”!
  • Macie jakieś sugestie? Porady? Pytania? Coś o czym zawsze chcieliście przeczytać? Puśki zamieniają się w słuch :)

A na deser… ciekawostki!

  • Recenzje Malkontentki to mój szósty blog :) 
  • To co teraz widzicie to druga wersja Recenzji Malkontentki. Jak dobrze poszukacie to w czeluściach internetu z pewnością odnajdziecie wersję wcześniejszą :3
  • Pusiek (zdrobniale „Pusiu”) to moja ksywka, która zwracają się do mnie krewni i przyjaciele. I choć jestem dziewczyną to jestem TYM Puśkiem.

I to by było na tyle. Jeśli mało Wam puchatości, zawsze wiecie jak możecie mnie złapać. Ściskam Was mocno i dziękuję, że wytrwaliście ze mną aż tyle. Do następnego!

Kosmate MyśliNiespodzianka

Jak grać żeby wygrać

Październik 7, 2012 — by Pusiek3

Jak grać, żeby wygrać – czyli nie całkiem poważny przewodnik po bijatykach

Party Hard!

Mało jest tak zwanych gier imprezowych. Takich co to wszyscy łapią zasady bez długiego tłumaczenia, a niegrająca publiczność ma szansę na kibicowanie swoim faworytom. Są więc gry taneczne, ze słynnym Dance Dance Revolution na czele, są wszelkiego rodzaju gry śpiewane i muzyczne (Singstar, Guitar Hero), są i bijatyki. Ponieważ jestem absolutnie niereformowalnym beztalenciem jeśli chodzi o gry taneczne – do dziś pamiętam jak przeszkodą nie do pokonania okazał się dla mnie poziom trudności „Very Easy”, a by mnie jeszcze bardziej upodlić dostałam mniej punktów za styl niż pijana koleżanka, której w środku piosenki poplątały się nogi i przez resztę utworu tuliła w objęciach podłogę – a śpiewam jeszcze gorzej, udzielę wam kilku rad niezbędnych do zawojowania większości imprezowych turniejów. Tam gdzie stawką jest ostatnie piwo, nie ma żartów!

Tekken 6 – czyli gra, która na dobre wciągnęła mnie w bijatyki

Szczęście nooba

Po pierwsze, pamiętajcie, że na każdej imprezie jest King of the Hill. Ktoś tą grę kupił i z pewnością ograł wcześniej na trzeźwo. Ta osoba to wasz najtrudniejszy przeciwnik. Pół biedy kiedy jest tak pijany, że nie wie gdzie góra, a gdzie dół, gorzej gdy jest w miarę ogarnięty, najgorzej jeśli jest posiadaczem żelaznej wątroby, a kolejne procenty tylko pompują jego skilla. Nic tylko klękajcie narody!

Na szczęście z racji tego, że jesteście noobem, możecie liczyć na wszelkiego rodzaju fory. Oczywiście nie musicie z tego powodu czuć się zobligowani do jakiejkolwiek bijatykowej szlachetności. Skoro stawką jest ostatnie piwo, to macie moralne przyzwolenie na zgniecenie oponenta jak karalucha. I tak, poniżej najlepsze sposoby gry dla żółtodziobów:

MASHERKA – czyli bezmyślne klikanie guzików na padzie na chybił trafił. Najprawdopodobniej nasza postać będzie w tym momencie wywijać wszystkimi czterema kończynami niczym cepem, ale po pierwsze jest to najłatwiejsza technika, a po drugie zapewnia nam element zaskoczenia. Skoro nawet my nie mamy zielonego pojęcia co nasz podopieczny wywinie, tym bardziej nie będzie tego wiedział przeciwnik.

SPAMMERKA – czyli znalazłem jeden fajny ruch i będę go powtarzać do untentegowanej śmierci. Śmierci przeciwnika oczywiście. To metoda, która się sprawdza zwłaszcza na ludziach mniej utalentowanych lub bardziej pijanych od nas. Efektem ubocznym jest jednak to, że połowa zgromadzonych się na nas śmiertelnie poobraża.

SPAMMERKO-MASHERKA –zwana mashowaniem inteligentnym. Mówiąc najprościej, pomiędzy beztroskim klepaniem przycisków, wplatamy bardzo efektywne, spammowe ruchy. Jeśli zrobimy to inteligentnie to najprawdopodobniej nikt się nawet nie połapie, że pewne zagrania powtarzamy częściej od innych. W wypadku gdybyście jednak zostali zdemaskowani zawsze możecie zrzucić winę na zaciętego pada, niekorzystny biomet i układ żył wodnych w pomieszczeniu.

Pokemon – wybieram ciebie!

Skoro już wiecie jak grać, czas na to by zastanowić się kim grać. Ponieważ bohaterowie bijatyk to w dużej mierze kopiuj-wklej oklepanych pomysłów, poniżej krótki spis kilku archetypów, który przyda wam się w zawojowaniu imprezowych turniejów. Na początku ogarnięcie facjat trzydziestu cyfrowych typa może okazać się przytłaczające, ale nie bójcie się pytać bardziej siedzących w temacie. Pamiętajcie tylko, by nie wyskakiwać z pytaniami w stylu: „Kim się najlepiej obija tyłki?”, bo najprawdopodobniej nie dostaniecie jednoznacznej odpowiedzi (pamiętacie jeszcze o ostatnim piwie?). Lepiej zagaić rozmowę bardziej ogólnie na przykład: „Kto jest nową postacią w tej części?”. Już nie przynudzając, poniżej spis z przykładami. Bo Tier-listy są dla lamerów.

Kim Grać

I Need A Hero – bo choć fabuła bijatyk to szmata, to jednak każde studio próbuje na siłę wcisnąć bohaterom jakieś tło i motywacje. Każda mordoklepka ma więc swoją własną historię, której dla własnego zdrowia psychicznego nie warto zagłębiać. Warto jednak dowiedzieć się, kto gra w niej pierwsze skrzypce i jest naczelnym Good Guy’iem, bo w większości przypadków jest to postać silna, szybka i łatwa do opanowania. No i zazwyczaj łatwo ją zlokalizować, wystarczy spojrzeć na pudełko.

Lars (Tekken) – mój wkurzający wszystkich pieszczoch :)

Przykłady:

Tekken 6 (and so on): Lars

Street Fighter 4: Ryu

DOA 4: Kasumi

Mortal Kombat: Liu Kang

Soul Calibur V: Patroklos/ Alpha Patroklos

Świeża krew – w każdej kolejnej odsłonie serii twórcy starają się wrzucić coś nowego. Wiecie, jakąś masę nikomu niepotrzebnych pierdół. Oprócz tego za każdym razem dorzucają zgraję nowych postaci w myśl dobrze pojętej zasady „dać małpie nożyczki”. Ponieważ jednak wszelkie świeżaki muszą walczyć o zainteresowanie graczy ze starymi wyjadaczami, zazwyczaj są to postacie dobre i łatwe do nauczenia. Poza tym jeśli nam się poszczęści możliwe, że trafimy na kogoś kto jest jeszcze na tyle nie ograny, że aż zupełnie nieprzewidywalny. Jak rozpoznać, który typek jest nowym dodatkiem do znanej hałastry? Oczywiście zawsze możecie dyskretnie pogooglać.

La Mariposa (DOA) – striptizerki też potrafią obijać mordy!

Przykłady:

Tekken 6 (and so on): Lars, Alisa, Leo, Miguel, Bob, Zafina (ewentualnie)

Street Fighter 4: C. Viper, Juri, Abel, Rufus

DOA 4: La Mariposa, Eliot, Hasy (to znaczy Kokoro) – w DOA 5 przypuszczalnie Mila i Rig

Mortal Kombat: Nie ma nikogo nowego, od ciężkiej biedy niech będzie Cyber Sub-Zero

Soul Calibur V: Patroklos, Pyrrha, Natsu, Leixia, Xiba,

Einstein była kobietą –istnieje jakieś niepisane prawo wedle, którego dziewczyny występujące w bijatykach, nie tylko posiadają biust, którego rozmiar zawstydziłby samą Sashę Grey, ale dodatkowo są postaciami niezwykle łatwymi do opanowania dla początkujących. Jeśli więc nie rozpraszają was podskakujące biusty, albo skutecznie rozpraszają waszego przeciwnika – zagrajcie dziewczyną!

Kasumi (DOA) – czyli jedyna dziewczyna, która chciało mi się mastrować

Przykłady:

Tekken 6 (and so on): Alisa, Asuka, Jun, Xiaoyu, Lili (Leo nie liczę)

Street Fighter 4: Chun-Li, Cammy, Sakura, Ibuki

DOA 4: Kasumi, Ayane, Tina, Hasy (to znaczy Kokoro), Christie, La Mariposa (w DOA 5 przypuszczalnie Mila)

Mortal Kombat: Kitana, Jade, Milena i inne radosne ninja-klony, Sonia, Sindel

Soul Calibur V: Pyrrha, Pyrrha Omega, Natsu, Leixia, Ivy, Hilde, Tira

Samo wyszło! – jednymi postaciami gra się łatwiej, drugimi trudniej. Raz masherka przynosi zaskakująco dobre rezultaty, a innym razem można sobie rwać włosy z głowy rozpaczając nad głupotą własnej postaci. Porzućmy na chwilę balans postaci, system gry i inne pierdoły, którymi karmią nas developerzy – każda mordoklepka posiada zestaw postaci, którymi nawet największy noob potrafi wykręcić długaśne combo. Ponieważ jednak bardzo często są to typki dobrze ukryte pomiędzy zgrają bijatykowego barachła, nie pozostaje wam nic innego jak nauczyć się ich imion na pamięć.

Sub-Zero (Mortal Kombat) – jeśli twoja siostra nazywa szczura Sabi to wiedz, że coś się dzieje

Przykłady:

Tekken 6 (and so on): Jun, Asuka, Bob, Leo, Raven

Street Fighter 4: Sakura, Chun-Li, Ibuki, Rufus,

DOA 4: Kasumi, Ayane, Eliot, Hitomi, Helena, Christie, Leifang, Jann Lee,

Mortal Kombat: Kung Lao, Johnny Cage, Kitana, Sub-Zero, Scorpion, Liu Kang, Sonia

Soul Calibur V: Natsu, Leixia, Tira, Xiba,

Cudowne dziecko dwóch guzików – czyli postacie, których całą move-listę można zredukować do nawalania w dwa guziki. Po co nam rzuty, po co nam blok, skoro wystarczy radośnie klepać jeden i ten sam zestaw przycisków. To najprawdopodobniej najlepsze postaci na sam początek grania, gdy duża ilość dziwnych, kolorowych wypustek na padzie może was przytłaczać.

Hwoarang (Tekken) – czyli po co mi ręce skoro mam nogi

Przykłady:

Tekken 6 (and so on): Steve, Hwoarang, Baek, Pedał i Pedalica (Eddy i Christie), Tiger, Lili,

Street Fighter 4: Chun-Li, Juri, Sakura

DOA 4: Kasumi, Christie, Hasy (to znaczy Kokoro), Ein, Leifang, Jann Lee,

Mortal Kombat: Kung Lao, Kitana, Nightwolf, Raiden

Soul Calibur V: Natsu, Xiba,

Dawno zapomniany klon Bruce’a Lee – czyli każda bijatyka musi mieć swojego. Te dość perfidne sobowtóry mają tą przewagę nad innymi postaciami, że po pierwsze idzie je łatwo rozpoznać, a po drugie nie różnią się między sobą, nawet w ramach różnych serii. Jeśli więc graliście jednym klonem, graliście już wszystkimi i nic nie stoi na przeszkodzie, by z marszu obijać mordy każdemu, kto stanie wam na drodze. Bruce Lee się pewnie w grobie przewraca.

Fei Long (Street Fighter 4) – czyli jak dziwnie musi się czuć Shannon Lee

skoro w każdej bijatyce występuje klon jej ojca

Przykłady:

Tekken 6 (and so on): Marshall Law, Forrest Law

Street Fighter 4: Fei Long (chyba najbardziej bezczelny klon)

DOA 4: Jann Lee

Mortal Kombat: Liu Kang(najmniej bezczelny klon)

Soul Calibur V: Maxi

Kim nie grać

Nie ma nic gorszego niż wpakowanie się w granie postacią, która jest totalnie niepodatna na beztroską masherkę. Zamiast wesołego klepania po mordzie, nic tylko przegrywamy w paskudnym stylu (bo nasza postać rusza się tak, że mogłaby spokojnie wystartować w „Olimpiadze dla głupków” Pythonów). Poniżej więc lista postaci, które nie są złe same w sobie, ale są bardzo złe dla początkujących graczy.

Bigi Algidy – czyli ogromne spasione olbrzymy, przed którymi Hardkorowy Koksu uciekłby piszcząc jak mała dziewczynka. To postacie wielkie, nieruchawe, powolne i najczęściej bardzo trudne w obsłudze. Jeśli już los pokarał was graniem młodszym bratem Hulka Hogana, to nie pozostaje wam nic innego jak skupić się na najprostszych atakach i czekać na swój moment.

Nightmare (Soul Calibur V) – jeśli myślisz, że kimś tak wyglądającym fajnie się gra,

pomyśl jeszcze raz

Przykłady:

Tekken 6 (and so on): Marduk, Ogre, Ganryu, Jack-6, Prototype Jack, Miśki

Street Fighter 4: Hakan, Zangief, Blanka

DOA 4: Bass Armstrong, Pucha (znaczy Nicole-456), Leon, Bayman, Tengu

Mortal Kombat: Sheeva,

Soul Calibur V: Siegfried, Astaroth, Algol, Nightmare

Te co skaczą i fruwają – czyli w każdej rodzinie taki się trafi. Każda mordoklepka posiada swój zestaw postaci o designie tak koszmarnym, że graczom nie pozostaje nic innego jak zastanawiać się co wąchali programiści. Ten zbiór dziwaków wyglądających jakby urwali się z cyrku posiada równie odjechaną move-listę, która kwalifikuje ich do Teleekspresowej Galerii Ludzi Pozytywnie Zakręconych. Poza tym, naprawdę liczyliście, że kogokolwiek obijecie grając kangurem?! KANGUREM?!

Voldo (Soul Calibur V) – jeśli w kolorowej bijatyce pojawia się ktoś kto wygląda jak wyjęty z Silent Hill,

uciekajcie gdzie pieprz rośnie

Przykłady:

Tekken 6 (and so on):Roger Jr, Miśki, Alex, Combot, Jack-6, Protoype Jack, Yoshimitsu

Street Fighter 4: Blanka, Hakan, Dhalsim

DOA 4: Pucha (znaczy Nicole-456), Bass Armstrong, Tengu

Mortal Kombat: Reptile, Baraka, Quan-Chi

Soul Calibur V: Voldo, Dampierre, Aeon, Yoshimitsu

Ten Bardzo Zły – czyli wszyscy ci, którzy uśmiechają się do nas z okładki, uśmiechem sugerującym, że bardzo lubią rozdawać cukierki małym chłopcom, a potem sadzać ich sobie na kolanach. Żeby nie było nieporozumień, Bardzo Źli to postacie bardzo dobre i mocne, ale jednocześnie w większości są strasznymi technikami, co dyskwalifikuje ich jako postaci dobre dla początkujących. W każdym razie jeśli nie chce się nimi grać wyglądając jak po niedawno przebytej lobotomii.

M. Bison (Street Fighter 4) który dziwnym trafem staje się zdecydowanie mniej „Mighty” kiedy ty nim grasz

Przykłady:

Tekken 6 (and so on): Kazuya, Heichachi, Jinpachi, Jin (troszkę), Devil Jin

Street Fighter 4: M. Bison, Akuma, Evil Ryu

DOA 4: Bardzo Zły nie jest grywalną postacią

Mortal Kombat: Bardzo Zły nie jest grywalną postacią

Soul Calibur V: Nightmare

Technicy – lub jak kto woli, postacie, którymi bez opanowania move-listy ni chu, chu i jedyne co nam zostaje to płakanie w kąciku nad własną porażką. Technicy to postacie kierowane do ludzi siedzących w bijatykach i potrafiących spędzić długie godziny na poznawaniu niuansów ich wszystkich ciosów. Czyli dokładne zaprzeczenie osób chcących wygrać Turniej o Ostatnie Piwo. Techników wybierzcie… innym razem.

Dragunov (Tekken)
Kazuya (Tekken)

Czyli po raz kolejny Piko sponsoruje obrazki

Przykłady:

Tekken 6 (and so on):Marduk, Devil Jin, Dragunov, King, Paul, Yoshimitsu, Bryan, Kazuya, Heichachi,

Street Fighter 4: Dhalsim, Adon, Dudley, Guy, M.Bison, Vega (Claw), Akuma, Evil Ryu

DOA 4: Brad Wong, Piżamowy Ninja (znaczy Hayate), Ryu Hayabusa, Bayman, Leon, Pucha(znaczy Nancy-456)

Mortal Kombat: Cyrax, Sektor, Kano, Quan-Chi, Stryker, Reptile

Soul Calibur V: Nightmare, Dampierre, Voldo, Z.W.E.I., Siegfried

To chyba wszystko co musicie wiedzieć na początku. Powodzenia. I pamiętajcie: NIE BIJCIE MNIE! :)

Niespodzianka

Witchblade – suplement

Wrzesień 1, 2012 — by Pusiek4

Witchblade – nie tylko T&A (suplement)

Nie wiem jak wy, ale ja nie znoszę niekompetencji. Do szału doprowadza mnie, kiedy o czymś piszą ludzie, którzy nie mają o tym zielonego pojęcia. Mądrzą się i wywyższają z pozycji uświęconego autorytetu podczas gdy sami robią wręcz szkolne błędy. Zawsze w takich chwilach mam ochotę ze złości podrzeć gazetę, albo roztrzaskać komputer (no to trochę mniej). Zatem by was nie denerwować ani nie zmuszać do wierzenia mi na słowo, poniżej przedstawiam moją kolekcję „Witchblade” i przyległości. I żeby się pochwalić. Troszkę. Bo to najprawdopodobniej największa (sfotografowana) kolekcja „Witchblade” w Polsce.
Witchblade Compendium vol. 1 (Witchblade #1 – Witchblade #50)
Witchblade Compendium vol. 2 (Witchblade #51 – Witchblade #100)
Witchblade #17 (wersja niemiecka)
Witchblade #18 (wersja niemiecka)
Witchblade #51
Witchblade #99
Witchblade #100 (alt. cover)
Witchblade #102
Witchblade #103 (alt. cover)
Witchblade #105
Witchblade #101
Witchblade #104
Art of the Witchblade
Witchblade #106 (alt. cover)
Witchblade #107
Witchblade #108
Witchblade #109
Firstborn (Trade Paperback – Firstborn #1, #2, #3 Witchblade #110,#111,#112)
Witchblade #113 (alt. cover)
Witchblade #114 (alt. cover)
Witchblade #115 (alt. cover)
Witchblade #116
Witchblade #117
Witchblade #118
Witchblade #119
Witchblade #120
Witchblade #121
Witchblade #122
Witchblade #123
Witchblade #124
Witchblade #125
Witchblade #126
Witchblade #127
Witchblade #128
Witchblade #129
Witchblade #130
Witchblade #131
Witchblade #132 (alt. cover)
Witchblade #133 (alt. cover)
Witchblade #134 (alt. cover)
Witchblade #135
Witchblade #136
Witchblade #137
Witchblade #138
Witchblade #139
Witchblade #140
Witchblade #141
Witchblade Redemption vol. 3 (Trade Paperback – Witchblade #142, #143, #144, #145 Witchblade Second Annual)
Witchblade Redemption vol. 4 (Trade Paperback – Witchblade #146, #147, #148, #149, #150)
Witchblade Rebirth (Trade Paperback – Witchblade #151, #152, #153, #154, #155)
Witchblade #156
Witchblade #157
Witchblade #158
Witchblade #159 (alt. cover)
Witchblade #160
Witchblade #161
Witchblade #162
Witchblade #163
Witchblade/ Tomb Raider
Devi/Witchblade
Witchblade/Devi
Witchblade First Annual
Witchblade: Due Process
Trinity: Blood on the Sands
Witchblade: Obakemono
Tales of the Witchblade #1
Tales of the Witchblade #2
Tales of the Witchblade #3
Tales of the Witchblade #4
Tales of the Witchblade #5
Tales of the Witchblade #6
Tales of the Witchblade #7
Tales of the Witchblade #8
Tales of the Witchblade #9
Broken Trinity: Prelude
Broken Trinity #1
Broken Trinity #1 (alt. cover)
Broken Trinity #2
Broken Trinity #3

Wielcy nieobecni

Endgame (#1, #3), Witchblade: Demon, każdy numer z alternatywną, limitowaną okładką – jeśli macie coś z tych rzeczy i bylibyście gotowi je sprzedać, NAPISZCIE do mnie.

Niespodzianka

Witchblade – część IV

Sierpień 31, 2012 — by Pusiek5

Witchblade – nie tylko T&A (część 4)

Przewodnik

Długie cykle wydawnicze mają to do siebie, że są nierówne. Różni scenarzyści i ilustratorzy za każdym razem próbują dodać do serii coś od siebie, co udaje im się z lepszym bądź gorszym skutkiem. W dzisiejszej (ostatniej) części przewodnika po serii „Witchblade” przedstawię wam najciekawsze zeszyty i przestrzegę was przed kompletnie nieudanymi wydaniami. Pokażę też skąd legalnie zdobyć „Witchblade”, bo nielegalne źródła na pewno już znacie. Nie traktujcie tego przewodnika jako prawdy objawionej, to raczej drogowskaz mający pokazać kierunek, a nie sztywne wytyczne.

JUMP-IN POINTS (czyli od czego zacząć)

Witchblade #1

Pierwszy wydany numer „Witchblade”, idealny do rozpoczęcia swojej przygody z serią jeśli tylko jesteście gotowi poświęcić jej więcej czasu. To właśnie tutaj zobaczycie jak to wszystko się zaczęło i dlaczego „Witchblade” zyskał swoich oddanych fanów.
Witchblade #40
Początek srebrnej ery. To także preludium do story arc „Pez Killer” (choć nie bezpośrednio z nim powiązane). To także pierwszy zeszyt zaczynający serię wydań ilustrowanych przez Keu Cha, który jest moim ulubionym ilustratorem. Idealny punkt startowy dla wszystkich zmęczonych historiami złotej ery.
Witchblade #80
Początek długich rządów Rona Marza w roli scenarzysty serii. Najprawdopodobniej najlepsze wprowadzenie do nowego „Witchblade” odcinające się grubą kreską od swoich poprzedników, dodatkowo wprowadzające wiele postaci i wątków przewijających się przez następne siedemdziesiąt numerów.
Witchblade #151
Najlepszy punkt startowy dla wszystkich, którzy nie mają zamiaru zagłębiać się w prehistorię „Witchblade” i chcą jak najszybciej być na czasie. Restart uniwersum (w ramach przedsięwzięcia Artifacts) wprowadza Sarę i Witchblade w historię nazwaną „Rebirth” – będącą swoistym nowym tchnieniem Witchblade.

NAJLEPSZE STORY ARCS (czyli co potem)

Origins (Witchblade #1 – Witchblade #8)

W największym skrócie – opowieść o tym jak to się wszystko zaczęło. To właśnie tutaj poznajemy Sarę i Witchblade, jej sojuszników i wrogów. To prawdopodobniej najczęściej cytowany w serii story arc, a czerwona sukienka Pez przeszła już do historii. 

Firestarter (Witchblade #40 – Witchblade #41)

Sara zostaje oddelegowana do rozwiązania sprawy seryjnych podpaleń , w których giną niewinni ludzie. Zamiast Jake’a tym razem towarzyszyć jej będzie ponury strażak. A jakby wszystkiego było mało Witchblade zachowuje się strasznie dziwnie, jakby ogień wzniecany przez maniaka nie pochodził z tego świata. 
Pez Killer (Witchblade #42 – Witchblade #46)
Story arc przez wielu uważany za najlepszy w siedemnastoletniej historii „Witchblade”. Przez miasto przetacza się seria tajemniczych, brutalnych morderstw, dokonywanych w sposób przeczący zdrowej logice. Do sprawy zostaje przydzielona Sara, która by rozwiązać sprawę zejdzie nawet do piekła. Całkiem dosłownie.

Witch Hunt (Witchblade #80 – Witchblade #85)

Sara budzi się w szpitalu ze śpiączki, nie pamiętając wydarzeń które wpędziły ją do szpitalnego łóżka. Mroczna sprawa zaprowadzi Pez do tajemnego stowarzyszenia wewnątrz kościoła katolickiego, którego celem jest sprowadzenie na Ziemię „żywego boga” i rozpętanie apokalipsy. Story arc, którego nie można przegapić.

10th Anniversary Issue (Witchblade #92)

Podwójny numer wydany na dziesięciolecie serii. Ilustrowany przez wszystkich rysowników, którzy przewinęli się przez „Witchblade” po raz pierwszy opowiada o pochodzeniu artefaktu, jednocześnie prezentując przygody niemal wszystkich znanych poprzedniczek Sary. Coś pięknego.

Raising the Dead (Witchblade #106 – Witchblade #107)

Pierwszy story arc z Dani Baptiste jako właścicielką Witchblade. Młoda tancerka dopiero uczy się panować nad artefaktem, a to wszystko na tle Nowego Orleanu opanowanego przez zombie i magię voo doo. Jeden z moich ulubionych zeszytów napisanych przez Rona Marza.

War of the Witchblades (Witchblade #125 – Witchblade #130)

Choć wynik wojny jest łatwy do przewidzenia (co jest zresztą bardzo częste w komiksach brązowej ery) to sam przebieg bitwy jest niezwykle interesujący. Dani i Sara walczą na śmierć i życie o to, która z kobiet powinna być właścicielką Witchblade. I choć wszystko skończy się dość cukierkowo, to po drodze nie zabraknie emocji.

Unbalanced Pieces (Witchblade #151 – Witchblade #155)

Oddech dla wszystkich zmęczonych hegemonią Marz/Sejic. Sara pozbawiona odznaki i rodziny, przeprowadza się do Chicago, by spróbować swoich sił jako prywatny detektyw. W swojej pierwszej przygodzie przyjdzie jej się zmierzyć z prawdziwym czarownicami i tajemniczą istotą „The Flesh” do złudzenia przypominającą samego Witchblade.

NAJGORSZE STORY ARCS (kijem nie tykać)

Witchblade/Darkness (Witchblade #36 – kontynuowane w osobnej serii)
Kwintesencja tego czym Witchblade nie powinien być i woda na młyn dla wszystkich oskarżających serię o epatowanie seksem. Pretekstowa fabuła prowadzi do jednego, pokazania Sary jako dominy znęcającej się nad Jackie’em – czywiście wszystko dla dobra świata.

Witchblade #47

Prosta historyjka o nawiedzonym domu, w którym jak nakazują wymogi gatunku, wydarzyło się coś strasznego. Jednak tym co w tym zeszycie jest naprawdę koszmarne to pokraczne ilustracje przyprawiające o ból gałek ocznych i przywodzące na myśl jedyną słuszną konkuzję: „potrafię rysować lepiej”. Coś strasznego.

Witchblade #67

Po raz kolejny pretekstowa fabuła, tym razem jednak służąca jedynie po to by pokazać sceny gore (jest to na razie jedyny numer z oznaczeniem „tylko dla dorosłych”). Sara próbuje złapać szajkę kanibali grasujących w NY. Wszystko oczywiście okraszone przysłowiową krwią i flakami. Niesmaczne.

Fugitive (Witchblade #89 – Witchblade #91)

Nudny, rozwlekły, mało oryginalny. Po NY grasuje potwór, a do sprawy wmiesza się para agentów wyglądających jak skrzyżowanie Muldera i Scully z Neo i Trinity. Trzy bardzo męczące zeszyty zakończone mało ciekawą konkluzją. Szkoda czasu.

Witchblade #142 – Witchblade #143

Jeśli jest coś gorszego od Gleasona to są to dwa numery komiksu poświęcone tylko jemu i narysowane w sposób urągający poczuciu dobrego smaku. Sam pomysł na „Witchblade” bez Witchblade jest kretyński, a jeśli dodamy do tego jeszcze przygodę z duchami męskiej wersji Mary Sue, to dostaniemy komiks nie wart zainwestowanych w niego pieniędzy

Portals (Witchblade #157 – Witchblade #158)

Sara trafiająca przez magiczny portal do świata Tolkiena? Gdzie rządny władzy karzeł planuje za pomocą broni przemycanej z naszego świata zamordować księżniczkę elfów? Z dawną posiadaczką Witchblade Katariną, która stała się w tym świecie prostytutką-alkoholiczką? Dziękuję, postoję.

NAJLEPSZE CROSS-OVERY (czyli wszystko co nie jest kanonem)

Tales of the Witchblade (#1/2 – #9)

Kwintesencja tego czym powinien być dobry cross-over. Dziesięć zeszytów prezentujących poprzednie (lub kolejne) właścicielki Witchblade. Każda jest inną kobietą, każda żyje w innej epoce i otrzymała artefakt na innym etapie życia. Wspaniała pozycja rozszerzająca uniwersum, pozwalająca patrzeć na pewne rzeczy z zupełnie innej perspektywy. Coś fenomenalnego.
Witchblade/ Tomb Raider

Jeśli jesteś Sarą Pezzini, policjantką z wydziału zabójstw z Witchblade na nadgarstku, dość oczywistym wydaje się fakt, że twoją najlepszą przyjaciółką jest Lara Croft. Wydany również w Polsce numer opowiada historię zaginionego posążku bogini Bastet (który wcześniej widzieliśmy w „Tales of the Witchblade #8”). Rysowany przez Turnera, przetłumaczony na nasz piękny język, dostępny na Allegro za grosze. Czego chcieć więcej?
Endgame (Witchblade/Tomb Raider/Evo)

W opuszczonych kanałach metra do życia budzi się tajemniczy The Wave, przybyła z przyszłości istota chcąca wymusić apokalipsę i rozpocząć nową ewolucję gatunków. Sara i Lara jednoczą siły w walce, w której Witchblade pokaże na co go stać. Z odsieczą przyjdą im wysłannicy z przyszłości, za wszelką cenę próbujący nie dopuścić do zmiany historii.
Witchblade: Obakemono

Umiejscowiona w starożytnej Japonii historia opowiada historię Shiori, dumnej żony samuraja. Podczas ataku złowrogiego shoguna ginie jej mąż, a zhańbiona Japonka musi ratować się ucieczką. Od tego momentu Shiori ma tylko jeden cel, dokonać zemsty na swoim gwałcicielu i mordercy swojego męża. Pomóc ma jej w tym ukryty w górach smok… Fenomenalna historia, świetne postacie i prześliczne rysunki tworzą z tego komiksu idealne uzupełnienie głównej serii. Obowiązkowo.
Firstborn (#1 – #3)

Crossover z serią The Darkness, The Angelus i Magdalena, opowiada historię walki sił ciemności i światła o córkę Sary, Hope. Świetne rysunki i wciągająca historia tworzą z tego komiksu jeden z ważniejszych w uniwersum Top Cow, na nowo ustawiając status quo. 
Witchblade Second Annual
Trzy niezależne historie, z których na szczególną uwagę zasługuje opowieść w której występuje Tassya Fiodorova, posiadająca Witchblade obrończyni Stalingradu. Kobieta w podeszłym wieku, wciąż i wciąż przeżywa na nowo wojenną zawieruchę, wracając do czasów gdy zmieniła historię. Świetna, nostalgiczna pozycja pozwalająca spojrzeć na Witchblade jako na obrońcę własnego domu i własnych przyjaciół. Nawet jeśli wyjątkowo nieprzyjemny to obrońca.

Gdzie to kupić?

Jak już wspomniałam, Witchblade nigdy nie został wydany po polsku. W związku z tym wszyscy fani urodzeni między Odrą, a Bugiem są skazani na wydania cyfrowe, bądź sprowadzanie komiksu z zagranicy. Poniżej przedstawiam wam kilka pożytecznych adresów, wszystkie przeze mnie wypróbowane.
ATOMcomics – jeśli szukasz czegoś trudno dostępnego – oni to mają! Szybka dostawa, świetny kontakt ze sklepem i konkurencyjne ceny to praktycznie wszystko to, co powinien posiadać dobry sklep komiksowy.  
Multiversum –  polski sklep mający w swojej ofercie „Witchblade”. Wydania zbiorcze są właściwie dostępne od ręki, a wydania zeszytowe można zrealizować w ramach zamówienia specjalnego. Jedynym minusem jest jednak długi czas dostawy najnowszych pozycji (około miesiąca).
Reed Comics – sklep z Wielkiej Brytanii. Najnowsze wydania są dostępne bardzo szybko, niestety docierają do sklepu w ograniczonym nakładzie i bardzo szybko się wyczerpują. Odstraszać może jedynie dość wysoka cena komiksów i horrendalne koszty dostawy.
Comic Domain – kolejny sklep z Albionu. W swojej ofercie posiada nie tylko najnowsze wydania, ale również nierzadko wydania z alternatywnymi okładkami. Po mojej (a jakże!) interwencji zaczęli wysyłać paczki również do Polski. Niestety, czasami zdarzają się poślizgi w aktualizowaniu strony sklepu, dlatego najlepiej kontaktować się mailowo.
Amazon – chociaż sklep nie prowadzi sprzedaży wydań zeszytowych, jeśli chodzi o wydania zbiorcze nie mają sobie równych. Konkurencyjne ceny i darmowa dostawa kurierska do Polski przy przekroczeniu kwoty 25 funtów.
Comixology – jeśli nie zależy nam na wydaniach tradycyjnych, zawsze możemy kupić wydania w wersji cyfrowej. Stronę podaję, bo korzystam z ich aplikacji na iOS. Poza tym platforma jest dostępna na większość sprzętów obecnej generacji, a oferowana przez nich przeglądarka komiksów jest bardzo intuicyjna i czytelna.
WAŻNE: Witchblade #1, Witchblade #80, Witchblade #131 i Witchblade #151 (w wersji na Free Comic Book Day) jest dostępny za darmo w wersji cyfrowej na każdej platformie z której korzystacie. Top Cow uznał te numery za swego rodzaju reklamy zachęcające do kupna komiksu, więc ich ściągnięcie i posiadanie jest całkowicie legalne. Aż grzech nie skorzystać. 
Na tym zakończę ten (przy)długi przewodnik. Mam nadzieję, że przybliżyłam wam trochę „Witchblade” i udowodniłam, że w serii siedzi znacznie więcej niż tylko puste T&A. Może dacie Sarze szansę?

Niespodzianka

Witchblade – część III

Sierpień 29, 2012 — by Pusiek8

Witchblade – nie tylko T&A (część 3)

Continuity error

Jeśli wydaje się serię komiksową przez siedemnaście lat, praktycznie bez większych przerw, dość oczywistym wydaje się fakt, że przewijający się przez nią scenarzyści i rysownicy będą mieć własną wersję przedstawionego świata. Pewne drobne zgrzyty, błędy czy zwyczajnie nietrafione pomysły, są w takim wypadku czymś zupełnie naturalnym i niemożliwym do uniknięcia. Seria komiksowa to praktycznie ciągła sinusoida jakości, dobre historie przeplatają się z tymi wołającymi o pomstę do nieba, a połapanie się w kontinuum bez przewodnika wydaje się praktycznie niemożliwe. W dzisiejszej części przewodnika po serii „Witchblade” omówię ewolucję komiksu na przestrzeni lat. W następnej dam wam garść porad i wskazówek na przyszłość. Od fanki dla (przyszłych?) fanów.

Złoty wiek (Witchblade #1 – Witchblade #39)

Początki „Witchblade” to przede wszystkim krew i seks. Młoda policjantka, Sara Pezzini, ratując się od pewnej śmierci staje się właścicielką Witchblade – potężnej, krwiożerczej istoty, której posiadaczką może zostać jedynie najsilniejsza kobieta swojego pokolenia. Stworzenie daje jej praktycznie nieograniczoną moc. Potrafi zmienić się w dowolną rzecz, wskrzeszać zmarłych (choć na swój własny, pokręcony sposób) czy leczyć rany. Niestety, wszystko ma swoją cenę. Żądny krwi Witchblade sieje zniszczenie gdziekolwiek się pojawi i wcale nie ma zamiaru odczepić się od nadgarstka Sary.
Witchblade #2
Pierwsze zeszyty komiksu obfitują w sceny sugestywnej przemocy, nie raz ocierającej się o gore. Będzie więc krew, wiadra krwi, oraz poucinane kończyny, rodem z filmów Quentina Tarantino. Złoty wiek „Witchblade” to też całkiem spory ładunek erotyki. Witchblade za każdym razem tnie ubrania Sary na paski, a sam jego wygląd nie przypomina zbroi, a raczej metalowe bikini (swego czasu szeroko komentowane i obśmiewane – w komiksie „Kaczor Howard” pojawia się Suzi Pazuzu i Doucheblade). Fabuła koncentruje się wokół kilku dużych story arcs, najpierw zmuszając Sarę do walki z żądnym Witchblade demonicznym Kennethem Ironsem, następnie rzucając policjantkę do agencji modelek (która agencji modelek za nic nie przypomina – raczej plan zdjęciowy filmu dla dorosłych), pod koniec odbierając jej Witchblade na rzecz najemnika Iana Nothingama czy zmuszając do współpracy z Jackiem Estacado, właścicielem the Darkness.
Witchblade #16
Głównym atutem początkowych zeszytów jest szalenie interesujące zderzenie młodej idealistki, z wielokrotnie od niej silniejszym, bezlitosnym artefaktem. Witchblade to zdecydowanie przekleństwo, a jego posiadanie to nie radosne ratowanie świata, a raczej próba ograniczenia wyrządzanych przez niego szkód i walka o własną duszę. Na uwagę zasługują również rysunki, w początkowych dwudziestu pięciu numerach kreślone przez samego Michaela Turnera, „ojca” Sary. Nie da się natomiast ukryć, że początkowo „Witchblade” był komiksem T&A (no, powiedzmy T&A z ambicjami). Jest w nim dużo seksu, a stylistyka będąca połączeniem wpychanej do gardła erotyki i gore może okazać się zbyt ciężka dla co wrażliwszych osób. Jeśli jednak przebijemy się przez fasadę dość prymitywnej rozrywki dla dużych chłopców otrzymamy bardzo ciekawą historię detektywistyczną, okraszoną fantastycznymi wątkami, na tle odwiecznej walki dobra ze złem, tym razem przyczepionym do nadgarstka ślicznej policjantki.

Srebrny wiek (Witchblade #40 – Witchblade #79)

Po odejściu Marca Silvestrii i Michaela Turnera od „Witchblade” wszystko zaczęło się walić. Całkiem dosłownie. Seria została poszatkowana na kilkanaście małych story arców, każdy pisany przez innego scenarzystę i ilustrowany przez innego rysownika. Brak wyraźnej myśli przewodniej, kierunku w którym dążyłby komiks, spowodował, że jest to okres dla „Witchblade” bardzo nierówny. To właśnie teraz zdarzają się najlepsze story arcs (jak na przykład „Pez Killer”) i najgorsze zeszyty, o których fani chcieliby na zawsze zapomnieć.
Witchblade #41
Fragmentaryczna fabuła rzuca Sarę i jej partnera Jake’a do rozwiązania kilku pomniejszych spraw. Pojawi się więc opętujący zwyrodnialców demon, próbujący zwrócić na siebie uwagę Sary, zabójczo skuteczny morderca mafii wytatuowany w tygrysie paski (na serio!), czy wreszcie sam Excalibur – odprysk Witchblade, którego właścicielami mogą być mężczyźni (z legendarnym Królem Arturem na czele). Powrócą też starzy znajomi Kenneth Irons czy Ian Nothingam, na kartach komiksu zagości też duży story arc z Julie, początkującą modelką, prywatnie siostrą Sary.
Witchblade #43
Srebrny wiek Witchblade jest bardzo nierówny, cytując klasyka „przypomina pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz co ci się trafi”. Tabun scenarzystów szarpał historię na swój własny sposób, przez co wiele wątków pozostało niezamkniętych, urwanych, źle poprowadzonych czy po prostu nieudolnie zagmatwanych (za przykład niech posłuży śmierć ojca Sary, który jeśli wierzyć każdemu zeszytowi, umarł trzy razy, w trzech różnych okolicznościach, zabity przez trzy różne osoby). Podobnie sprawa ma się z artystyczną stroną serii, niektóre zeszyty to artystyczne majstersztyki, podczas gdy kreska innych zwyczajnie kaleczy oczy. Paradoksalnie jednak, to właśnie w tym okresie powstają najlepsze story arcs, wciąż doceniane przez fandom. Sara osiąga z Witchblade względną równowagę – będącą wprawdzie bardziej zawieszeniem broni niż trwałym rozejmem – co pozwala uderzyć serii w trochę mniej ponurą nutę. Historie mogą koncentrować się na innych wątkach niż nieustanna walka z artefaktem, jednocześnie pokazując, że Witchblade cały czas jest potężną, krwiożerczą istotą zdolną do tupnięcia nogą w najmniej odpowiednim momencie.

Brązowy wiek (Witchblade #80 – Witchblade #150)

Następne siedemdziesiąt zeszytów to rządy jednego scenarzysty, co jak można się domyślić ma swoje plusy i minusy. Niewątpliwym atutem oddania serii pod opiekę jednej osobie jest wewnętrzna spójność historii na skalę wcześniej w „Witchblade” nie spotykaną. Wątki nie tylko ładnie się domykają, ale również ładnie zazębiają, a ziarna zasiane na początku kiełkują dopiero pod koniec rządów Rona Marza. Z drugiej strony, brązowy wiek to czas kiedy „Witchblade” został przycięty i ulepiony na nowo pod dyktando jednej osoby, praktycznie całkowicie zmieniając swój charakter.
Wicthblade #114 (cover B)
Po pierwsze, w rocznicowym dziewięćdziesiątym drugim numerze serii wyjaśnione zostaje pochodzenie Witchblade. Potomek The Darkness i The Angelus, ciemności i światła, ma służyć za równowagę dla świata (dobre sobie, zważywszy na jego destrukcyjne zapędy), a ponieważ sam jest „mężczyzną” wybiera na swoją właścicielkę kobietę. Od numeru osiemdziesiątego Witchblade przypomina dobrze wytresowanego psa policyjnego, słuchającego swojej pani i gryzącego tylko na jej wyraźne polecenie. Artefakt nie tylko przestaje być żądny krwi czy staje się szczelnie okrywającą ciało zbroją (żegnaj metalowe bikini!) ale również przestaje z Sarą rozmawiać. Zresztą ogólnie wewnętrzne monologi Pez, często bardzo zjadliwe i sarkastyczne, zostają z komiksu wyparte, a akcja posuwa się do przodu jedynie za pomocą dialogów (co w kilku zeszytach zostaje sprowadzone wręcz do absurdu). Ewolucja serii jest czymś naturalnym, w wypadku brązowego wieku „Witchblade” nie przebiegła ona jednak naturalnie, to raczej odcięcie się grubą kreską od poprzednich numerów zamiast naturalnego rozwinięcia wątków (co jest w pewien sposób zrozumiałe gdyż serii groził restart i tylko sam scenarzysta postanowił ciągnąć historię dalej).
Witchblade #124
W pisanych przez Marza numerach Sara walczy z demonicznym „żywym bogiem”, zachodzi w ciążę z Jackie’em Estacado (tym od The Darkness) czy wreszcie oddaje Witchblade młodej baletnicy, Danielle Baptiste. Uczynienie z Sary matki było najprawdopodobniej najlepszym rozwinięciem bohaterki od czasu początków serii, a postać sympatycznej tancerki i późniejsza wojna kobiet o Witchblade to strzały w dziesiątkę. Niestety, brązowy wiek to nie tylko spektakularne sukcesy, a również nie mniej widowiskowe porażki. Po pierwsze story arcs, choć w założeniu ciekawe, bardzo często sprowadzały się do łatwych do przewidzenia konkluzji. Marz nie potrafił zaskoczyć czytelnika, grał zbyt zachowawczo, a łatwe do odgadnięcia zakończenia niedługo wszystkim obrzydły. Dodatkowo zdecydował się na niezwykle karkołomny krok, za jego kadencji Sara poznała i zaczęła się spotykać z kolegą po fachu, Patrickiem Gleasonem. Idealny gliniarz nie posiadał jednak charakteru, a przy silnej, niezależnej Sarze był jak, parafrazując popularną reklamę, pragnienie przy Sprite’cie. Fani mogli uwierzyć w Sarę-mamę i pokochali małą Hope, ale chłopak Sary będący obrzydliwą Mary Sue i etatowym „gentlemanem w opałach” to było dla nich za dużo. Co ciekawe, scenarzysta tak polubił stworzonego przez siebie Irlandczyka, że z uporem maniaka ignorował błagania fanów o usunięcie nielubianej przez nich postaci i zastąpienie jej kimś bardziej odpowiednim (z ciekawostek, cały fandom obstawiał kiedy Gleason zginie bohaterską śmiercią, bo nikt po prostu nie wierzył, że scenarzysta może być tak uparty i działać tak bardzo przeciwko swoim czytelnikom, że każdy wierzył, że za tym wszystkim stoi większy plan. Nic takiego się jednak nie stało i choć ostatecznie Sara zrywa z Panem Idealnym, to jest to zasługa… kolejnego scenarzysty).
Brązowy wiek Witchblade to także generowane komputerowo ilustracje autorstwa Stjepana Sejicia i choć nie można im odmówić urody czy widowiskowości, przez wielu są uważane za zaprzeczenie ducha komiksu. Pomijając jednak ewidentne błędy „obsadowe” czy story arcs, których nie da się określić innym słowem niż „złe”, brązowy wiek Witchblade to prawdopodobnie najlepszy punkt startowy dla nowych czytelników (o punktach startowych szerzej w następnym odcinku), nawet jeżeli to cios prosto w serce dla oddanych fanów. Zmiany są nieuniknione. Nawet gdy bolą.

Nowy wiek (Witchblade #151 – obecnie)

Ostatnie osiem numerów komiksu to kolejna wolta w życiu Sary. Pozbawiona córki (którą podstępnie przejął jej ojciec), wydalona z policji i z dala od domu, Pez próbuje się odnaleźć w roli prywatnej detektyw. Zmiana miasta (Chicago zamiast NY) powoduje kolejną zmianę w głównej osi komiksu, powracają monologi, a Witchblade choć wciąż niemy, zaczyna powoli i nieubłaganie wciągać swoją właścicielkę w coraz to większe niebezpieczeństwa. Swoisty restart serii (w ramach przedsięwzięcia „Artifacts” na nowo kształtującego uniwersum Top Cow) jest posunięciem na tyle ciekawym, że nie wymazuje żadnego z wydarzeń, które znaliśmy z wcześniejszych kart komiksu, co jest o tyle ciekawe, że o poprzednich przygodach Sary wie czytelnik, podczas gdy bohaterka posiada jedynie fragmentaryczną wiedzę. Na uwagę zasługują też dobrze napisane postacie drugoplanowe, by wspomnieć jedynie policjantkę Big Woz czy magika Caina Jorgensona (który, nie do końca wiadomo czy specjalnie, wyglądem bardzo przypomina Gleasona, będąc jednocześnie jego charakterologicznym przeciwieństwem). Graficznie seria znowu powróciła do rysunkowej, czysto komiksowej kreski. Powróciła też erotyka, choć w delikatnym, subtelnym wydaniu.
Witchblade #155
Ciężko coś więcej powiedzieć o nowej wolcie za sterami „Witchblade”. Na szczęście jednak, statek wciąż płynie i to płynie w dobrym kierunku. A ja wciąż siedzę na pokładzie.
(PS. Obrazki to moje ulubione okładki z danej ery. A już jutro „Witchblade” w pigułce czyli co, gdzie i jak. A na końcu wisienka na torcie – w podziękowaniu za 5000 odwiedzin.)

Niespodzianka

Witchblade – część II

Sierpień 26, 2012 — by Pusiek14

Witchblade – nie tylko T&A (część 2)

Tales of the Witchblade

W poprzedniej części przewodnika po serii Witchblade, skupiłam się na anime, mandze i serialu aktorskim, które mimo że wiele czerpią ze stworzonego przez komiks uniwersum to nigdy nie zostały uznane za kanoniczne. W tym wpisie mam zamiar skupić się na serii komiksowej i pokrótce napisać dlaczego warto po nią sięgnąć. W następnej części omówię jej ewolucję przez siedemnaście lat wydawania. Na koniec zarezerwowałam najlepsze, mały przewodnik dla wszystkich chcących zacząć swoją przygodę z serią.
rys. Michael Turner

Pez Killer

Jeśli czytaliście poprzednią część tego przewodnika to pewnie już wiecie, że „Witchblade” to seria komiksowa wydawnictwa Top Cow (a szerzej wydawnictwa Image Comics) stworzona w 1995 roku przez duet Marc Silvestri/ Michael Turner. Z ciekawostek dodam, że jest to najdłuższa seria tego wydawnictwa, dodatkowo nigdy nie restartowana, co jak wiadomo jest dość popularną praktyką w zeszytach Wielkiej Dwójki (jak czasem nazywa się Marvela i DC).
rys. Eric Baseldua (EBAS)
Komiks opowiada historię Sary Pezzini, młodej nowojorskiej policjantki. I choć Sara jest kobietą to z całą pewnością można powiedzieć, że zachowuje się w „męski” sposób, nie raz i nie dwa realizując zgrany stereotyp amerykańskiego gliny z wydziału zabójstw. Jest porywcza, wyszczekana, często agresywna i niecierpliwa, nie raz działa na granicy prawa. Właściwie można by stwierdzić, że taka charakterystyka postaci uczyni z niej niesympatyczną zołzę, na szczęście Sara jest też oddaną swojej pracy idealistką, osobą niezwykle lojalną dla swoich przyjaciół i bezwzględną dla wrogów. Twórcy pozwalają jej na chwilę słabości dzięki czemu Pez nie jest Terminatorem w spódnicy, ale wielowymiarową, złożoną postacią nie wolną od pewnych wad. Zresztą ogólnie zmyślnie skonstruowany scenariusz pozwala serii, na wskroś fantastycznej, zachować pozory normalności. Sara to wrzód na tyłku departamentu policji? Jej szef znał jej ojca i teraz własną piersią zasłania ją przed gniewem przełożonych. Pezzini wygląda jak modelka, a jest policjantką? Sara doskonale wie jak wygląda, nie jest zahukaną szarą myszką. Zdaje sobie sprawę, że jej wygląd to niebywały atut i często to wykorzystuje. Dodatkowo, jej siostra… jest modelką, a Sara sama próbowała sił w biznesie zanim nie stwierdziła, że chce iść w ślady ojca. To właśnie bohaterka jest głównym atutem serii. Oczywiście pomijając samego Witchblade.

First Born

Jeśli myśleliście, że Witchblade to coś w rodzaju supermocy, niczym pierścień Zielonej Latarni – potulne narzędzie wykonujące rozkazy bohatera – to jesteście w błędzie. Witchblade to samodzielna istota, krnąbrna, nieposłuszna, a często wręcz krwiożercza. Z jednej strony obdarza swoją właścicielką praktycznie nieograniczoną mocą, a z drugiej jest na tyle nieposłuszny, że nie pozwala na jej używanie o ile jest to sprzeczne z jego interesami. W początkowych odcinkach komiksu ciężko się zorientować czy to Sara ma władzę nad artefaktem czy odwrotnie. Zderzenie dwóch przeciwstawnych postaw, stojącej po stronie prawa idealistki i bezlitosnego stworzenia spoza naszego świata powoduje, że seria jest niezwykle mroczna, a posiadanie Witchblade wydaje się bardziej przekleństwem niż błogosławieństwem. Jeśli do tego wszystkiego dodamy, że Witchblade sam wybiera sobie właścicielkę (jedną na pokolenie) i przyczepia się do niej w formie symbiotycznego organizmu nie pozwalając się od siebie uwolnić, a gdziekolwiek się pojawia sieje zniszczenie, otrzymamy niezwykle przygnębiającą produkcję. Z pewnością to spowodowało pewien odwrót od mrocznej stylistyki i późniejszą zmianę artefaktu w potulne zwierzątko (o czym szerzej w następnym odcinku).
rys. Stiepan Sejic

Witch Hunt

Na uwagę zasługuje również fakt, że omawiana seria posiada bardzo rozbudowaną mitologię zahaczającą o dzieje świata. Wybierający na swoją właścicielkę najsilniejszą kobietę ze swojego pokolenia Witchblade był w rękach takich heroin jak Kleopatra czy Joanna D’Arc (jako ciekawostkę dodam, że kanonicznie Witchblade posiadała również… Maria Curie-Skłodowska). Dzięki temu, na kartach komiksu bardzo często możemy oglądać historie retrospektywne opowiadające o poprzednich posiadaczkach artefaktu, umiejscowione w różnych okresach historycznych, często prezentujące zaskakująco świeżą i ciekawą wersję dobrze znanych historycznych wydarzeń (jak chociażby zamieszczona w „Witchblade Second Annual” historia Tasy’i Fiodorovnej, która z pomocą Witchblade broniła Stalingradu podczas Drugiej Wojny Światowej).

Broken Trinity

Jeśli chodzi o techniczną stronę komiksów to należy powiedzieć, że jest ona… bardzo zróżnicowana. Podczas siedemnastu lat wydawania serii przewinęło się przez nią dziesiątki artystów prezentujących różne style graficzne. Podobnie zresztą ze scenarzystami, z których każdy miał nieco inne podejście do serii. Dzięki temu „Witchblade” łączy wiele gatunków, od fantastyki i horroru zaczynając, poprzez klasyczne kryminały, aż na lekkiej erotyce kończąc. Seria charakteryzuje się też krótkimi story arcami (jak ktoś znajdzie dobre polskie określenie to podzielcie się nim w komentarzach), co pozwala na czytanie jej właściwie od dowolnego momentu, czy omijanie mniej interesujących numerów.
Rys. Marc Silvestri (tak, ten pan jeszcze potrafi świetnie rysować)

Deathpool

Na koniec najważniejsze, „Witchblade” nigdy nie został wydany po polsku. Owszem, istnieją zeszyty nieistniejącego już wydawnictwa TM Semic, w których możemy spotkać Sarę, ale są to crossovery, nie wchodzące w skład kanonu. Jedyne dwa wydania „Witchblade” wydane w naszym kraju (numer 18 i 19) należące do story arcu „Family Ties” zostały wydane jako… komiks „Darkness” (który pochodzi z tej samej stajni, a jego bohater bardzo dobrze zna Sarę). Jeśli nie straszny wam język Szekspira, możecie ściągnąć komiks w wersji cyfrowej. Ale o tym co, gdzie i jak w następnym odcinku.
(PS. Ilustracje to jedne z moich ulubionych artów, a śródtytuły to moje ulubione story arcs. Wiecie, że aż do czterdziestego numeru story arcs nie były tytułowane, a ich nazwy pochodzą od fandomu?)